Wywiad

Jacek Jaśkowiak: „To było przekroczenie kolejnej granicy”

Podczas sesji absolutoryjnej Rady Miasta Poznania doszło do napaści na prezydenta miasta Jacka Jaśkowiaka. W rozmowie z nami mówi o narastającej agresji wobec samorządowców, groźbach, które otrzymuje od miesięcy, oraz o tym, jak wydarzenie wpłynęło na jego bliskich. Odnosi się także do oceny ostatniego roku swoich rządów i relacji z radnymi Koalicji Obywatelskiej.

Artur Adamczak: Jak Pan nazwie to, co wydarzyło się podczas obrad sesji absolutoryjnej?

Jacek Jaśkowiak: To jest przekroczenie kolejnej granicy. Nie jest to dla mnie jednak wielkie zaskoczenie. Już wcześniej mówiłem, że prędzej czy później może dojść do fizycznego ataku. Rozmawiałem o tym kilka tygodni temu ze swoim zastępcą.

Dostęp do sali obrad jest w praktyce bardzo swobodny. Jeśli ktoś chce zaatakować prezydenta miasta albo jego zastępcę, nie jest to trudne. Zdawaliśmy sobie sprawę, że właśnie tutaj może dojść do takiego zdarzenia. I niestety tak się stało.

A.A.: Osoby, które to zrobiły, twierdzą, że była to forma krytyki Pana rządów.

J.J.: Uderzenie kogoś prosto w twarz, nawet jeśli w ręce ma się tort, a nie kastet, nie jest żadną formą krytyki. To absolutne przekroczenie granic. Zniszczony został mój garnitur, pracownicy urzędu obecni na sali byli poddani silnemu stresowi, jedna pani zemdlała.

Co istotne, doszło do fizycznego ataku, którego sprawcą był zawodnik Muay Thai, osoba trenująca sporty walki. Z informacji, które do mnie docierają, wynika, że jest nawet mistrzem Polski w tej dyscyplinie. To nie była przypadkowa osoba. Dodatkowo była ona też bardzo agresywna. Wszystko wskazuje na to, że akcja była przygotowana.

Oczywiście pojawiają się pytania o bezpieczeństwo. Strażnicy miejscy nie są szkoleni do obezwładniania profesjonalnych zawodników sztuk walki. To pokazuje, że musimy poważnie zastanowić się nad ochroną osób pełniących funkcje publiczne.

A.A.: Boi się Pan teraz o swoje zdrowie albo życie?

J.J.: Od dawna otrzymuję groźby. Miesiąc temu ktoś groził mi oblaniem kwasem solnym. Policja regularnie pyta mnie, czy chcę korzystać z ochrony, ale dotąd z niej nie korzystałem.

Najbardziej martwię się jednak o moich bliskich. Moja mama ma 87 lat i widzi, że jej syn został zaatakowany przez agresywnego człowieka. To dla niej bardzo trudne.

Mój zastępca również otrzymuje groźby. Takie sytuacje dotykają nie tylko nas, ale całe nasze rodziny. Wystarczy spojrzeć na komentarze w internecie pod informacją o zdarzeniu z 16 czerwca. Wiele z nich jest pełnych agresji i nienawiści, dalece wykraczających poza jakąkolwiek dopuszczalną krytykę.

To także pytanie o reakcję państwa i jego instytucji. Nie możemy czekać, aż dojdzie do kolejnej tragedii i następny wójt, burmistrz czy prezydent miasta zostanie zamordowany.

A.A.: Uważa Pan, że to, co się wydarzyło, jest skutkiem hejtu i nienawiści, które wylewają się w internecie pod Pana adresem?

J.J.: Proszę spojrzeć na materiały publikowane w mediach. Widać wyraźnie, że zostałem uderzony. Mówienie wyłącznie o „rzuceniu tortem” jest pewnym zmiękczaniem całej sytuacji.

Żyjemy dziś w czasach ogromnych emocji. Algorytmy mediów społecznościowych działają w taki sposób, że wzmacniają skrajne postawy i emocje. To jest poważny problem, podobnie jak dezinformacja.

Media tradycyjne coraz trudniej odnajdują się w świecie internetu i algorytmów, a jednocześnie to właśnie one powinny dostarczać wiarygodnych informacji. Widzimy, jak ogromne pieniądze odpływają dziś do wielkich platform internetowych, kosztem mediów lokalnych i krajowych. To bardzo poważne wyzwanie.

