Dawny pomysł budowy pierwszego prywatnego muzeum w Polsce, które planowała ufundować w Poznaniu Grażyna Kulczyk, właśnie staje się pełnoletni – kończy 18 lat. Inwestycja nie miała jednak szczęścia. Teraz twórczyni Starego Browaru powraca do ambitnej wizji. Czy Miasto zamierza ją w tym wspierać? O to zapytałem Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania.
Jest rok 2008. Grażyna Kulczyk ogłasza chęć wybudowania w Poznaniu nowoczesnego i wizjonerskiego muzeum. Do swego projektu udaje się jej namówić znakomitego architekta – Tadao Ando. Ten przedstawia wizję nie budowy, a w zasadzie wydrążenia obiektu w ziemi. Media rozpisują się o sztucznych wodospadach, które miały wpadać do wnętrza z powierzchni parku. Muzeum miało bowiem znaleźć się 15 metrów pod powierzchnią terenu sąsiadującego ze Starym Browarem.
Miasto nie chciało, przyjęli Szwajcarzy
Najbogatsza Polka planowała umieścić w nim swą wycenianą wówczas nieoficjalnie na ponad 100 mln euro kolekcję sztuki nowoczesnej. Fundatorka starała się pozyskać na budowę unijne środki oraz zainteresować pomysłem władze miasta. Nie udało się. Potem swą wizję przedstawiła władzom Warszawy. Tam również nie udało się osiągnąć porozumienia. Ostatecznie Grażyna Kulczyk otworzyła swą galerię w szwajcarskim Susch.
Niedawno jednak, podczas trwającego w Poznaniu kongresu Impact, otwarcie zakomunikowała, że jest gotowa przenieść kolekcję do Polski.
– Nasze spotkanie nazywa się „w oczekiwaniu na prywatne muzeum”. I powiem tak, że w Poznaniu jest to dosyć prowokacyjna teza, dlatego że akurat Poznań mógł mieć swoje pierwsze prywatne w Polsce muzeum – zaczyna temat prowadząca rozmowę z Grażyną Kulczyk Katarzyna Janowska.
– Dla mnie o tyle przykry, że nie został zrealizowany. Wyglądało to tak, że kiedy poczułam, że Browar zaczyna żyć już swoim życiem, że sprawdziłam się również jako organizatorka wielu imprez, w tym międzynarodowych. Wszyscy wyobraźcie sobie, że w ciągu 12 lat w Browarze odbyło się 1500 naprawdę bardzo poważnych imprez i to z udziałem artystów, w ogóle ludzi ze świata. (…) Uznałam, że czas na następny projekt. (…) I o moja naiwności, okazało się, że wszystko było gotowe łącznie z projektem, który do dzisiaj na półce leży, ale władze miasta powiedziały, że niestety nie przystąpią do tego projektu – wspomina w rozmowie podczas Impactu Grażyna Kulczyk.
– Chciałam ofiarować miastu moją kolekcję, która, no myślę, jest naprawdę dobra, jest ciekawa. No i potem próba była w Warszawie i na koniec zrealizowałam swój pomysł w Szwajcarii – podsumowuje mecenaska sztuki.
„Chciałabym, żeby Polacy mogli tą kolekcję obejrzeć”
Zapytana o to, co dalej wydarzy się z jej kolekcją sztuki, czy pozostanie ona w Szwajcarii, czy wróci do Polski, Kulczyk odpowiada:
– W zasadzie nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Ja miałam tę odpowiedź kilkanaście lat temu, bo wyobrażałam sobie, że moja kolekcja mogłaby zostać tutaj w Poznaniu w muzeum. Ponieważ ja w tej chwili nie mam tutaj żadnego obiektu, no to siłą rzeczy to pytanie pozostaje otwarte. Oczywiście, że ja bym bardzo chciała, żeby Polacy mogli tą kolekcję obejrzeć – mówi Kulczyk, a chwilę potem prowadząca spotkanie kończy je słowami:
– Pozdrawiamy prezydentów miasta Warszawy, miasta Poznania, ale też innych miast. Interesuje nas bardzo dobra centralna lokalizacja, a w ofercie jest jedna z ciekawszych kolekcji sztuki kobiet na świecie.
