9 lipca br. zasiadł w fotelu prezesa zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich. Wcześniej był wiceprezesem w firmie Amica S.A. O tym, w jakim kierunku chciałby rozwijać Targi i co planuje „przemeblować”, rozmawiam z Marcinem Bilikiem.
Marek Jerzak: Na Targach jest Pan od półtora roku. Jakie pamięta Pan pierwsze w życiu skojarzenie z tym miejscem?
Marcin Bilik: Mam osobiste wspomnienie sprzed lat. Jest godz. 6:30. Telefon ze szpitala w Szamotułach, bo ja jestem znamienitym mieszkańcem Szamotuł. W słuchawce słyszę „żona rodzi”. Pracowałem wtedy w Amice. Miałem jechać jako młody inżynier na nasze stoisko. Wtedy wygrały żona i córka. Musiałem się tłumaczyć, dlaczego mnie nie będzie. To jednak nie wszystko. Teraz Pana zaskoczę. O tym prawie nikt nie wie, ale ja już wcześniej pracowałem na Targach.
M.J.: Serio? Kiedy to było i co Pan robił?
M.B.: Pracowałem sprzedając hot-dogi i zapiekanki. Kiedy to było? To było lato 1993 r. – albo rok wcześniej lub później. Przyjeżdżałem na wakacje do żony i tu dorabiałem.
M.J.: Prawdziwy American Dream – od sprzedawcy kanapek do prezesa Targów. Jak Pan trafił do Szamotuł?
M.B.: Urodziłem się w Sosnowcu, skończyłem AGH w Krakowie i zaraz potem przyjechałem z jedną walizką do rodowitej Szamotulanki. I tak 35 lat tu jestem. Jako że studiowałem w Krakowie, doskonale wkomponowuję się w żart o rozciąganiu złotówki pomiędzy Poznaniem a Krakowem.
M.J.: Gdy przed włączeniem dyktafonu weszliśmy na temat tzw. „zielonej rzeki” (red. przejścia przez Targi łączącego ul. Głogowską z ul. Śniadeckich), trochę się Pan zaśmiał.
M.B.: No tak, bo zieleń oczywiście mam nadzieję tam rośnie i będzie rosła. Jednak przez te półtora roku, kiedy jestem na Targach, obserwuję Plac PeWuKi. Oprócz momentu, kiedy wykorzystujemy go na imprezy podczas Motor Show czy Jarmarku Świątecznego, to powiedzmy sobie szczerze, że liczba osób, które tam przebywają albo przechodzą, nie jest zbyt duża.
M.J.: I Pan chce to miejsce wskrzesić?
M.B.: Myślę, że jest wiele zdarzeń, które powinny mieć tu miejsce. Nie wystarczy, że powiemy: „Słuchajcie, jest tu plac, przyjdźcie, jedzcie, tańczcie i cokolwiek róbcie”. Żeby aktywować to miejsce, musimy połączyć siły Miasta i nasze. Z zewnętrznego otoczenia wiemy, że ma być dworzec przebudowywany, że w Parku Wilsona, który jest świetną przestrzenią, będzie odnowiona Palmiarnia. Możemy mieć tu przestrzeń nowego Poznania. Tak bym to czuł. Takie jest moje marzenie.

fot. wPoznaniu.pl
M.J.: Czyli powstanie naturalny ciąg łączący te dwa miejsca, które zyskają na atrakcyjności.
M.B.: To jednak nie wszystko. Kolejna sprawa, która już się dzieje i jest ujęta w nowej strategii to „jedynka”. To w niej na 2500 m kw. realizowane są wystawy immersyjne. One są bardzo ważną i fajną rzeczą, ale przeniesione będą do innego obiektu. Musimy sprawić, by ożywić ten teren też halą numer 1. Właśnie dlatego rozpisany został przetarg, w którym szukamy partnerów, którzy raz – komercyjnie nam zapłacą dobre pieniądze za wynajem tej wewnętrznej powierzchni, dwa – ściągną jak najwięcej ludzi na ten teren.
M.J.: Wcześniej miejscem, które miałoby ożywiać Plac PeWuKi był pawilon 2, w którym planowano food hall.
M.B.: Jeżeli uda się nam ściągnąć ludzi do pawilonu numer 1, to na przyszły rok będziemy budżetować w inwestycjach remont pawilonu numer 2. Chcemy remontować go, ale również z pomysłem stworzenia tam miejsca, które przyciągnie jak największą liczbę osób, ale niekoniecznie będzie to food hall. Gastronomia ma tu działać tylko w momencie, kiedy ludzie w naturalny sposób będą tu przychodzić. Nie wiem jeszcze, co będzie tym magnesem – czy to będą jump areny, czy jakieś stacje kosmiczne lub inne gokarty. Jeżeli z wybranym partnerem będziemy umieć ściągnąć tutaj 200, 300, 400 tysięcy ludzi rocznie, tym bardziej jeszcze w weekendy i w wakacje, które dla nas są martwym sezonem, to w tym momencie dopełnimy tę przestrzeń np. food hallem.
