Patrycja Bartoszewska, liderka Stowarzyszenia Maltańskiego Nasz Dom zdecydowała się złożyć prywatny akt oskarżenia przeciwko Jackowi Jaśkowiakowi. Jej zdaniem prezydent Poznania opowiedział o niej nieprawdziwą historię.
„Nazywam się Patrycja Bartoszewska. Przez ostatnie tygodnie moje nazwisko stało się przedmiotem publicznych ocen, oskarżeń i komentarzy. Zostałam przedstawiona jako osoba niewiarygodna, obłudna i niegodna tego, by walczyć o mieszkańców Osiedla Maltańskiego. 15 maja Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, w telewizji WTK oraz na swoim profilu na Facebooku, opowiedział o mnie nieprawdę. Publicznie stwierdził, że jestem cyniczna, działam w pseudotrosce i robię sobie PR kosztem mieszkańców Osiedla Maltańskiego. Dwukrotnie nazwał mnie również „cwaniakiem”, powielając przy tym zmanipulowane informacje opublikowane przez portal wpoznaniu.pl” – pisze Patrycja Bartoszewska w opublikowanym na profilu facebookowym Maltańskie Nasz Dom oświadczeniu.
W ten sposób nawiązuje do wywiadu opublikowanego 15 maja 2026 r., którego udzieliła naszemu portalowi. Wywiad przed publikacją został przez Patrycję Bartoszewską autoryzowany. W trakcie akceptacji rozmowy nasza rozmówczyni sama uzupełniła ją jeszcze o dodatkowe informacje. Dotyczyły one m.in. tego, na ile kamienica została wyceniona.
Zaakceptowaną przez Patrycję Bartoszewską rozmowę przypominamy tutaj:
Marek Jerzak: – Chciałbym zadać pytanie dotyczące ul. Kanałowej 10, do której nabyła Pani prawo w 2009 r. (red. w postępowaniu spadkowym). Później Pani tę kamienicę sprzedała spółce Amfilada, a ta przekazała ją dalej. Ostatecznie skończyło się na tym, że mieszkańcy zostali wysiedleni. Czy to jest podobna sytuacja (red. do sytuacji z Os. Maltańskim), czy to jest coś innego? Czy Pani potwierdza w ogóle, że coś takiego miało miejsce?
Patrycja Bartoszewska: Teraz rozumiem pana zainteresowanie tematem
M.J.: Chciałbym to po prostu przedstawić obiektywnie
P.B.: A ja myślę, że to jest moje życie prywatne i nie będziemy go łączyć ze sprawą maltańską
M.J.: I to jest Pani odpowiedź?
P.B.: Tak
M.J.: Czyli nie zaprzecza Pani tym informacjom? Informacjom, że Pani odziedziczyła tę kamienicę, została ona sprzedana i mieszkańcy zostali wyeksmitowani przez nowego właściciela, bo rozumiem, że Pani ich nie wyeksmitowała.
P.B.: Nie eksmitowałam żadnych lokatorów. A sprawa, którą Pan tutaj przywołuje, to proszę sprawdzić akt notarialny, jak on wyglądał. I nim zaczniemy dyskusję warto się upewnić jak dokładnie…
M.J.: – Ja po prostu zadaję pytanie. Tak, żeby Pani odpowiedziała jak jest faktycznie
P.B.: Tak, kamienica była w mojej rodzinie. Tak, sprzedałam tę kamienicę, ale natomiast była sprawa o zachowek i części pieniędzy nie otrzymałam, brat otrzymał całą kwotę. Spółka nie wypłaciła mi części pieniędzy pomimo postanowienia Sądu Rejonowego Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu z dnia 27 lutego 2013 r. o nadaniu aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności. Ja też byłam ofiarą tamtej historii. Jestem nią do dziś. Czy to pana zadowala?
