Mecz Lecha z Fiorentiną już w czwartek, a tymczasem co warto odnotować, Viola zremisowała w lidze ze Spezią. Tak się składa, że ostatnio drużyna z Florencji miała zwycięską serię, ale po przerwie na mecze reprezentacji wyhamowała. Poprosiliśmy o opinię eksperta od Serie A.
Marcin Ziółkowski, który jest publicystą Calcio Merito i na bieżąco śledzi włoską piłkę, ocenia dla nas ostatni mecz ligowy Fiorentiny:
Fiorentina mogła ten mecz przegrać (było 1:1 przyp. red.). Eldor Szomurodow zmarnował doskonałą sytuację, podobną do tej słynnej walki dwa na jeden między Inzaghim, Simone Barone a Petrem Cechem w 2006 roku z MŚ. W tym przypadku wspomagający akcję także został zignorowany. Viola miała także długo problem z tym, by oddać celny strzał na bramkę Spezi, szwankowała generalnie skuteczność w tym meczu. Samobójczy gol Wiśniewskiego to efekt sporego pecha, Biraghi go nabił i potoczyło się to tak jak w El Clasico z Ronaldem Araujo – komentuje Ziółkowski.
A jak ta gra Fiorentiny ma się do tego, czego możemy spodziewać się w Poznaniu już w czwartek?
Fiorentina bardzo mocno naciskała, utwierdziłem się w przekonaniu, że w Poznaniu na pewno są do ukąszenia, kolokwialnie rzecz ujmując. Wybiegając nieco w przyszłość, uważam, że w rewanżu we Florencji Lech może zagrać jak z Bodo, jeśli spisze się dobrze u siebie. To znaczy minimalizacja strat i wyprowadzenie kontry – uważa ekspert.
Na mundialu w Katarze liderem Maroka był Sofyan Amrabat, a jak spisuje się teraz w klubie?
Jest on w dobrej dyspozycji, jak cały zespół. Oczywiście to nie tak wysoka forma jak z Kataru, ale ciężko się do niego przyczepić- kończy Ziółkowski.
Tak czy inaczej z tej analizy wynika, że Fiorentiny nie trzeba się bać.