Na początku września na terenie osiedla Maltańskiego ma być przeprowadzona kolejna eksmisja. Mecenas Jacek Masiota, który reprezentuje właścicieli terenu twierdzi, że siłowa wyprowadzka jest koniecznością. Nie ukrywa jednak, że to nie ostatnia eksmisja na terenie osiedla. Ile ich jeszcze będzie i co stanie z mieszkańcami terenu przy ulicy Warszawskiej?
Artur Adamczak: Panie mecenasie, dlaczego odbyła się eksmisja na osiedlu Maltańskim, skoro wcześniej zapewniał Pan w mediach, że do eksmisji nie dojdzie?
Jacek Masiota: Nie było deklaracji, że eksmisji nie będzie. Przypomnę moje wypowiedzi, które są cytowane przez Stowarzyszenie Maltański Nasz Dom sprzed ponad dwóch lat. Mogę też przywołać publikację „Wprost”, chyba z 2025 roku, gdzie mówiłem wprost, że istnieje problem dotyczący kilkunastu rodzin i że w niektórych przypadkach konieczne będzie skorzystanie z procedur egzekucyjnych.
Eksmisję od początku traktowaliśmy jako rozwiązanie ostateczne. Zawsze staramy się dopasować pomoc do rzeczywistej sytuacji mieszkańca, jednak w tym przypadku nie otrzymaliśmy informacji o jego dochodach i sytuacji majątkowej, które są potrzebne do oceny dostępnych form wsparcia. Bez nich mogliśmy proponować jedynie rozwiązania oparte na wiedzy, którą wówczas dysponowaliśmy. O wysokości dochodów mieszkańca dowiedzieliśmy się dopiero później z mediów. Mimo prób z naszej strony nie udało się uzgodnić rozwiązania, które byłby gotów przyjąć, nie przedstawił też alternatywnych rozwiązań, dlatego ostatecznie doszło do wykonania prawomocnego orzeczenia.
A.A.: Tego człowieka eksmitowaliście na bruk?
J.M.: Nie. Przed eksmisją złożyliśmy mu propozycję wynajmu mieszkania, które mógł znaleźć sam albo moglibyśmy znaleźć je dla niego my. Często zdarza się, że osoby znajdujące się w trudnej sytuacji nie są w stanie samodzielnie znaleźć lokalu.
Miał możliwość zamieszkania w takim mieszkaniu, jednak ostatecznie nie wyraził na to zgody. W związku z tym podjęliśmy decyzję o sfinansowaniu mu sześciomiesięcznego pobytu w hostelu. Nie rozumiem takiej postawy, ponieważ otrzymał ofertę de facto wielomiesięcznego mieszkania za darmo, podobnie jak przez ostatnie lata mieszkał na osiedlu, a mimo to jej nie przyjął. Nie była to więc eksmisja na bruk. Eksmisja mogła zostać wykonana do hostelu, jednak również na to nie wyraził zgody. Z tego, co wiem, przebywa obecnie u kogoś na terenie ogródków działkowych, ale jest to jedynie moje przypuszczenie.
Z tym mężczyzną po prostu nie udało się porozumieć. W naszym interesie jest, aby takie osoby składały wnioski o lokale komunalne. Nawet jeśli nie otrzymają mieszkania za pierwszym razem, mogą ponowić wniosek w kolejnym roku. Takie sytuacje się zdarzają . Naszym celem nie jest przeprowadzanie eksmisji, a znalezienie rozwiązania satysfakcjonującego obie strony. W naszym interesie byłoby nawet zwiększenie zakresu pomocy, ale do tego potrzebny jest partner nastawiony na poszukiwanie rozwiązania.
A.A.: Czy ten człowiek kwalifikował się do otrzymania mieszkania komunalnego?
J.M.: Tego właśnie nie wiemy. Problem polega na tym, że nie posiadaliśmy niezbędnych danych. Informacje dotyczące jego sytuacji finansowej poznaliśmy dopiero w dniu eksmisji z relacji medialnych. Nie wiedzieliśmy wcześniej, że nie osiąga żadnych dochodów i utrzymuje się z zasiłków. Nie znamy również jego sytuacji pod kątem kryteriów punktowych. Z tego co wiem, jest to osoba zdolna do pracy, posiadająca pewien stopień niepełnosprawności, ale taki, który nie uniemożliwia zatrudnienia. Ma około 50 lat i nie ma nikogo na utrzymaniu, co prawdopodobnie oznaczałoby mniejszą liczbę punktów, jeśli chodzi o otrzymanie mieszkania do Miasta. Jestem jednak przekonany, że kwalifikowałby się do uzyskania mieszkania z zasobów ZKZL.
Co ciekawe w trakcie czynności przedstawiciele Enei stwierdzili nieprawidłowości w instalacji elektrycznej, polegające według ich ustaleń na ominięciu licznika prądu. Chcę podkreślić, że zawiadomienie w tej sprawie nie zostało złożone przez nas. Policja, która asystowała przy eksmisji, poinformowała o sprawie prokuraturę przy udziale przedstawicieli firmy Enea.
Po formalnym przejęciu parceli odłączane są media i wykonywane prace techniczne wyłączające pusty obiekt z dalszego użytkowania, ponieważ mieliśmy już kilka przypadków ponownego zasiedlania przejętych nieruchomości.
A.A.: Z tego, co wiem, kolejną eksmisję planujecie na początku września. To prawda?
