Działacze Lewicy chcą żeby na poznańskie ulice powróciły miejskie rowery. Sieć pojazdów zniknęła z miasta w 2022 roku po dziesięciu latach. Zdaniem pomysłodawców publiczne rowery to standard, na który Poznań nie tylko stać ale, który miasto po prostu powinno posiadać.
System rowerów miejskich funkcjonował w Poznaniu od 2012 roku. Zasady były dość proste. Pierwsze dwadzieścia minut wypożyczenia było darmowe. Po przekroczeniu tego czasu użytkownik płacił za czas wypożyczenia zgodnie z cennikiem. Rowery cieszyły się popularnością jednak ta od 2019 roku stopniowo zaczęła spadać. System wyłączono w 2022 roku. Zdaniem działaczy Lewicy spadek zainteresowania rowerami był spowodowany między innymi pandemią COVID-19. Przytoczyli przykład Konina, gdzie po kilkuletnim regresie rowery miejskie powróciły do łask mieszkańców.
Pomimo pojawienia się na rynku hulajnóg elektrycznych rowery miejskie dalej funkcjonują w różnych miastach. Pod poznańskim urzędem pojawili się radni z Wrocławia i Warszawy. Statystyki dotyczące rowerów wyliczyła Martyna Jaroszyńska, która aktualnie jest samorządowcem w stolicy kraju, ale pochodzi z Poznania.
– W Warszawie mamy sieć ponad 350 stacji i 3500 rowerów. Od początku działania programu w 2011 roku zalogowało się go niego ponad półtora miliona użytkowników. Rower to transport zeroemisyjny. Jestem zaskoczona, że w Poznaniu z niego zrezygnowano – zaznaczała Martyna Jałoszyńska, radna Warszawy.
Według wyliczeń działaczy z Lewicy, koszt utrzymania w Poznaniu rowerów miejskich to wydatek około 10-15 milionów złotych rocznie. Zdaniem samorządowców to tylko niewielki ułamek ze wszystkich miejskich wydatków. Lewica zapowiada, że żeby przywrócić w Poznaniu miejskie rowery chcą złożyć w urzędzie miasta projekt podpisany przez mieszkańców. Aby pomysł trafił pod obrady miejskich radnych musi uzyskać poprawcie minimum 300 mieszkańców. Od momentu złożenia Rada Miasta ma 3 miesiące na głosowanie nad propozycją.


fot. F. Bryska / wpoznaniu.pl
Czytaj także: Cisza nocna na lotnisku Ławica






