W poniedziałkowe popołudnie spotykam się w jednej z poznańskich kawiarni z Patrycją Bartoszewską ze Stowarzyszenia Maltańskiego Nasz Dom. Jest czołową postacią broniącą mieszkańców działek nad Maltą przed wysiedleniem. Te, jak podały media, zostały sprzedane przez Kościół prywatnemu deweloperowi za 421 mln zł. Obrończyni działek i ich mieszkanka wcześniej dokonała podobnej transakcji. Za 8 mln zł sprzedała kamienicę. Też z mieszkańcami.
W styczniu br. JHM Development S.A. kupiła ponad 12,2 hektara ziemi, na której leży Osiedle Maltańskie. Transakcja opiewała na kwotę ponad 421 mln zł netto. Inwestor chce tu wybudować ponad 2 tys. lokali mieszkalnych. To oznacza, że domki i altanki będą musiały zniknąć. Wiele z nich od dziesięcioleci, choć bez prawa własności, ma swoich mieszkańców. Spółka Komandoria, która w imieniu Archidiecezji Poznańskiej zarządza terenem Osiedla Maltańskiego ogłosiła niedawno, że już 91 rodzin z Osiedla Maltańskiego uzyskało uprawnienia do nowych lokali, a 33 z nich odebrały już klucze. Nie wszyscy mieszkańcy chcą jednak opuścić działki. Niektórzy, tak jak Patrycja Bartoszewska walczą o prawo do pozostania na sprzedanym już przez Kościół gruncie.
„Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”
7 marca działaczce sprzeciwiającej się sprzedaży działek wraz z mieszkańcami, politycznego wsparcia udziela posłanka Marcelina Zawisza z partii Razem, która wraz z mieszkańcami osiedla pojawia się z poselską kontrolą w gabinecie prezydenta Jacka Jaśkowiaka.
– Prezydent kolejny raz odebrał nam godność. Bliżej mieszkańców jest posłanka z Opola niż prezydent naszego miasta – dziękowała wówczas posłance Zawiszy Patrycja Bartoszewska. To jednak dopiero jej początek współdziałania z politykami partii Razem.
W lutym bieżącego roku wspierana przez partię Razem i z jej szefem Adrianem Zandbergiem za plecami skarży się na korytarzu sejmowym.
– Moja parafia wraz z archidiecezją mówią nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, chyba że dorobisz się milionów. I tak się dzisiaj dzieje. Dzisiaj zostaliśmy oszukani, sprzedani i czujemy się pokrzywdzeni. (…) Dzisiaj instytucja kościelna nie widzi w tym nic złego, że sprzedaje ponad 600 osób, mieszkańców osiedla maltańskiego za 421 mln srebrników – mówi we wciąż dostępnym na profilu partii Razem w serwisie X wystąpieniu z 10 lutego br.
Teraz jednak okazuje się, że i sama obrończyni mieszkańców Osiedla Maltańskiego ma na swym koncie sprzedaż za miliony. Nie działek, a kamienicy. Również z mieszkańcami.
„To jest moje życie prywatne i nie będziemy go łączyć ze sprawą maltańską”
Jak udało się ustalić w trakcie dziennikarskiego śledztwa 26 marca 2009 r. Patrycja Bartoszewska nabywa spadek. To nieruchomość rolna pod Poznaniem, ale i spora kamienica mieszcząca się przy ul. Kanałowej 10. Pod koniec lipca 2012 r. sprzedaje odziedziczony budynek wraz z mieszkańcami.
Już 20 października tego samego roku lokalny portal Lazarz.pl w artykule pt. Ulicami Łazarza przeszła „Demonstracja lokatorska” relacjonuje: „Demonstranci są już obok kamienicy przy Kanałowej 10. Sytuacja jest podobna do tej z ulicy Stolarskiej. Demonstrujący skandują hasła: „Jesteśmy z wami!” i „Eksmisjom stop!”. Całość zgromadzenia monitoruje i zabezpiecza policja”.
Hasło „Eksmisje stop” po blisko 14 latach pojawia się także 9 maja podczas protestu. Dwa dni później udaje mi się porozmawiać z Patrycją Bartoszewską o historii z kamienicą przy ul. Kanałowej 10.
Marek Jerzak: – Chciałbym zadać pytanie dotyczące ul. Kanałowej 10, do której nabyła Pani prawo w 2009 r. (red. w postępowaniu spadkowym). Później Pani tę kamienicę sprzedała spółce Amfilada, a ta przekazała ją dalej. Ostatecznie skończyło się na tym, że mieszkańcy zostali wysiedleni. Czy to jest podobna sytuacja (red. do sytuacji z Os. Maltańskim), czy to jest coś innego? Czy Pani potwierdza w ogóle, że coś takiego miało miejsce?
Patrycja Bartoszewska: Teraz rozumiem pana zainteresowanie tematem
M.J.: Chciałbym to po prostu przedstawić obiektywnie
P.B.: A ja myślę, że to jest moje życie prywatne i nie będziemy go łączyć ze sprawą maltańską
M.J.: I to jest Pani odpowiedź?
P.B.: Tak
M.J.: Czyli nie zaprzecza Pani tym informacjom? Informacjom, że Pani odziedziczyła tę kamienicę, została ona sprzedana i mieszkańcy zostali wyeksmitowani przez nowego właściciela, bo rozumiem, że Pani ich nie wyeksmitowała.
P.B.: Nie eksmitowałam żadnych lokatorów. A sprawa, którą Pan tutaj przywołuje, to proszę sprawdzić akt notarialny, jak on wyglądał. I nim zaczniemy dyskusję warto się upewnić jak dokładnie…
M.J.: – Ja po prostu zadaję pytanie. Tak, żeby Pani odpowiedziała jak jest faktycznie
P.B.: Tak, kamienica była w mojej rodzinie. Tak, sprzedałam tę kamienicę, ale natomiast była sprawa o zachowek i części pieniędzy nie otrzymałam, brat otrzymał całą kwotę. Spółka nie wypłaciła mi części pieniędzy pomimo postanowienia Sądu Rejonowego Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu z dnia 27 lutego 2013 r. o nadaniu aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności. Ja też byłam ofiarą tamtej historii. Jestem nią do dziś. Czy to pana zadowala?
M.J.: To nie chodzi o moje zadowolenie
P.B.: Tak, kamienica była w mojej rodzinie. Odziedziczyłam ją i byłam zmuszona sprzedać, ponieważ mój przyrodni brat wystąpił o zachowek. Musiałam go spłacić. Sama nie chciałam sprzedawać kamienicy, była w mojej rodzinie wiele lat. Sytuacja życiowa mnie do tego zmusiła. Miałam wówczas 24 lata.
M.J.: Czyli była Pani do tego zmuszona?
P.B.: Wie Pan co? Ja poproszę o autoryzację (red. wywiadu)
M.J.: A później pani się jakoś interesowała losem tych mieszkańców, gdzieś występowała?
P.B.: A czy to jest artykuł sponsorowany przez kogoś? –
M.J.: Dlaczego mnie Pani obraża?
P.B.: No bo zadaje Pan takie pytania. Czy Pan uważa, że jeżeli ktoś zostaje zmuszony do tego, żeby zrezygnować z dóbr rodzinnych, bo jest konflikt rodzinny i musi sprzedać nieruchomość, jest to dla niego trudne. Mam 22 lata. Nie, przepraszam, 22 lata miałam, jak chowałam tatę, bo przecież zmarł przed urodzinami. Czyli miałam 24 lata. Człowiek jest młody i może popełniać błędy. Sama musiałam się z tym uporać. Zostałam bez dochodu. Byłam studentką. Zajmowałam się kamienicą. Młodemu człowiekowi, który zostaje sam w życiu bez rodziny – bo mamę straciłam mając 14 lat – jest trudno
M.J.: Czyli sama Pani została wtedy w tym momencie, tak?
P.B.: Tak, to znaczy sama i nie sama, bo w międzyczasie poznałam mojego męża. Nie mogłam się dogadać z przyrodnim bratem, tutaj nie doszło do porozumienia, no i ta kamienica została sprzedana
M.J.: I w innych okolicznościach nie podjęłaby Pani decyzji o sprzedaży kamienicy?
P.B.: No nawet nie chodzi o to, czy bym podjęła, bo zachowek jest prawem materialnym. Ja musiałam spłacić brata, nie miałam wyjścia. Kamienica została wyceniona na wysoką kwotę – 8 milionów złotych. Miałam prawie 2-milionowy dług, więc byłam studentką z milionowymi długami po śmierci ojca. Próbowałam wziąć kredyt, by spłacić brata, ale banki mi odmawiały. Próbowałam nawet pożyczyć pieniądze poza bankami, ale nawet to się nie udało. Do dziś mam traumę po tamtych wydarzeniach. Był wpis w księdze wieczystej, był prawie 2-milionowy. Czy więc jako student miałby pan ma wybór?
„To moje prywatne sprawy z przeszłości”
We wtorek 12 maja br. przesyłam zgodnie z prośbą rozmowę do autoryzacji. Po kilku godzinach Pani Patrycja dzwoni i pyta, czy to pewne, że artykuł pójdzie do publikacji. Potwierdzam. Mimo słyszalnego w głosie niezadowolenia niedługo potem otrzymuję spisaną przeze mnie rozmowę z dodatkowymi wyjaśnieniami dotyczącymi okoliczności sprzedaży kamienicy przy ul. Kanałowej 10. To oznacza autoryzację rozmówczyni.
Mimo to po kolejnych kilkunastu minutach na skrzynkę mailową redaktora naczelnego wPoznaniu.pl wpływa mail, w którym Patrycja Bartoszewska domaga się wstrzymania publikacji wywiadu.
„W trakcie rozmowy wyszedł poza umówiony zakres tematyczny i zaczął zadawać pytania o moje prywatne sprawy z przeszłości” – pisze Bartoszewska i ponownie tłumaczy, że w momencie sprzedaży kamienicy miała trudny okres w życiu.
W dalszej części maila stara się przekonać do niepublikowania tekstu argumentując, że proponowała uzupełnienie zakończonej już rozmowy o wszystkie fakty.
Zgodnie z art. 14A/6 Prasowego „Nie stanowi autoryzacji zaproponowanie przez osobę udzielającą informacji nowych pytań, przekazanie nowych informacji lub odpowiedzi ani zmiana kolejności wypowiedzi w autoryzowanym tekście materiału przewidzianego do publikacji w prasie”
– Wykorzystywanie mojej dramatycznej historii sprzed lat do dyskredytowania walki mieszkańców Osiedla Maltańskiego jest zwyczajnie nieuczciwe, ponieważ nigdy nie chciałam sprzedawać kamienicy i nie zrobiłam tego dla zysku a tylko dlatego, że musiałam wykonać wyrok sądu – pisze Patrycja Bartoszewska.
Na ofertę dotyczącą publikacji drugiej rozmowy, która mogłaby bliżej wyjaśnić okoliczności sprzedaży kamienicy wraz z mieszkańcami, do chwili publikacji Patrycja Bartoszewska nie odpowiedziała.
Do tej pory do redakcji nie wpłynął też komentarz do sprawy, o jaki redakcja poprosiła posłankę partii Razem, Marcelinę Zawiszę.