Marek Jerzak: Panie prezydencie, podczas ostatniego Impactu Grażyna Kulczyk wróciła do niezrealizowanego pomysłu budowy muzeum, które miałoby pomieścić jej kolekcję dzieł sztuki. Taki pomysł powstał już wiele lat temu. Ostatecznie jednak w 2015 r. media poinformowały, że Grażyna Kulczyk odstępuje od planów budowy muzeum w Poznaniu i zamierza wznieść je w Warszawie. To też ostatecznie się nie udało. Czy w 2015 r., kiedy był Pan już od roku prezydentem, prowadził Pan na ten temat z właścicielką kolekcji rozmowy?
Jacek Jaśkowiak: Jak zostałem wybrany na prezydenta, a także w trakcie kampanii wyborczej w 2014 roku rozmawiałem na ten temat z panią Grażyną Kulczyk. Znamy się od bardzo wielu lat. Była przecież moim bezpośrednim przełożonym w Kulczyk Tradex, gdzie byłem dyrektorem ds. handlowych. Miałem wówczas 26 lat i byłem dumy z tego, że powierzono mi tak prestiżowe stanowisko. Od tamtej pory cały czas utrzymujemy kontakt.
Po wyborach parlamentarnych w 2015 roku było dla mnie jasne, że pani Grażyna Kulczyk swej kolekcji w Polsce nie umieści. Wiązało się to przede wszystkim z ówczesną atmosferą polityczną, z dojściem Prawa i Sprawiedliwości do władzy. A szkoda, bo jej kolekcja warta jest setki milionów złotych.
M.J.: Spotkał się Pan wtedy z panią Grażyną i co?
J.J.: Zadeklarowałem, że byłbym bardzo zainteresowany współpracą na rzecz stworzenia w Poznaniu muzeum z jej kolekcją. Natomiast zdawałem sobie sprawę, że wszystko musi mieć swój czas. W tamtym momencie było już na to za późno.
M.J.: A wcześniej nim został Pan prezydentem, rozmawiał Pan z nią o kolekcji?
J.J.: Moja ostatnia rozmowa z Janem Kulczykiem dotyczyła m.in. tej kolekcji. Nie mam żadnych wątpliwości, że byłaby ona dla Poznania ciekawą formą promocji. Byłem w Bilbao w muzeum Guggenheima i choć nie znam się na sztuce nowoczesnej, widziałem jak muzeum wpływa na miasto. Byłem również na otwarciu muzeum w Susch w Szwajcarii. (red. tam obecnie znajdują się dzieła z kolekcji Grażyny Kulczyk).
M.J.: Sądzi Pan, że faktycznie Grażyna Kulczyk chciałaby przenieść kolekcję do Polski?
J.J.: Z tego, co wiem, zdecydowała się na zakup ciekawej nieruchomości w Poznaniu. Raczej takiej do zamieszkania. Cały czas jest związana z Poznaniem, przyjeżdża na Festiwal Malta, który jej córka Dominika de facto uratowała, spłacając długi Fundacji Malta i przeznaczając co roku spore środki na organizację tego ważnego dla Poznaniaków wydarzenia. To dobrze, że dla osób, które osiągnęły sukces biznesowy, kultura jest istotną wartością i potrafią w nią inwestować, promując w ten sposób Poznań i Polskę.
M.J.: Będzie Pan rozmawiał z Grażyną Kulczyk o powrocie do dyskusji na temat budowy muzeum w Poznaniu?
J.J.: Na Impakcie nasze drogi się nie przecięły, ale za chwilę rusza Malta Festival. Zakładam, że tam się zobaczymy.
M.J.: Czy było dla Pana zaskoczeniem, że po tylu latach pani Kulczyk właśnie na poznańskim Impakcie powraca do starego, niezrealizowanego pomysłu?
J.J.: To nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem, dlatego że znam troszeczkę panią Grażynę. Jeżeli pani Grażyna się decyduje na pewne inwestycje, również takie związane z Poznaniem, to mnie to bardzo cieszy. To jest też w pewnym sensie oczywiste, że człowieka ciągnie do tego miejsca, z którym wiążą się jego najpiękniejsze wspomnienia.