J.M.: Chodzi o konkretną panią, ale jest to bardzo specyficzna sytuacja i trzeba to jasno podkreślić. Dla mieszkańców tej parceli, a dokładniej dla byłego męża tej pani oraz dla dziecka, którego opiekunem prawnym jest ojciec, udało się uzyskać lokal komunalny. Ojciec wraz z dzieckiem zostali już do niego przeprowadzeni.
Co istotne, również wcześniej, z przyczyn prawnych, ta pani nie mieszkała razem ze swoimi bliskimi. Obecnie wróciła do zajmowanego wcześniej miejsca.
A.A.: Mam rozumieć, że będziecie eksmitować kobietę z dzieckiem?
J.M.: Chciałbym, żeby to wybrzmiało po raz kolejny – eksmisja jest ostatecznością, a tę panią niezmiennie zapraszamy do podjęcia rozmów i znalezienia drogi porozumienia. Jeśli jednak to się nie uda będziemy eksmitować wyłącznie tę panią. Dziecko wraca do ojca.
A.A.: Tych eksmisji w najbliższym czasie będzie więcej?
J.M.: Nie mamy ogólnego harmonogramu eksmisji, robimy wszystko by do kolejnych nie doszło.
Gdy spojrzymy na liczby, sytuacja wygląda dla nas bardzo korzystnie. Mówimy o ponad 280 parcelach, z czego prawie 200 spraw zostało już przez nas rozwiązanych. Oznacza to, że mieszkańcom udało się uzyskać lokale miejskie, mieszkania należące do archidiecezji lub lokale do remontu. Część rodzin otrzymała również odszkodowania albo pomoc mieszkaniową. Łącznie pomoc w postaci odszkodowań lub wsparcia mieszkaniowego uzyskały 122 rodziny. Pozostałe działki były puste albo miały charakter rekreacyjny.
Na dziś mamy rozwiązanych ponad 120 spraw dotyczących zamieszkałych nieruchomości. Pozostało około 80 parceli. Z blisko 50 rodzinami prowadzimy obecnie dialog. Zresztą obok trwa właśnie jedno ze spotkań z mieszkańcami (wywiad przeprowadziłem w południe 19.08. – przyp. red).
Podsumowując, obraz medialny i rzeczywistość to dwa równoległe światy. Zupełnie inaczej wygląda to podczas naszych rozmów z mieszkańcami. Jeszcze dziś udało się pomóc jednej rodzinie w przeprowadzce.
A.A.: Mówi Pan o 120 załatwionych sprawach. To znaczy, że 120 rodzin wyprowadziło się już z osiedla Maltańskiego?
J.M.: Część z nich już się wyprowadziła do loklai uzyskanych przy naszym wsparciu, część otrzymała odszkodowania i opuściła osiedle. Z innymi zawarliśmy porozumienia i pozostają na terenie osiedla do czasu kiedy przeprowadzka będzie możliwa, bo np. czekają na nowe mieszkanie.
A.A.: Założyliście sobie jakiś termin, kiedy z osiedla Maltańskiego wyprowadzi się ostatni mieszkaniec?
J.M.: Sądzę, że potrwa to jeszcze dwa do trzech lat.
A.A.: W ostatnim wywiadzie dla Radia Poznań powiedział Pan, że macie informacje, iż niektóre osoby mieszkające lub które mieszkały na osiedlu podnajmowały domy, na przykład uchodźcom z Ukrainy. Skąd takie informacje?
J.M.: To sytuacja, która występowała od samego początku i była już wielokrotnie opisywana w mediach. Zdarzało się, że ktoś posiadający umowę dzierżawy podnajmował nieruchomość, na przykład rodzinie z Ukrainy. Obecnie są to już przypadki incydentalne, ale jeszcze trzy lub cztery miesiące temu mieliśmy do czynienia z taką sytuacją.
A.A.: Myśli Pan, że uda się Wam porozumieć z członkami Stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom?
J.M.: Samo stowarzyszenie jest dość specyficznym partnerem, ponieważ jego członkowie angażują się również w różnego rodzaju akcje protestacyjne niezwiązane bezpośrednio z osiedlem Maltańskim.
Jeżeli jednak chodzi o mieszkańców będących członkami stowarzyszenia, to uważam, że z większością uda się porozumieć, niestety nie ze wszystkimi.
Problem może dotyczyć przede wszystkim jednej z najbardziej aktywnych osób. Mimo że spełnia kryteria finansowe i punktowe niezbędne do otrzymania lokalu komunalnego, nie chce złożyć wniosku. Zamiast tego apeluje do władz miasta o komunalizację terenu.
Są także osoby, które nie podejmują z nami żadnego dialogu. Kilka z nich regularnie dzwoni po moich wystąpieniach medialnych i obraża zarówno przedstawicieli archidiecezji, jak i arcybiskupa. W części takich przypadków zamierzamy skierować sprawy na drogę sądową z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
Osoby te nie chcą się porozumieć i uważają, że mimo wygaśnięcia umów dzierżawy oraz bezumownego korzystania z nieruchomości miasto powinno przejąć ten teren. Korzystają przy tym ze wszystkich dostępnych środków prawnych, aby przedłużać postępowania dotyczące wydania nieruchomości. Nie mam do nich pretensji, ponieważ mają do tego prawo. Prędzej czy później te sprawy jednak się zakończą. Mam nadzieję, że sytuacje podobne do tej z ubiegłego tygodnia nie będą się już powtarzać.




