Warta Poznań była o kilka minut od ogromnie ważnego zwycięstwa w walce o awans. Zieloni przegrywali z Podhalem Nowy Targ 0:1, potem w dwie minuty odwrócili wynik, ale w doliczonym czasie gry stracili gola na 2:2.
Spotkanie miało ogromne znaczenie dla układu tabeli. Przed przedostatnią kolejką sezonu Warta miała dwa punkty przewagi nad trzecią Olimpią Grudziądz i zwycięstwo w Nowym Targu mogło znacząco przybliżyć poznaniaków do awansu. Olimpia swój mecz rozegra dopiero w niedzielę.
Podhale od początku groźniejsze
Pierwsze minuty należały do gospodarzy. Podhale grało odważnie, wysoko pressowało i regularnie zagrażało bramce Leo Przybylaka. Już po kilkunastu minutach Warta miała problemy z wyprowadzeniem piłki, a gospodarze coraz częściej zamykali poznaniaków na ich połowie.
W 29. minucie przewaga Podhala przyniosła efekt. Po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Mikołaj Lipień, który skierował piłkę pod poprzeczkę i dał gospodarzom prowadzenie 1:0.
Do przerwy wynik już się nie zmienił, a Warta mogła mówić o szczęściu, że przegrywała tylko jedną bramką.
Czerwona kartka zmieniła mecz
Po przerwie Zieloni próbowali przyspieszyć grę, ale długo brakowało konkretów. Kluczowy moment nastąpił w 55. minucie, kiedy czerwoną kartkę zobaczył Piotr Giel. Podhale musiało kończyć spotkanie w dziesiątkę.
Od tego momentu przewaga Warty rosła z minuty na minutę. Poznaniacy coraz mocniej naciskali, a gospodarze skupiali się głównie na obronie jednobramkowego prowadzenia.
Dwie minuty, które odwróciły wszystko
W 76. minucie Warta dopięła swego. Po płaskim dośrodkowaniu Marcela Stefaniaka piłkę do siatki skierował Mikołaj Stanek i zrobiło się 1:1.
To jednak był dopiero początek emocji.
Dwie minuty później kibice zobaczyli jedną z najbardziej niezwykłych bramek tego sezonu. Sebastian Steblecki huknął niemal z połowy boiska. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki kompletnie zaskoczonego Macieja Styrczuli. Warta w kilka chwil odwróciła losy spotkania i prowadziła 2:1.
Dramat w doliczonym czasie
Mimo gry w osłabieniu Podhale nie zrezygnowało z walki. W doliczonym czasie gospodarze ruszyli do ostatniego ataku i dopięli swego w niezwykle dramatycznych okolicznościach.
Po dośrodkowaniu Mostafy Hameda w polu karnym doszło do ogromnego zamieszania, a pechową interwencję zanotował Igor Kornobis, który skierował piłkę do własnej bramki.
Gol na 2:2 padł już w 92. minucie i odebrał Warcie zwycięstwo, które wydawało się być na wyciągnięcie ręki.
Remis oznacza, że sytuacja w tabeli nadal pozostaje otwarta. Warta wciąż jest przed Olimpią Grudziądz, ale jej przewaga może stopnieć już po niedzielnym meczu rywali.






