Małgorzata Rakowska, była rejestratorka POSUM, po raz kolejny zabrała głos w sprawie tzw. szybkiej ścieżki dla osób związanych z władzami Poznania. We wtorek przed poznańską prokuraturą poinformowała o złożeniu zawiadomienia dotyczącego podejrzenia popełnienia przestępstwa oraz nadużycia władzy.
Sprawa POSUM wybuchła pod koniec lipca. Rakowska, która pracowała w przychodni jako rejestratorka, twierdziła, że niektórzy pacjenci związani z poznańskim magistratem oraz miejskimi spółkami mogli liczyć na znacznie szybsze terminy wizyt. Według jej relacji przy ich nazwiskach pojawiały się specjalne oznaczenia, m.in. „VIP” czy „Urząd Miasta”.
Miasto i POSUM przedstawiają jednak inną wersję wydarzeń. Według przychodni nie było żadnego systemu uprzywilejowanego przyjmowania pacjentów, a oznaczenia w systemie miały zostać wprowadzone samowolnie przez pracownika. POSUM zawiadomił już prokuraturę w związku z podejrzeniem manipulowania danymi w systemie oraz nieuprawnionym ujawnieniem danych pacjentów.














Pokazała dowody
Podczas wtorkowego spotkania Rakowska przekonywała, że posiada materiały, które mają potwierdzać istnienie „szybkiej ścieżki”. Jak mówiła, dziennikarze, którzy mieli dostęp do przygotowanych przez nią dokumentów, mogli porównać daty skierowań i rzeczywistych wizyt. Jej zdaniem pokazuje to, że niektórzy pacjenci byli przyjmowani znacznie szybciej niż osoby oczekujące w standardowej kolejce.
Podawała przykład neurologii dziecięcej. Według jej relacji dziecko jednego z wiceprezydentów Poznania miało otrzymać wizytę u neurologa dziecięcego w ciągu około miesiąca, podczas gdy w przypadku innych małych pacjentów czas oczekiwania miał wynosić nawet trzy lata.
Rakowska mówiła również o dorosłych pacjentach związanych z miejskimi instytucjami. W ich przypadku, jak twierdzi, termin miał być dostępny po około miesiącu, podczas gdy zwykli pacjenci słyszeli o terminach sięgających kolejnego roku.
Podobne rozbieżności w terminach były już wcześniej opisywane przez media. W jednym z przywoływanych przypadków osoba związana z miejską spółką miała otrzymać wizytę u dermatologa kilkanaście dni po skierowaniu, podczas gdy dla innego pacjenta termin wynosił ponad osiem miesięcy.
Jest zawiadomienie do prokuratury
Rakowska poinformowała, że zawiadomienie dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa oraz nadużycia władzy przez funkcjonariusza publicznego. Wskazała również na dwa możliwe wykroczenia związane z zatrudnianiem na podstawie umów cywilnoprawnych oraz omijaniem kolejności przy udzielaniu świadczeń finansowanych ze środków publicznych.
Podkreślała, że nie chce publicznie ujawniać wszystkich materiałów, ponieważ – jak tłumaczyła – powinny zostać zbadane przez odpowiednie organy.
„Zostałam zwolniona”
Podczas spotkania Rakowska odniosła się również do swojej sytuacji zawodowej. Jak przekazała, została zwolniona z POSUM ze skutkiem natychmiastowym. Jej zdaniem było to działanie odwetowe związane z ujawnieniem przez nią informacji o nieprawidłowościach.
Kobieta poinformowała, że zwróciła się także do Rzecznika Praw Obywatelskich i otrzymała zaświadczenie potwierdzające objęcie jej ochroną przewidzianą dla sygnalistów. Zapowiedziała, że będzie domagała się powrotu do pracy.
Sprawa jest obecnie przedmiotem postępowań i wyjaśnień. POSUM wcześniej przekonywał, że żadna „szybka ścieżka” dla wybranych pacjentów nie istniała, a działania pracownika, który miał ingerować w system, były nieuprawnione. Ośrodek zawiadomił w tej sprawie prokuraturę.
Teraz kolejne materiały ma zbadać prokuratura. To od jej ustaleń będzie zależało, czy zarzuty przedstawiane przez sygnalistkę znajdą potwierdzenie w postępowaniu.