Warto dodać, że o ile dziesięć lat temu, gdybyśmy zestawili Poznań i jakieś miasta szwajcarskie, to moglibyśmy jeszcze wypadać blado. Od tamtej pory wiele się u nas zmieniło na korzyść.
Dzisiaj nie musimy mieć absolutnie żadnych kompleksów i nie dziwię się, że takie osoby jak Grażyna Kulczyk chcą się z Poznaniem mocniej związać. Wydaje mi się, że tym od czego uzależnia ona swoją decyzję, jest przede wszystkim rozwój sytuacji politycznej w Polsce.
Trzeba zaznaczyć, że pani Grażyna Kulczyk jest bardzo trudnym partnerem do negocjacji. Jestem jednak przekonany, że będziemy w stanie dojść do kompromisu.
M.J.: Czyli jest pan zainteresowany na serio, realizacją muzeum – domu dla kolekcji Grażyny Kulczyk?
J.J.: Tak, bo chcąc rywalizować z innymi miastami, potrzebujemy tego typu atrakcji. Przy czym nie chcemy bić się o turystów, którzy urządzają wieczory kawalerskie i zostawiają mnóstwo problemów. Zależy nam na takich, którzy są zainteresowani dobrą restauracją, ofertą kulturalną, pójściem do opery, do filharmonii czy właśnie do dobrego muzeum ze sztuką. Na pewno przy najbliższej okazji takie rozmowy z panią Grażyną podejmę.
M.J.: Przed laty pani Grażyna proponowała takie rozwiązanie, że ona byłaby w stanie muzeum wybudować, ale później Miasto musiałoby wziąć na siebie ciężar utrzymania go. Czy dziś Poznań na to stać? Czy dziś Poznań byłby na to gotowy?
J.J.: Biorąc pod uwagę, że zadłużenie Poznania jest dwa razy niższe, niż Łodzi, Wrocławia i chyba ponad 3 razy niższe niż Krakowa, możemy z optymizmem patrzeć na tego typu przedsięwzięcia. Po tych wszystkich remontach, które przeprowadziliśmy, jest czas na inwestycje w inne obszary.
M.J.: Czy mamy jako Miasto do zaproponowania jakiś teren pod inwestycję?
J.J.: Jasne, że mamy. Mamy przede wszystkim powierzchnię na Targach. To idealnie skomunikowany teren.
M.J.: Czy ma Pan na myśli adaptację jakich budynków, czy miejsce pod coś zupełnie nowego?
J.J.: W tym zakresie trzeba by porozmawiać z panią Grażyną. Mamy też przecież jeszcze wiele możliwości w innych miejscach. Być może udałoby się też wyremontować drugą część Arsenału. To już jest kwestia właściciela kolekcji i jego preferencji. Z pewnością miejsce musi być prestiżowe. Muzeum byłoby z pewnością atrakcją turystyczną, ale też miejscem pasującym do Poznania i jego strategii. Swoistym wyróżnikiem. Nie będziemy rywalizować z innymi miastami o wieczory kawalerskie. Niech je robią tam, gdzie do tej pory. My mamy swój pomysł.
Nie wiem, jakie są w tej chwili jeszcze alternatywy, bo pani Grażyna na pewno nie będzie rozmawiała tylko z nami, ale również na przykład z Warszawą. Natomiast mam nadzieję, że ten sentyment do Poznania, sprawi, że zrobimy to u nas.
M.J.: Podczas spotkania z panią Kulczyk na Impakcie mówiono, że do tej pory w Polsce nie udało się zrealizować żadnego poważnego projektu, właśnie kulturalnego na zasadzie współpracy partnerstwa publiczno-prywatnego. Na takiej zasadzie buduje się tramwaj w Krakowie, ale z kulturą nie mamy takich przykładów.
J.J.: Partnerstwo prywatno-publiczne jest co do zasady bardzo trudnym obszarem. Problem tkwi w wycenie takich inwestycji, ale też i ostrożności samorządów. Natomiast my się nie boimy wyzwań i uważam, że taki projekt jest możliwy do zrealizowania.







