Jeden z najbardziej oczekiwanych meczów w sezonie nie zawiódł oczekiwań poznańskich kibiców. Od pierwszych minut na murawie i trybunach poznańskiego stadionu panowała gorąca atmosfera. Spotkanie Lecha Poznań z Legią Warszawa zakończyło się wynikiem 4 do 0 dla gospodarzy. Kolejorz zatrzymał w Poznaniu trzy punkty, przybliżając się do kolejnego w historii tytułu Mistrza Polski.
Lech Poznań otworzył wynik już na samym początku spotkania dając przeciwnikom do zrozumienia, że czeka ich trudne spotkanie. Niesieni dopingiem zapełnionego po brzegi stadionu pierwszą bramkę poznaniacy zdobyli już w trzeciej minucie spotkania. Gola dla Kolejorza zdobył Ali Golizadeh. To szóste trafienie Irańczyka w tym sezonie Ekstraklasy. Bramka w pierwszych minutach spotkania dodała Lechitom skrzydeł i przez pierwszy kwadrans spotkania zdecydowanie przeważali na boisku.
Kolejny cios na zawodników spadł w 20 minucie meczu. Kapitan warszawiaków Rafał Augustyniak przerwał akcję lechitów faulem na Leo Bengtssonie. Sędzia Lasyk ukarał go żółtą kartką, jednak po weryfikacji VAR zmienił decyzję i wyprosił zawodnika z boiska pokazując mu czerwony kartonik. Legia Warszawa kontynuowała grę w dziesiątkę z jedną bramką straty.
Osłabiona drużyna coraz mocniej ulegała atakom Lecha Poznań. Sytuację wykorzystał w 31 minucie kapitan Poznaniaków Mikael Ishak. Szwed umieścił piłkę w bramce Otto Hindricha po asyście Gurgula. Na ponad dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy spotkania piłkarze Lecha Poznań prowadzili już dwiema bramkami. Wynik jednak zmienił się zaledwie po siedmiu minutach po trafieniu Michała Gurgula. Trzecia bramka już w pierwszej połowie właściwie odbierała gościom szansę na odrobienie strat chociażby do remisu. Jeśli po tym wszystkim, któryś z piłkarzy Legii miał jednak nadzieję to bramka na 4 do 0 w wykonaniu kapitana Poznaniaków musiała rozwiać jego wątpliwości.












fot. wpoznaniu.pl
Druga połowa cieniem pierwszej, ale emocji nie zabrakło
Piłkarze z Poznania otworzyli drugą połowę ze spokojem. Zaliczka bramkowa i uszczuplony skład przeciwników sprawiła, że mogli pozwolić sobie na nieco spokojniejszą grę i chociaż przeważali i stwarzali kolejne akcje, to pierwszy kwadrans drugiej połowy przebiegał dość spokojnie. W 63 minucie trener Niels Frederiksen postanowił rzucić do walki trzech nowych zawodników. Na boisku zameldowali się Luis Palma, Filip Jagiełło oraz Daniel Hakans. Gracze zastąpili Partika Walemarka, Antoniego Kozubala oraz Alego Golizadeha. Zawodnik został pożegnany owacjami na stojąco przez kibiców na trybunach. Równocześnie dwie zmiany przeprowadzili goście. Chociaż świeża krew na boisku nieco ożywiła grę, to druga połowa zdecydowanie była słabsza niż pierwsza. Wciąż jednak to Lech dyktował warunki gry.
Mimo ogromnych apetytów kibiców i starań piłkarzy wynik w drugiej połowie już się nie zmienił. Po druzgocącej porażce w klasyku Ekstraklasy piłkarze Lecha Poznań świętowali zwycięstwo 4 do 0. Zawodnicy ze stolicy wracali do domów zepchnięci w dół tabeli na 14 pozycję.
Na miesiąc przed końcem sezonu Lech Poznań pozostaje liderem stawki z 52 punktami. Drugie miejsce zajmuje Górnik Zabrze depcząc poznańskiej drużynie po piętach. Lech Poznań ma nad nimi trzy punkty przewagi. Do końca sezonu pozostały cztery spotkania. Przygoda Lecha Poznań w sezonie 2025/2026 zakończy się meczem na stadionie przy ulicy Bułgarskiej 23 maja spotkaniem z Wisłą Płock.





fot. wpoznaniu.pl




