Wywiad

Temat Trybunału ma zastąpić miesięcznice smoleńskie. „Każdy ma w tym interes”

Tłumy przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie i przepychający się z sędzią prezydent. To obrazki, które nie napawają Polaków dumą. M.in. o tym komu i dlaczego zależy na eskalowaniu konfliktu wokół TK rozmawiam z prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza dr hab. Szymonem Ossowskim z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa.

Marek Jerzak: Sytuacja związana z Trybunałem Konstytucyjnym skupia w ostatnich dniach uwagę mediów. Mam jednak wrażenie, że część Polaków nie wie już, o co chodzi w tym politycznym sporze. Z czym mamy tak naprawdę do czynienia w tej chwili?

Szymon Ossowski: Na pewno nie jest to zamach stanu. Porównuję tę sytuację, choć oczywiście w tym przypadku mówimy o organie konstytucyjnym państwa, do zmian w mediach publicznych. Znaleziono pewien kruczek prawny. Na przykład Helsińska Fundacja Praw Człowieka poddaje pod wątpliwość to, co zrobiła sędzia Anna Korwin-Piotrowska pełniąca obowiązki prezesa (red. zarządzenie przerwy w czynnościach służbowych prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, a także jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego). Sędziowie wybrani przez obecną większość parlamentarną, od części których prezydent nie chciał przyjąć ślubowania przejęli jakby władzę w Trybunale Konstytucyjnym.
Oczywiście to próba naprawienia, ale też swego rodzaju przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez obecną większość parlamentarną, choć to dziwnie brzmi, bo przecież władza wykonawcza i ustawodawcza to zupełnie inna władza i nie powinny ingerować w działanie władzy sądowniczej. Tak czy inaczej, to próba dokonania zmian wewnątrz Trybunału Konstytucyjnego, rękoma sędziów wybranych przez ten Sejm.

PiS przez lata obsadził swoimi ludźmi Trybunał Konstytucyjny. Jednak z miesiąca na miesiąc w Sejmie powoływano kolejnych sędziów. Ci w końcu zdobyli większość, ale skoro prezydent nie odbierał od części z nich ślubowania, to znaleziono furtkę, kruczek prawny, żeby dokonać zmiany i tak naprawdę przejąć kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym. Prawnie to jest jednak jak zauważa wielu prawników wątpliwe. Data też chyba nie jest przypadkowa.

M.J.: Jakie ma ona znaczenie?

S.O.: Większość Polaków była po prostu na grobach. Tu też widzę analogię do zmian w mediach publicznych. Wówczas większość Polaków myślała o Wigilii. Prawda jest też taka, że dla zwykłych ludzi to, kto jest na czele Trybunału Konstytucyjnego nie ma istotnego znaczenia. Trybunał Konstytucyjny nie działa dobrze od wielu lat. Mamy do czynienia z próbą naprawienia tej sytuacji. Jednakże nawet jeżeli TK zacznie działać pod przewodnictwem sędziów powołanych przez ten Sejm, to i tak oczywiście druga strona, w tym prezydent tego nie zaakceptuje.

M.J.: To, jakie widzi Pani rozwiązanie dla niepokojącej i trwającej od dawna sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym? Czy jest szansa na zakończenie swoistego przeciągania liny przez polityków?

S.O.: Myślę, że w praktyce nastąpi dokonanie zmian w instytucji. Odsunięcie od zarządzania nią tych sędziów związanych z PiS-em. Wówczas większość przejmą sędziowie wybrani przez obecny Sejm. Problemem jest oczywiście to, że nie złożyli przed prezydentem ślubowania i przez to zdaniem wielu nie powinni orzekać. Prezydent jednak powinien odebrać ślubowania, ale tego nie robi. Rządzący znaleźli więc furtkę, by dopuścić sędziów do orzekania. Nikt nie zakładał, że może być z tym problem. Twórcy Konstytucji zakładali bowiem, że władze powinny ze sobą współdziałać (zasada współdziałania władz jest zapisana w preambule), a tak się niestety teraz nie dzieje. Konstytucja nie jest aż tak precyzyjna i nie wskazuje, w jakim terminie prezydent powinien odebrać od sędziów ślubowania. 

M.J.: To co z tym można zrobić?

S.O.: Moim zdaniem nie ma takiego prawa, które by uregulowało funkcjonowanie instytucji, jeżeli politycy nie będą chcieli tego robić. Mamy dualną władzę wykonawczą. Konstytucja zakłada współdziałanie rządu i prezydenta. Jeżeli jednak ze strony polityków nie ma chęci do tego współdziałania, to ta władza nie działa.

M.J.: Skąd się wzięły te problemy z Trybunałem?

