Lech Poznań starł się z Bayerem Leverkusen. VAR w roli głównej

Lech Poznań nie miał łatwego zadania. Bayern Leverkusen to drużyna notowana znacznie wyżej niż mistrzowie Polski, która dobrze radzi sobie na ligowym podwórku zajmując czwartą pozycję w Bundeslidze. Bezpośrednio po zakończeniu meczu jedna drużyna zajmowała pierwsze a druga ostatnie miejsce w tabeli Ligi Europy.

Goście zaatakowali od pierwszych minut meczu. Widać jednak było, że piłkarze Lecha Poznań są skoncentrowani i nie zostawiają rywalom wiele miejsca. W 11. minucie Kolejorz miał świetną okazję pod bramką Marka Flekkena. Patric Walemark celnym dośrodkowaniem podał do znajdującego się w polu karnym Mikaela Ishaka. Kapitan Lecha przymierzył i skierował piłkę w kierunku bramkarza Bayeru. Ta jednak przeleciała nieco ponad poprzeczką. W trakcie tej akcji urazu doznał Wojciech Mońka. Obrońcę na boisku zastąpił Terry Yegbe.

Drugi kwadrans spotkania przyniósł znaczne ożywienie w ofensywie gospodarzy. Piłkarze Lecha częściej i dłużej przebywali na połowie rywali. To piłkarze Bayeru zdobyli jednak bramkę. Po interwencji Terrego Yegbe w 26. minucie spotkania sędziowie VAR dopatrzyli się przewinienia. Stoper Kolejorza dotknął piłki ręką a sędzia podyktował jedenastkę. Zaledwie po kolejnych kilku minutach piłkarze Lecha pogubili się w obronie i po strzale Malika Tillmana było już 2 do 0.

Podczas jednej z akcji Mateusz Skrzypczak wdał się w potyczkę z przeciwnikiem w pobliżu słupka własnej bramki. Sędziowie dopatrzyli się tam przewinienia po analizie VAR. Obrońca otrzymał żółtą kartkę a goście kolejnego karnego. Nie zmarnowali okazji i w 41. minucie spotkania Lech przegrywał już trzema bramkami.

Druga połowa nie przyniosła zmiany

Poznaniacy w drugiej połowie szukali pomysłu na przełamanie obrony gości, którzy z kolei nie śpieszyli się z rozgrywaniem piłki. Piłkarze Bayeru Leverkusen momentami stali na boisku podając między sobą piłkę. Wyraźnie pozwalali zawodnikom gości biegać między sobą by ci się zmęczyli. W efekcie druga połowa spotkania była dość monotonna. Wraz z kurczącym się czasem do ostatniego gwizdka wzrastało też tempo gry. Pod koniec spotkania goście wykorzystali nieuwagę piłkarzy z Poznania i ponownie pokonali Mateusza Lisa. Bramkarz – tak jak w Londynie – czwarty raz wyciągał piłkę z własnej siatki.

Spotkanie zakończyło się porażką Lecha Poznań. Tuż po zakończeniu spotkania Kolejorz znalazł się na samym dnie tabeli fazy ligowej rozgrywek. O pozycji zadecydował bilans straconych i zdobytych goli, który w przypadku poznańskiej drużyny wynosi minus osiem. Goście z kompletem punktów i wysokim rezultatem bramkowym z dwóch spotkań znaleźli się na czele stawki.

fot. wpoznaniu.pl

Czytaj także: „Zrobili Poznań” na lotnisku Ławica

Franciszek Bryska
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl