Lech Poznań w pierwszym ligowym meczu w tym sezonie stracił punkty. W sobotni wieczór mistrzowie Polski bezbramkowo zremisowali z Cracovią. Choć poznaniacy przez długie fragmenty spotkania częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali prowadzić grę, zabrakło im konkretów pod bramką rywala.
Lech od pierwszych minut narzucił swoje warunki i praktycznie zamknął Cracovię na własnej połowie. Goście skupili się przede wszystkim na defensywie, a poznaniacy cierpliwie szukali sposobu na sforsowanie dobrze zorganizowanej obrony.
Przez pierwszy kwadrans gospodarze wyglądali aktywniej, jednak ich przewaga nie przekładała się na klarowne sytuacje bramkowe. Sporo było walki w środku pola, niedokładnych podań i strat z obu stron, przez co tempo meczu momentami wyraźnie spadało.









Pierwsza naprawdę groźna okazja przyszła w 22. minucie po rzucie rożnym. Do piłki dopadł Leo Bengtsson, ale jego uderzenie minęło bramkę. Chwilę później Szwed ponownie stanął przed szansą. Tym razem oddał znacznie lepszy strzał, z którym poradził sobie bramkarz Cracovii. Do odbitej piłki dopadł jeszcze Mikael Ishak, jednak jego dobitka przeleciała nad poprzeczką.
Cracovia długo ograniczała się do obrony, ale pod koniec pierwszej połowy również potrafiła zagrozić bramce Mateusza Lisa. W 37. minucie goście oddali groźny, płaski strzał z dystansu. Na szczęście dla Lecha piłka minimalnie minęła słupek.
Do przerwy kibice nie doczekali się bramek. Obie drużyny miały swoje momenty, ale decydującego podania lub skutecznego wykończenia wciąż brakowało.









Zaczęło się od emocji, ale potem…
Drugą połowę rozpoczęły ogromne emocje związane z Mateuszem Lisem. W 54. minucie bramkarz Lecha wybiegł przed pole karne i zatrzymał piłkę ręką. Sędzia początkowo pokazał mu czerwoną kartkę, jednak po analizie VAR okazało się, że golkiper złapał piłkę jeszcze na linii pola karnego. Arbiter zmienił więc swoją decyzję, a Lech uniknął gry w osłabieniu.
Po tej sytuacji mecz ponownie się otworzył. W 66. minucie Cracovia stworzyła groźne zamieszanie w polu karnym gospodarzy, ale ostatecznie strzał został skutecznie zablokowany przez defensywę Kolejorza.
Lech odpowiedział kilka minut później. W 70. minucie z dystansu mocno uderzył Radosław Murawski, a piłkę po efektownym strzale z najwyższym trudem odbił bramkarz Cracovii.









Najlepszą okazję na zdobycie zwycięskiej bramki poznaniacy mieli w 84. minucie. Mikael Ishak otrzymał piłkę w polu karnym i wydawało się, że wystarczy tylko oddać strzał. Kapitan Lecha zbyt długo jednak zwlekał z decyzją, dzięki czemu obrońcy zdołali zablokować jego próbę.
W doliczonym czasie gry jeszcze raz gorąco zrobiło się pod bramką Lecha. Po niebezpiecznym dośrodkowaniu zawodnik Cracovii oddał strzał głową, jednak futbolówka trafiła prosto w ręce Mateusza Lisa.





Ostatecznie przy Bułgarskiej padł bezbramkowy remis. Lech przez większą część spotkania prowadził grę, ale miał ogromne problemy z przebiciem się przez dobrze zorganizowaną defensywę Cracovii. Gospodarzom zabrakło przede wszystkim konkretów w ostatniej fazie akcji – celnego ostatniego podania, szybszych decyzji i skuteczniejszego wykończenia. Z kolei Cracovia konsekwentnie realizowała swój plan, skupiając się na defensywie i szukając swoich okazji po nielicznych kontratakach oraz stałych fragmentach gry.