M.J.: To nie chodzi o moje zadowolenie
P.B.: Tak, kamienica była w mojej rodzinie. Odziedziczyłam ją i byłam zmuszona sprzedać, ponieważ mój przyrodni brat wystąpił o zachowek. Musiałam go spłacić. Sama nie chciałam sprzedawać kamienicy, była w mojej rodzinie wiele lat. Sytuacja życiowa mnie do tego zmusiła. Miałam wówczas 24 lata.
M.J.: Czyli była Pani do tego zmuszona?
P.B.: Wie Pan co? Ja poproszę o autoryzację (red. wywiadu)
M.J.: A później pani się jakoś interesowała losem tych mieszkańców, gdzieś występowała?
P.B.: A czy to jest artykuł sponsorowany przez kogoś? –
M.J.: Dlaczego mnie Pani obraża?
P.B.: No bo zadaje Pan takie pytania. Czy Pan uważa, że jeżeli ktoś zostaje zmuszony do tego, żeby zrezygnować z dóbr rodzinnych, bo jest konflikt rodzinny i musi sprzedać nieruchomość, jest to dla niego trudne. Mam 22 lata. Nie, przepraszam, 22 lata miałam, jak chowałam tatę, bo przecież zmarł przed urodzinami. Czyli miałam 24 lata. Człowiek jest młody i może popełniać błędy. Sama musiałam się z tym uporać. Zostałam bez dochodu. Byłam studentką. Zajmowałam się kamienicą. Młodemu człowiekowi, który zostaje sam w życiu bez rodziny – bo mamę straciłam mając 14 lat – jest trudno
M.J.: Czyli sama Pani została wtedy w tym momencie, tak?
P.B.: Tak, to znaczy sama i nie sama, bo w międzyczasie poznałam mojego męża. Nie mogłam się dogadać z przyrodnim bratem, tutaj nie doszło do porozumienia, no i ta kamienica została sprzedana
M.J.: I w innych okolicznościach nie podjęłaby Pani decyzji o sprzedaży kamienicy?
P.B.: No nawet nie chodzi o to, czy bym podjęła, bo zachowek jest prawem materialnym. Ja musiałam spłacić brata, nie miałam wyjścia. Kamienica została wyceniona na wysoką kwotę – 8 milionów złotych. Miałam prawie 2-milionowy dług, więc byłam studentką z milionowymi długami po śmierci ojca. Próbowałam wziąć kredyt, by spłacić brata, ale banki mi odmawiały. Próbowałam nawet pożyczyć pieniądze poza bankami, ale nawet to się nie udało. Do dziś mam traumę po tamtych wydarzeniach. Był wpis w księdze wieczystej, był prawie 2-milionowy. Czy więc jako student miałby pan ma wybór?
Teraz Patrycja Bartoszewska uważa, że prawda wygląda zupełnie inaczej.
„To nie był żaden „złoty interes”. To była moja osobista tragedia. Najbardziej zaskakuje mnie jednak nie sam atak, ale to, kto go prowadzi. Jacek Jaśkowiak wielokrotnie mówił o szacunku, dialogu i walce z hejtem. Tymczasem bez poznania pełnego kontekstu mojej historii publicznie wydał na mnie wyrok. Wykorzystał swój urząd, aby zaatakować działaczkę lokatorską. Zamiast rozmawiać o problemach mieszkańców Osiedla Maltańskiego, uderzył w osobę, która od lat nagłaśnia tę sprawę.
Moim zdaniem w tej sytuacji nie działał w interesie mieszkańców. Opowiedział się po stronie kurii i dewelopera. Dlatego zdecydowałam się złożyć prywatny akt oskarżenia przeciwko Prezydentowi Poznania.
Zamierzam oczyścić swoje dobre imię przed sądem. Nie robię tego dla zemsty. Nie robię tego dla polityki. Nie robię tego dla rozgłosu. Robię to dla swojego dobrego imienia, dla spokoju mojej rodziny, dla naszego domu i domów moich sąsiadów. Powrót do wydarzeń sprzed ponad dekady oznaczał dla mnie powrót do koszmaru i oszustw, których sama padłam ofiarą” – zaznacza Bartoszewska w swym oświadczeniu.