S.O.: Trybunał Konstytucyjny tak naprawdę nie działał od dawna. Najpierw PiS powołał swoich sędziów i nie publikował wyroków. Teraz obecna władza też nie publikuje wyroków. Trzeba szukać instytucji, organu, który najbardziej obiektywnie tę sytuację by ocenił. Ale nie ma takiego. Musi tego chyba dokonać Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału. Istotne jest również to, kto zasiada w Trybunale a to decyzja polityków. Zgodnie z Konstytucją „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Tylko, że nigdzie nie zapisano co to precyzyjnie oznacza. Twórcom konstytucji słusznie się wydawało, że to dość oczywiste. Takimi osobami byli z pewnością na przykład byli Prezesi TK: Marek Safjan, Jerzy Stępień czy Andrzej Zoll. Natomiast trudno było uznać na podstawie dostępnych i publikowanych wówczas dokumentów, że kryterium to spełniała Julia Przyłębska. A jednak powołano ją na stanowisko prezesa. I to także stąd wziął się problem z funkcjonowaniem Trybunału.

M.J.: Kto wygra tę wojnę o Trybunał?

S.O.: Nie lubię tej nomenklatury wojennej, ale faktycznie jest wojna pomiędzy rządzącymi i opozycją. Są różne pola bitew. Jednym z nich jest Trybunał przez długi czas zawłaszczony przez osoby nominowane przez PiS. Teraz powoli zaczyna być odbijany przez rządzących. Jest jednak prezydent, który łamiąc prawo (tak twierdzi większość prawników) nie chce odbierać ślubowań i blokuje nowych sędziów. To jest sytuacja patowa, prawo literalnie nie działa, dlatego premier chce pokazać swą sprawczość. Z drugiej strony sytuacja ta jest dla opozycji czymś wokół czego można zmobilizować swój elektorat. Stąd widzimy stojących przed Trybunałem czy żenujące przecinanie otaczającego go ogrodzenia. Każdy chce pokazać, że ma większą siłę. Przez to konflikt może eskalować a polaryzacja społeczeństwa będzie niestety się zwiększać.

M.J.: A może sensowny jest pomysł tzw. resetu? Może politycy powinni zasiąść przy okrągłym stole i dojść do jakiegoś kompromisu?

S.O.: W 1989 r. siły polityczne zasiadły przy okrągłym stole, żeby się dogadać. Chociażby Fundacja im. Stefana Batorego mówi od pewnego czasu właśnie o takim resecie. Z drugiej strony rozwiązaniem na łamanie prawa i brak współdziałania władz nie powinna być chyba zmiana prawa tylko jego stosowanie. Moim zdaniem pomimo oficjalnych wypowiedzi jednak nikt nie będzie do końca tego chciał, zwłaszcza KO i PIS. Każdy mimo wszystko ma w tym interes (red. w patowej sytuacji wokół TK). Opozycja musi podgrzewać sytuację, musi mieć jakiś zapalnik. Jarosław Kaczyński, będąc w opozycji przed 2015 r. wykorzystywał do tego miesięcznice smoleńskie. Tylko że tematu Smoleńska już nie ma. To paliwo już się skończyło. No więc szuka czegoś nowego, aczkolwiek w temacie Trybunału, moim zdaniem zbyt wiele nie osiągnie. Ten temat nie dotyczy bezpośrednio zwykłych ludzi, tak jak potencjalnie mogło dotyczyć orzeczenie Trybunału dotyczące aborcji. Stąd hasło o zamach stanu. To jest oczywiście bzdura, no bo jak mogą rządzący zrobić zamach stanu na siebie. Zamach stanu czyli przejęcie władzy politycznej w państwie robi opozycja czy wojsko. Trudno też uznać, że obecne działania wypełniają zapis kodeksu karnego o zmianie przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej.

M.J.: Jak ta sytuacja świadczy o kondycji naszego państwa?

S.O.: Obrazki sprzed Trybunału niestety idą w świat. Prezydent szarpiący się z sędzią, to się niestety kojarzy z nieuznającym wyniku wyborów Donaldem Trumpem przed Kapitolem. Prezydent Nawrocki stara się budować wizerunek silnego lidera politycznego. W tym jednak przypadku wyszło to trochę słabo. To, co się dzieje, wizerunkowo Polsce nie służy. To nie jest poważne funkcjonowanie organów państwa. PiS przegrał wybory, ale osadził się w różnego rodzaju instytucjach. W przyszłości pewnie będziemy mieli podobną sytuację z prezesem Narodowego Banku Polskiego. Cała filozofia obecnego rządu, by mieć swojego prezydenta i zmieniać wszystko ustawami zwyczajnie się nie udała przez przegrane wybory prezydenckie. Rządzący chcą więc pokazać sprawczość próbując przejmować kolejne instytucje. Czy jednak uda im się doprowadzić w przyszłości do powołania nowego prezesa Trybunału, czy to tylko jednak będzie tak długotrwała próba sił? Zobaczymy.

Czytaj także: Pożar w Teatrze Nowym. Ogień pojawił się na dachu Trzeciej Sceny

Marek Jerzak
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl