28 czerwca 1956 roku zapisał się w historii, jako jeden z najbardziej tragicznych dni w historii współczesnej Polski. Tamte wydarzenia stały się impulsem do zmian, które zmieniły bieg historii całego kraju. To właśnie w Poznaniu 70 lat temu ludzie wyszli na ulicę, żeby przeciwstawić się ówczesnej władzy. To w stolicy Wielkopolski strzelano do Polaków za to, że odważyli się powiedzieć „nie” sytuacji politycznej i zawalczyć o siebie.
Wszystko zaczęło się ciszą
Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielskiego. To właśnie tam wszystko się zaczęło. Rankiem 28 czerwca 1956 roku pracownicy wyszli na ulice, żeby zaprotestować. Dołączyli do nich inni z zakładów i fabryk, którzy również mieli dość sytuacji, w której znaleźli się przez ówczesną politykę i władzę.
O godzinie 6.30 uruchomiono syrenę alarmową. Był to sygnał do rozpoczęcia manifestacji. Z Ceglorza wyszli w milczeniu. Poszli w kierunku centrum Poznania. Na czele pochodu szły kobiety, za nimi pracownicy montażu i spawacze. Wszyscy spokojni, ale niezadowoleni z pogarszających się warunków życia i pracy.
Z czasem dołączyli robotnicy z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, Poznańskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego im. Komuny Paryskiej, Zakładów Graficznych im. Marcina Kasprzaka, Poznańskiej Fabryki Maszyn Żniwnych, Wielkopolskiej Fabryki Urządzeń Mechanicznych „Wiepofama” i innych zakładów pracy. Tysiące ludzi przeszło na plac przed zamkiem na ówczesnej ul. Czerwonej Armii, dziś Św. Marcin. Tam swoje siedziby miały władze miejskie i partyjne.
Protestujący w rękach trzymali transparenty „My chcemy chleba”, „Jesteśmy głodni”, „Precz z wyzyskiem świata pracy!” czy „Chcemy wolnej Polski”. Śpiewali hymn i pieśni patriotyczne. Delegacja manifestujących rozmawiała z władzą. Domagali się przyjazdu premiera Józefa Cyrankiewicza lub I sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba. Z czasem nerwy wzięły górę. Strajkujący zrywali czerwone flagi i siłą wchodzili do różnych budynków.
Demonstracja rozlała się po całym Poznaniu. Przed gmachem Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego padły pierwsze strzały. Był to moment, w którym strajku nie dało się już zatrzymać. Zaczęła się toczyć prawdziwa walka między ludnością cywilną a funkcjonariuszami UB.
Widząc co się dzieje, władze zdecydowały o tym, żeby stłumić bunt robotników. Na ulice Poznania wypuszczono ponad 10 tys. żołnierzy i 360 czołgów.







Fot. Instytut Pamięci Narodowej
Dlaczego Poznaniacy wyszli na ulice?
Lata 50. w Polsce to przede wszystkim władza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wszystko w kraju było podporządkowane pod decyzję jednej partii. W tym okresie wprowadzono centralnie sterowaną gospodarkę, której spektakularnym sukcesem miała okazać się realizacja planu sześcioletniego. To jednak wpłynęło na znacznie pogorszenie życia Polaków. Ludzie pracowali więcej, a zarabiali mniej. Brakowało jedzenia.
Władza nie tolerowała jakichkolwiek form sprzeciwu. Zmiany zaczęły się po śmierci Józefa Stalina w 1953 roku. W państwach komunistycznych zaczął się tzw. proces odwilży. Zmniejszył się terror wobec społeczeństwa, słychać było pierwsze głosy upominające się o swoje prawa. Ludzie stopniowo zaczynali walczyć o poprawę warunków życia.
W tamtych latach sytuacja gospodarcza w Poznaniu stała się bardzo trudna. Ludzie nie mieli jedzenia, szczególnie mięsa. Od sierpnia 1955 do maja 1956 roku w sklepach brakowało masła, a o węglu mogli marzyć nieliczni. Robotnicy wielokrotnie próbowali rozmawiać z władzą i poprawić swoją sytuację, ale bez skutku. 26 czerwca 1956 roku w Warszawie odbyło się spotkanie delegacji poznańskich robotników z władzami centralnymi, które stało się bezpośrednią przyczyną decyzji o wyjściu na ulicę Poznania.
Tragedia na ulicach
Poznański czerwiec był jednym z najtragiczniejszych wydarzeń we współczesnej historii. Zginęło wielu ludzi, jeszcze więcej zostało rannych. Najmłodszą ofiarą był Romek Strzałkowski – 13-letni chłopiec, który znalazł się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie.
Uczestnicy strajku byli zatrzymywani i represjonowani. To, co wydarzyło się w Poznaniu, było jasnym sygnałem, że ludzie nie akceptują władzy i systemu. Był to pierwszy w PRL bunt robotników, wobec których skierowano wojsko. Odwaga tysięcy Poznaniaków otworzyła też drzwi do zmian, które stopniowo następowały w kraju.


Fot. Cyryl – Cyfrowe Repozytorium Lokalne