M.J.: Co jeszcze zmieni Pan w przestrzeni Targów?
M.B.: Jesteśmy w budynku, który pochodzi z lat siedemdziesiątych (red. Centrum Targowe przy ul. Głogowskiej). Można powiedzieć, że jest on w stanie śmierci technicznej. Nie opłaca nam się go remontować, nie opłaca nam się go odnawiać. Już w przyszłym roku przeniesiemy stąd wszystkich pracowników do wyremontowanego pawilonu nr 2. W związku z tym uwalnia się budynek, w którym jesteśmy. To miejsce pozwala na postawienie nowego obiektu o wysokości do 40 metrów. To atrakcyjna przestrzeń naprzeciwko nowoczesnego dworca, który niebawem będzie tu powstawał. Już teraz sukcesywnie poprawiamy warunki naszych pracowników, we wrześniu część z nich przeniesie się z Gmachu Administracyjnego do zmodernizowanego pawilonu nr 4 przy Placu św. Marka, który oprócz funkcji wystawienniczej będzie spełniał także biurową.
M.J.: Co mogłoby więc powstać w miejscu po Centrum Targowym?
M.B.: Jako że bardzo rozwijamy się w części kongresowo-eventowej, potrzebujemy hoteli. W związku z powyższym powinniśmy zainwestować – sami czy z zewnętrznym partnerem, który będzie operatorem – w hotel na Targach. Nieopodal jest także budynek Pałacu Targowego. Może i on stałby się mniejszym hotelem butikowym. Może warto byłoby się zastanowić, czy iglica nie powinna stać się tym planowanym food-hallem. Jak Pan widzi, Targi to cała układanka. Jest ona niezbędna do ożywienia tego miejsca. Jest również ważna dla budowania pełnej, komplementarnej propozycji naszych targów, eventów, kongresów. Oczywiście istnieje pewna wizja, którą musi jeszcze zaakceptować Rada Nadzorcza MTP i właściciel spółki czyli Miasto.
M.J.: Skąd na to wszystko środki?
M.B.: Z funduszy, które będziemy posiadać ze sprzedaży działek, które jeszcze mamy w Tulcach i Żernikach. To będzie nasz wkład na reaktywowanie przestrzeni po Centrum Targowym, ale nie tylko. Mamy świadomość tego, które hale wymagają remontów. To np. tzw. „czteropak”. Ma on drewniany dach, który wymaga już wymiany. Mamy inne hale, które potrzebują termomodernizacji. Te inwestycje są niezbędne, aby dalej się rozwijać. W tej chwili imprezy targowe przynoszą nam 120-130 mln zł obrotu. W naszej strategii mają one odpowiadać za 150-160 mln zł. Bardzo szybko rośnie nam część kongresowa. Startowaliśmy z poziomu rocznych obrotów w wysokości 15-17 mln zł. Dziś mamy już 50 mln zł i właśnie wygraliśmy przetargi na organizację kolejnych wydarzeń tego typu na lata 28, 29 i 30. Startujemy już w przetargach na lata 30 i 31.

fot. wPoznaniu.pl
M.J.: Co to za imprezy?
M.B.: Jeszcze nie dziś, ale już niebawem będziemy mogli to zdradzić. Proszę pamiętać, że w przyszłym roku mamy ogromny kongres kosmiczny. Gościć będziemy około 6-7 tys. specjalistów i naukowców z tej branży, ale i takie firmy jak NASA, ESA, Boeing, Lockheed Martin czy Airbus. Jako Polska organizujemy tę imprezę po raz pierwszy od 60 lat. Oczywiście robimy to jako konsorcjum, przy wsparciu Polskiej Agencji Kosmicznej.
M.J.: Czy przeciętny Poznaniak dzięki imprezie poczuje się, że jest bliżej kosmosu?
M.B.: Tak, kongres będzie miał wiele imprez towarzyszących, które będą odbywały też na terenie Poznania.
M.J.: Jakimi kartami grają Targi, by zdobywać takie duże i znaczące kongresy?
M.B.: To wiele elementów. Dla mnie elementem bazowym to jest nasze „venue” (red. miejsce wydarzenia). Bez odpowiedniej przestrzeni, hal, nagłośnienia nie ma szans. Kolejnym elementem są zasoby ludzkie, czyli doświadczenie i organizacja. To lata pracy. Np. taki Impact pokazuje, że jak coś wspólnie organizujemy, to zlatuje się do nas cały świat biznesowy. Pamiętajmy też, że organizowaliśmy wydarzenia związane z polską prezydencją w Unii Europejskiej.
