Pracują na poligonie, mają swoje stopnie wojskowe i przechodzą regularne szkolenia. Nie mowa tu jednak o żołnierzach, a o psach służbowych z sekcji K9 w 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu-Krzesinach. O tym, jak wygląda ich codzienna praca oraz przygotowanie do niej, rozmawiam z żołnierzami jednostki K9.
W 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego stacjonuje dziewięć psów. Sześć z nich jest wyspecjalizowanych do działań patrolowo-obronnych, a trzy do wyszukiwania zapachów. Są wśród nich owczarki belgijskie, holenderskie i niemieckie. Psy zabezpieczają jednostkę – w razie wtargnięcia i naruszenia systemu ochrony pierwszą drogą zahamowania działań osób trzecich jest zwierzę.
– Pies jest tu od tego, by wykryć napastnika i go zneutralizować. Poza tym odstraszają – każdemu, kto zobaczy takiego szczekającego, biegnącego w jego kierunku psa, miękną nogi. Oprócz tego część z nich zajmuje się wykrywaniem po zapachu materiałów wybuchowych. Kiedy trzeba przeszukać jakieś pomieszczenie, sprawdzić je pod względem pirotechnicznym, pies przewodnik i pirotechnik udają się na miejsce i działają wspólnie – mówi sierżant Mateusz Baryluk.



fot. M. Melanowicz
Potencjał odstraszający mają taki sam, ale bojowy – zupełnie inny. Pies, który ma gryźć intruza, jest szkolony w tym kierunku. Pies, który wyszukuje zapachów, na co dzień ćwiczy węch. Na ten moment żaden z czworonogów z sekcji K9 nie zajmuje się obiema tymi rzeczami, choć szkolący ich przewodnicy są w stanie tak wyszkolić zwierzę.
Na służbie przez całą dobę
Psy z 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego żyją na poligonie na co dzień. Tam mają swoje kojce, specjalne klatki transportowe, w których są trzymane na wypadek upałów. Każdy przewodnik ma jednak także możliwość zabierania ze sobą psa do domu. Jeśli ma do tego warunki, bierze go do siebie i wtedy jest on traktowany jak członek rodziny. Nie jest to jednak wymagane – miejsce stacjonowania psa jest w jednostce, tam ma on swój kojec i zapewnione wszystkie warunki socjalne konieczne do utrzymania psa. Zwierzęta są jednak przygotowane na to, że ich miejsce przebywania może się zmienić.
– Pies pracuje tam, gdzie jest przewodnik. Kiedy we współpracy z żandarmerią wojskową bywamy oddelegowani do zabezpieczania innych miejsc, niezwiązanych z funkcjonowaniem jednostki, pies może pojechać tam z nami i działać – mówi sierż. Baryluk.
Każdego poranka po przyjściu do pracy przewodnicy kierują swoje kroki do psów, sprawdzają, czy wszystko z nimi w porządku i czy nie wymagają one opieki weterynarza. Psy z sekcji K9 mają dwie jednostki treningowe dziennie. Istnieją sytuacje, kiedy zwierzę skupi się nawet przez godzinę, ale są też gorsze dni, jak u człowieka. Jak zaznaczają ich opiekunowie, pies nie powie nam, że coś mu jest, ale da o tym znać swoim zachowaniem – nie angażuje się w trening, jest fizycznie zmęczony. Wtedy ćwiczeń nie można przeciągać za wszelką cenę. Po kilku godzinach można jednak wrócić do treningu. Poza tym psy są też zabierane na spacery.
„Dla nas to praca, dla psa to zabawa”
Praca psów z sekcji K9 jest trudna do przeliczenia na godziny. Nie da się ustalić, kiedy dojdzie do sytuacji, w której akurat będą musiały zainterweniować.
– Psy patrolowo-obronne codziennie wykonują swoje obowiązki, bo przewodnik, który jest na służbie, codziennie ma do zrobienia kilka patroli, najczęściej wzdłuż ważnych obiektów jednostki, żeby ktoś z zewnątrz widział, że taki patrol się odbywa. Jeśli ktoś wszedłby na teren jednostki, zostałby odnaleziony – mówi starszy szeregowy specjalista Tomasz Frąckowiak.
Nie oznacza to jednak, że psy na starcie wykazują agresję. Na co dzień są zsocjalizowane, można je pogłaskać, a nawet zdarza się, że przyjeżdżają do nich grupy dzieci, np. z przedszkoli. Kiedy jednak idą do pracy lub na trening, zmieniają czujność i wiedzą, że mogą atakować, jeśli usłyszą taką komendę. Wiele też zależy od charakteru zwierzęcia, podobnie jak u człowieka. Są takie psy, które lubią być głaskane, chcą mieć kontakt z człowiekiem. Istnieją jednak i takie, które wolą go unikać, a szczególnie cenią sobie spokój i możliwość wykonywania zadań podczas treningów czy w czasie pracy. Jak podkreślają przewodnicy psów, każdego z nich trzeba umieć czytać i podchodzić do nich indywidualnie. Jednak już w procesie hodowli psy te są kierunkowane na to, by były psami pracującymi.
