W miniony weekend Straż Graniczna na poznańskim lotnisku miała do czynienia z dwoma nieodpowiedzialnymi pasażerami. Teraz będą musieli zapłacić.
W piątek wieczorem, 14 sierpnia, w hali przylotów strażnicy zauważyli plecak bez nadzoru. Na miejsce wezwali specjalistyczną grupę pirotechniczną.
– Funkcjonariusze Straży Granicznej przeprowadzili szczegółową analizę pozostawionego bagażu, który uznano za bezpieczny – informuje kpt. SG Paweł Biskupik.
Po interwencji po plecak zgłosiła się 31-letnia kobieta, której funkcjonariusze wystawili mandat.
Kolejny żart o bombie
27-letni Polak udający się na wakacje do Turcji podczas nadawania bagażu powiedział obsłudze lotniska, że w jego walizce znajduje się bomba. Na miejsce wezwano Straż Graniczną i na nic zdały się tłumaczenia podróżnego, że to był tylko żart. Służby na lotnisku takie sytuacje traktują bardzo poważnie.
– Dyżurni pirotechnicy niezwłocznie podjęli czynności, które dały wynik negatywny, a bagaż został uznany jako bezpieczny – mówi kpt. Paweł Biskupik.
Mężczyzna za głupi żart dostał mandat, ale to nie wszystko. Kapitan samolotu, którym miał polecieć do Turcji, skreślił go z listy pasażerów.
– Przed wakacyjnymi podróżami warto pamiętać, że na lotnisku nie ma miejsca na żarty dotyczące posiadania niebezpiecznych przedmiotów ani na roztargnienie, skutkujące pozostawieniem bagażu bez opieki. Takie sytuacje mogą doprowadzić do poważnych utrudnień na lotniskach, opóźnień wylotu samolotów i zaangażowania wielu służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo – apeluje Straż Graniczna.