Jesteśmy już w takiej klasie, że walcząc o organizację imprez nie konkurujemy z Kozią Wólką, lecz z Lizboną, Paryżem, Wiedniem czy Barceloną.
Gdy udowodnimy już, że mamy bazę pod organizację dużych imprez, w grę wchodzą kolejne elementy. Padają pytania: Ale gdzie to jest? Czy masz połączenia lotnicze? Czy masz bazę hotelową? Jakie to jest miasto? W końcu przylatują do nas i wszyscy są zachwyceni. Mówią: „No super, piękne, ładne, podoba mi się”. Ważne jest jednak ciągłe rozpowszechnianie wiedzy o naszych atutach i proponowanie nowych rozwiązań.
M.J.: Jakich na przykład?
M.B.: By być jeszcze bardziej konkurencyjnymi, chcemy stworzyć fundusz, który dawałby wsparcie w przeliczeniu na jednego uczestnika. W funduszu uczestniczyłyby wszystkie duże jednostki zarabiające na kongresach. Takie jak Miasto, hotele czy restauracje. Mając taki fundusz możemy powiedzieć organizatorowi kongresu, że do pobytu każdego z gości dokładamy np. 20 czy 30 euro.
M.J.: Chciałbym powrócić jeszcze do spraw związanych z infrastrukturą. Kiedyś planowano bezpośrednie połączenie dworca z Targami. Powstał nawet fragment tunelu. Czy ta koncepcja umarła, czy też ma szansę na realizację podczas budowy nowego dworca?
M.B.: Nie chcę niczego przesądzać, ale łącznik jest w planie. Prawdopodobnie nie będzie on podziemny, lecz napowietrzny. Mógłby poprowadzić bezpośrednio z dworca na teren Targów.
M.J.: Prezydent Jacek Jaśkowiak mówił podczas kampanii wyborczej o filharmonii, dla której siedziba miałaby powstać na Targach.
M.B.: Jestem menadżerem. Jeżeli dojdzie do sytuacji, w której powstanie konkretny projekt i Miasto poprosi o miejsce, to taki teren mamy. Trzymamy go. Pod koniec budowania nowej strategii Targów to radni i pan prezydent zadecydują, czy dalej mamy trzymać działkę pod przyszłą filharmonię. Być może przedstawimy inny pomysł na ten teren. To jednak Miasto jest właścicielem Targów i podejmie ostateczną decyzję.
M.J.: Kilka lat temu mówiło się też o wyburzeniu budynku World Trade Center przy ul. Bukowskiej, na którego miejscu również rozważano budowę hotelu. Potem pojawiła się sprawa parafii, która rościła sobie prawa do tego gruntu. Czy w tej sprawie coś drgnęło?
M.B.: Ten pomysł cały czas jest na biurku. Obecny budynek WTC wymaga zainwestowania kilku milionów złotych. Ja wolę przeznaczyć te pieniądze na planowanie czegoś nowego. Można tam wybudować biurowiec czy hotel o wysokości do 68 metrów. Wszystko jest do rozważenia. Dobra wiadomość jest taka, że sprawa w sądzie właśnie się zakończyła. Zapadł ostateczny wyrok Sądu Najwyższego. Teren jest nasz.
M.J.: W 2029 roku obchodzić będziemy stulecie Powszechnej Wystawy Krajowej. Czy MTP, które wywodzą się w linii prostej od tego wydarzenia, będą się angażować w organizację jakichś rocznicowych wydarzeń?
M.B.: Radni 7 lipca przyjęli w tej sprawie uchwałę. Będziemy zaangażowani w to wydarzenie. Powołaliśmy w tej sprawie specjalny wewnętrzny zespół roboczy. Pamiętajmy, jak ważnym wydarzeniem nie dla Poznania, ale całego kraju była PeWuKa. Pokazywała, jak rozwijała się wówczas młoda Polska. Trzeba pokazać to nowemu pokoleniu, ale i przedstawić, że teraz też potrafimy. Polska jest drugą gospodarką, zaraz po Chinach, która w ostatnich 30 latach rozwijała się najszybciej na świecie. Nawet jednak wracając z podróży do Chin zachwycam się Polską. Jestem po prostu dumny. Właśnie dlatego uważam, że potrzebujemy partnerów, by tę rocznicę należycie uczcić. Teren jest, jesteśmy otwarci.
M.J.: Czy powinna się w to włączyć np. również strona rządowa?
M.B.: Tak to właśnie czuję. Jako kraj nie mamy się czego wstydzić, warto się tym chwalić, bo zbyt często zasypywani jesteśmy negatywnymi informacjami, a tyle dobrych rzeczy się dzieje.

fot. wPoznaniu.pl





