W czwartkowy wieczór na tzw. szachownicy w nowej części Starego Browaru z Poznaniakami spotkała się Grażyna Kulczyk. Wspominała m.in. czasy PRL-u i lata 90. Tak promowała swą autobiograficzną książkę pt. „Budując”.
– Jak sprawić, żeby odziedziczony majątek nie zdeprawował dzieci? – to tylko jedno z pytań, na które odpowiadała przed zgromadzonymi w Starym Browarze Poznaniakami, jego twórczyni – Grażyna Kulczyk.
– Bardzo starałam się mieć świadomość, że nasza rodzina materialnie jest uprzywilejowana. Starałem się, żeby dzieci przez pieniądze nie zostały zepsute – zaczęła Grażyna Kulczyk i szybko przeszła do czasów, gdy jej dzieci chodziły jeszcze do szkoły.
– Pilnowałam, żeby nie wyróżniały się strojem, pilnowałam, żeby do szkoły nie nosiły innego jedzenia, jak to które można było dostać w sklepach. Kiedy przywoziliśmy z zagranicy cytrusy, to kiedy tylko była taka możliwość, to przywoziliśmy większa ilość do szkoły, tak żeby inne dzieci też miały z tego radość – wspominała autorka książki. Nawiązała też do historii Starego Browaru, który jeszcze w latach 90. był ruiną.
– Jak przyszłam po raz pierwszy w to miejsce, były tu ruiny. Przyjaciele, którzy ze mną zwiedzali to miejsce w kaloszach i w kufajce, słuchali jak mówiłam. Potrafiłam nazwać każde miejsce i to, co sobie wyobrażam, że w nim będzie. To była iluzja. Było to miejsce, ale w zasadzie go nie było. No i po jakimś czasie przyznali się, że patrzyli z niedowierzaniem, co ja opowiadam. Ja zawsze muszę poczuć coś, co sprawi, że chce mi się zabrać za kolejny projekt. Tak było w Starym Browarze, i tak było w przypadku Susch (red. miejscowość w Szwajcarii, w której otworzyła muzeum) – wspominała poznańska biznesmenka.






fot. M. Melanowicz