– My nazywamy to pracą. Dla psów jest to jednak zabawa. Kiedyś istniał mit, że zwierzę, aby znalazło narkotyki, musi być uzależnione. To bzdura. Mechanizm działa przez skojarzenie zapachu z czymś pozytywnym. Poprzez warunkowanie klasyczne lub instrumentalne pies wie, że gdy odnajdzie zapach, dostanie karmę. Rozumie, że zapach jest w jednym miejscu, ale nagrodę dostanie u swojego przewodnika. Z kolei pies uczony gryzienia od najmłodszych lat trenuje je najpierw na wałkach, szmatkach, od najmniejszego do największego przedmiotu. Trudniejsze jest mieszanie popędów, bo inaczej wygląda popęd łupu, a inaczej popęd obrończy. Osoba, która zna się na tym, rozpozna po zachowaniu psa, kiedy zwierzę walczy, a kiedy się bawi – wyjaśnia sierż. Baryluk.
Psy trafiają do sekcji K9 w wieku od 12 do 24 miesięcy. Po zakupie do jednostki przewodnicy zaczynają pracę ze zwierzęciem, wyłapują problemy, które trzeba wyeliminować. Przed zakupem hodowcy zwykle przygotowują już czworonogi i pracują z nimi tak, by przewodnicy mieli z nimi jak najmniej pracy. Nie bez znaczenia są tu też rasy psów – owczarki belgijskie, holenderskie i niemieckie to rasy psów pracujących. Genetycznie są tak uwarunkowane, że wykazują chęć pracy. Istnieją jednak różnice. Owczarek niemiecki potrafi zwolnić przed pozorantem, zastanowić się, w które miejsce ugryźć. Owczarek belgijski czy holenderski nie zwraca na to uwagi, gryzie to, co ma najbliżej pyska.
Nie wystarczy dobry nos. Liczy się też szkolenie
Psy pracujące w wojsku wykonują swoją służbę. Dlatego też – choć dla nich to bez znaczenia – noszą swoje tytuły.
– Pies nie ma świadomości stopnia wojskowego. Potrafi ugryźć tak samo szeregowego, jak i majora. Opinia publiczna i żołnierze, którzy na co dzień nie mają styczności z psami, nie myślą, że to zwierzę, to także żołnierz. Dla nas jednak ma to znaczenie. Każdy wypadek, w którym ucierpi jeden z naszych psów, jest traktowany jak wypadek żołnierza – mówi sierż. Baryluk.
Wyróżnienie z pewnością się należy. M.in. za to, że psy z 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego latają śmigłowcami. To nie jest codzienność – w Polsce robią to jedynie jednostki specjalne i właśnie te z Krzesin. Psy desantują się ze śmigłowców na ziemię i biegną, by zatrzymać człowieka. To wymaga umiejętności, a tych nie byłoby bez długich godzin treningów, za które odpowiadają przewodnicy. Aby umieć wyszkolić zwierzęta, wiedzę muszą posiadać także żołnierze. Zazwyczaj chętnych do zostania przewodnikiem psa jest więcej niż wakatów, więc ochotnicy są obserwowani, by bardziej doświadczeni przewodnicy mogli zobaczyć, kto będzie się nadawał do tej roli. Następnie kandydat wysyłany jest na 4,5-miesięczne szkolenie do Celestynowa, gdzie znajduje się Centralny Ośrodek Szkolenia Psów. Tam żołnierz uczy się od instruktora, jak ćwiczyć z psem. Zdarza się, że ze szkolenia wraca nieoszlifowany diament, który dalej szkoli się już w Poznaniu.
Jak dodaje starszy szeregowy Dominik Budziński, po każdym takim szkoleniu i pies, i człowiek, muszą zdać egzamin. Bez oceny pozytywnej nie zostaną dopuszczeni do pracy w jednostce. Oprócz tego co roku trzeba odnowić certyfikację.
– Zdarza się, że przewodnicy w trakcie kursu podstawowego rezygnują z udziału, np. dlatego, że nie radzą sobie z psem fizycznie. Zwierzę często chce zwojować nas i pokazać, że jest ważniejsze niż człowiek. A przecież taki pies waży od 25 do 35 kilogramów, potrafi rozpędzić się do ok. 40 km na godzinę. Niektórzy po prostu wolą zrezygnować – wyjaśnia starszy szeregowy specjalista Tomasz Frąckowiak.
Zasłużona emerytura przewidziana
Po dziewiątym roku życia przewodnicy skupiają się przede wszystkim na zdrowiu psa. Wprawdzie, jeśli jest taka konieczność, może być zwolniony ze służby wcześniej, jednak żołnierze starają się, by czworonogi służyły jak najdłużej. Im dłużej psy się ruszają, tym dłużej żyją w dobrym zdrowiu. Zresztą tak jak ludzie. Dlatego dopóki pies jest wykorzystywany do tego, do czego został wyszkolony, jest zazwyczaj w świetnej kondycji. Żołnierzom zależy więc, by nie zwalniać ich ze służby. Z punktu widzenia człowieka to dobrze, gdy zwierzę spędza emeryturę na kanapie. W rzeczywistości jednak jego energia powinna znaleźć ujście. Jeśli tak nie będzie, psy same znajdą sposób na jej spożytkowanie. Stąd pogryzione kanapy czy buty.
– Gdy zabieramy zwierzętom możliwość spożytkowania energii, zabieramy im to, co dla nich najlepsze. Treningi to coś, na co czekają każdego dnia. Jeśli widzimy, że stan zdrowia im na to nie pozwala, nie zmuszamy ich. Jednak dla nich ta praca to sens życia – kwituje starszy szeregowy Dominik Budziński.




fot. M. Melanowicz