A.A.: Zostawiając na chwilę wydarzenia z sesji 16 czerwca. Radni udzielili Panu absolutorium i wotum zaufania. Jak ocenia Pan ostatni rok zarządzania miastem?

J.J.: Uważam, że to był dobry rok. 15 czerwca odebraliśmy nagrodę w rankingu „Perły Samorządu”. Poznań po raz piąty zajął pierwsze miejsce wśród miast powyżej 100 tys. mieszkańców. To jedno z najważniejszych wyróżnień samorządowych, przygotowywane przez Szkołę Główną Handlową i „Dziennik Gazetę Prawną”, oparte na twardych danych i wskaźnikach.

Także nasz skarbnik po raz kolejny został wysoko oceniony. Te wszystkie nagrody pokazują, że Poznań jest dobrze zarządzany i dobrze wypada na tle innych dużych miast.

Nasze zadłużenie jest ponad trzykrotnie niższe niż Krakowa, prawie trzykrotnie niższe niż Łodzi i ponad dwukrotnie niższe niż Wrocławia. Sytuacja finansowa miasta jest stabilna, ale nie oznacza to, że możemy spocząć na laurach.

Nadal inwestujemy. Kupiliśmy 30 nowych tramwajów oraz autobusy elektryczne. Jest jeszcze wiele obszarów, które trzeba poprawiać.

Nie ukrywam też, że największą rysą mojej prezydentury była sprawa korupcji w jednej z miejskich jednostek. Wyciągnęliśmy z niej wnioski i nadal mamy przed sobą wiele wyzwań.

Cieszę się jednak, że nawet jeśli spory z radnymi bywają bardzo gorące, to ostatecznie potrafimy podejmować decyzje dobre dla Poznania i jego mieszkańców.

Chciałbym też podziękować poznaniakom. Z jednej strony mamy hejt i agresję w internecie, ale z drugiej – gdy rozmawiam z mieszkańcami na ulicy, w autobusie czy podczas różnych wydarzeń, spotykam się z życzliwością i słowami wsparcia. To dla mnie bardzo ważne.

A.A.: Między Panem a radnymi Koalicji Obywatelskiej w ostatnim czasie dochodziło do napięć. Podczas głosowania nad wotum zaufania przeciw było tylko sześciu radnych z Prawa i Sprawiedliwości. Udało się porozumieć z klubowymi kolegami czy po prostu tak należało zagłosować?

J.J.: Oczywiście zdarzają się różnice zdań. To naturalne, zwłaszcza gdy pojawiają się różne opinie i narracje.

Najważniejsze jest jednak to, żeby rozmawiać. Niedawno mieliśmy z jednym z radnych (przyp. red. chodzi o Wojciecha Kręglewskiego) bardzo gorącą dyskusję, ale po ostatnich wydarzeniach przyszedł do mnie i powiedział: „Jestem z tobą”. To pokazuje, że mimo różnic potrafimy się wspierać.

Demokracja polega właśnie na tym, że się różnimy. To dzięki dyskusjom, konfrontacji różnych punktów widzenia, czasem również sporom, jesteśmy w stanie wypracować najlepsze rozwiązania dla Poznania i jego mieszkańców.

A.A.: Ale rozumiem, że ostatnie słowo w niektórych kwestiach należy do Pana?

J.J.: Bardzo wiele spraw konsultuję. Rozmawiam zarówno z radnymi, jak i ze swoimi zastępcami. Kiedy pojawiają się wątpliwości, siadamy do stołu i szukamy rozwiązania.

Są jednak kwestie, w których odpowiedzialność spoczywa bezpośrednio na mnie. Dotyczy to przede wszystkim decyzji personalnych. To ja odpowiadam za funkcjonowanie urzędu, dlatego muszę mieć możliwość doboru najbliższych współpracowników.

Oczywiście partie polityczne również ponoszą odpowiedzialność za funkcjonowanie miasta, zwłaszcza jeśli mają większość w radzie. Ale nie może być tak, że prezydent wybrany w wyborach powszechnych jest sterowany z tylnego siedzenia przez polityków, nawet jeśli pochodzą z tego samego środowiska politycznego.

Trzeba rozmawiać, szukać kompromisów i pamiętać, że najważniejszy jest interes mieszkańców.

Artur Adamczak
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl