Wiadomość o zmianach kadrowych i grupowym wypowiedzeniu pracowników z oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Wojewódzkiego obiegła lokalne media. Teraz głos w sprawie zabrał sam dyrektor placówki prof. Dawid Murawa. Co wydarzyło się za drzwiami oddziału? I czy pacjentki mogą czuć się bezpieczne?
Szpital przez lata cieszył się wysokimi statystykami urodzeń, w skali roku odbywało się w nim około 1600 porodów. Wraz z kryzysem urodzeń w kraju zmalała też liczba pacjentek, wybierających szpital przy ul. Lutyckiej do porodu. W ubiegłym roku w szpitalu odbyło się jedynie 865 porodów.
– Wiedzieliśmy, że potrzeba zmian. Zdecydowaliśmy się na zatrudnienie kadry i zmodernizowanie oddziału. Już w ostatnim kwartale 2025 r. zauważyliśmy, że nasz szpital zaczyna wybierać więcej ciężarnych. Mamy nadzieję, że w tym roku uda się pokazać wzrost liczby porodów. Szacujemy, że możemy dojść nawet do liczby 1400 porodów – mówi prof. Murawa.
Liczba urodzin na oddziale cieszy, oddział wymagał gruntownych zmian. To duży szpital, a mimo posiadania robota da Vinci, od października 2025 do dziś została przeprowadzona zaledwie jedna operacja ginekologiczna z jego wykorzystaniem. Szpital potrzebuje specjalistów zajmujących się ginekologią oknologiczną i uroginekologią. Ci mają się pojawić wśród kadry szpitala jeszcze w maju. Rozszerzony zostanie też zakres dużych zabiegów ginekologicznych na centralnym bloku operacyjnym, a procedury ambulatoryjne będą przeniesione do sal zabiegowych. Zmiany są możliwe między innymi dzięki zatrudnieniu nowego kierownika oddziału. Nie wszystkim jednak spodobał się ten pomysł.
Pięć osób odeszło
Koordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego został dr Marcin Rajewski. Polecić miał go sam kierownik oddziału dr Marcin Przybylski, jednak współpraca nie przebiegła najlepiej. Oprócz koordynatora powołany został zatem nowy kierownik oddziału, który zastąpi dotychczasowego kierownika dra Przybylskiego, który zarządzał oddziałem osiem lat. Jego odejście pociągnęło za sobą szereg kolejnych. Wraz z nim z pracy na oddziale zrezygnował jego zastępca dr Dominik Pruski, a także lek. Klaudia Kotynia, lek. Sonja Millert-Kalińska, lek. Victoria Musiałowicz oraz lek. Katarzyna Cebula.
– Dr Przybylski nie musiał odchodzić z pracy, miał możliwość pozostania na oddziale. Zapraszaliśmy go do rozmów z nowym kierownictwem. Osoby, które zdecydowały się odejść, mogą przyjść do pracy, jeśli nowe kierownictwo uzna, że współpraca z nimi jest dobra i rozwojowa – mówi prof. Murawa.
Jak dodaje, jego zdaniem dr Przybylski jest kompetentny, jednak zmiany muszą zajść. Jego próżno jednak szukać na oddziale. Dr Przybylski i dr Pruski odeszli z końcem kwietnia. Trzy rezydentki pracują do końca maja. Czwarta przebywa na urlopie wychowawczym, jednak miała zadeklarować odejście.
Braków kadrowych brak
Prof. Murawa zaznacza, że na oddziale ginekologiczno-położniczym nie było braków kadrowych. Zanim doszło do odejścia osób, które zrezygnowały z pracy na oddziale, pojawiły się inne czerty. Od czerwca do zespołu dołączą kolejni pracownicy, a także lekarze-rezydenci. Szpital nie szuka nowych lekarzy. Jak twierdzi dyrektor, pacjentki mogą czuć się bezpiecznie.
– Z każdą osobą rozmawialiśmy indywidualnie. Być może niektórzy rezydenci podejmą jeszcze decyzje o pozostaniu. Nie chcemy jednak naciskać – mówi.
Szpital liczy, że z biegiem lat będzie obsługiwał nawet 2000 porodów rocznie.
Czytaj także: Miasto organizuje szkolenia dla mieszkańców na wypadek sytuacji kryzysowych





