Na środę, 2 września, na Osiedlu Maltańskim zaplanowana jest eksmisja jednej z mieszkanek. Mimo podjętych rozmów, kobieta, która ma opuścić zajmowaną parcelę, nie zgodziła się na proponowane przez zarządcę terenu warunki. W środowy poranek w tej sprawie wypowiedział się mecenas Jacek Masiota, który reprezentuje kurię w kwestiach Osiedla Maltańskiego.
– W mocy pozostaje wyrok sądu dotyczący opróżnienia i wydania parceli nr 75 na Osiedlu Maltańskim, która jest w posiadaniu Sandry Mayer. Naszym celem jest polubowne załatwianie spraw związanych z opróżnianiem parceli, co robimy z dużym sukcesem – powiedział podczas porannego spotkania z dziennikarzami. – Z panią Sandrą Mayer próbowaliśmy kontaktować się od stycznia kilkunastokrotnie, ale próby te kończyły się niczym. Chcieliśmy się spotkać, jednak do spotkań nie dochodziło, pani Sandra nie przyjeżdżała. Kiedy publicznie zaprosiłem ją na spotkanie, warunkowała to przeprosinami z uwagi na moje nieprecyzyjne określenie dotyczące Niebieskiej Karty. Do takiego spotkania finalnie doszło. Wczoraj pani Sandra Mayer pojawiła się w mojej kancelarii ze swoim pełnomocnikiem. Byliśmy pełni nadziei, że uda się nam dojść do porozumienia – wyjaśnia.
Jak mówi mec. Masiota, kobiecie przedstawiona została oferta, w której kuria zobowiązała się do sfinansowania najmu lokalu mieszkalnego dla pani Sandry Mayer na okres roku, a jeśli podpisze porozumienie, data opuszczenia lokalu miałaby zostać przesunięta na 21 września. Kuria zobowiązała się także pomóc pani Sandrze w znalezieniu lokalu z zasobu miejskiego, zasobu do remontu lub zasobu kurii metropolitalnej.
– W godzinach późnopopołudniowych otrzymaliśmy wiadomość, że nie ma zgody pani Sandry na takie rozwiązania. Naszym celem jest polubowne załatwianie spraw, a nie opróżnianie parceli przy pomocy komornika. Z tego miejsca apeluję do pani Sandry, żeby złożyła kontrofertę. Chciałbym, żeby nie doszło do czynności egzekucyjnych – dodaje Masiota.
Kobieta wydała oświadczenie
Inne stanowisko w sprawie ma sama zainteresowana. Na naszą redakcyjną skrzynkę pocztową wpłynęło wystosowane przez nią oświadczenie, w którym odniosła się do sytuacji. Jak twierdzi, miała zostać ulokowana w hotelu robotniczym:
– Dzisiaj przewidywana jest eksmisja i pozbawienie mnie domu rodzinnego. Mimo, że mieszkam tu
33 lata i nie wyczerpałam wszystkich możliwości prawnych związanych z obroną miejsca
zamieszkania, Parafia Jana Jerozolimskiego za Murami zdecydowała się na wezwanie komornika i
wszczęcie eksmisji – czytamy w oświadczeniu. – Wczoraj zaproponowano mi, że jeśli natychmiast opuszczę dom, zostanie dla mnie opłacone 12 miesięcy pobytu w hotelu robotniczym. Taka propozycja równa jest bezdomności wobec tego, że posiadam własny dom. Czas na odpowiedź do spółki Komandoria otrzymałam wczoraj do godziny 16:00. Nacisk na mnie spowodowany był tym, że mogę starać się o zasiedzenie mojego domu, o czym wie reprezentująca stronę kościelną kancelaria prawna – dodaje.
Jak twierdzi kobieta, drugim powodem szybkiego działania był zbliżający się okres ochronny.
– Wczoraj przedstawiono mi treść porozumienia, na podstawie którego otrzymam tymczasowe zamieszkanie w hotelu robotniczym. Najważniejsze jednak jest to, że podczas rozmów dążących podobno do porozumienia, otrzymałam informację, że moja nieruchomość obciążona jest długiem 274 960 zł za rzekome bezumowne korzystanie. Miało to wywołać we mnie strach – pisze Sandra Mayer.
Oczekiwała przeprosin
Mieszkanka parceli przy Os. Maltańskim twierdzi również, że Jacek Masiota, mimo że napisał przeprosiny w mediach, przy bezpośrednim spotkaniu nie wspomniał o słowach, które skierował w mediach pod jej adresem.
– Warunkiem spotkania było to, że Jacek Masiota sprostuje swoje oskarżenia w mediach. Drugim warunkiem było to, że przestanie informować mojego byłego męża o mojej osobistej sytuacji i naszych ustaleniach. O godzinie 15:30 otrzymałam telefon od byłego męża, który wiedział już wszystko o rozmowach w kancelarii strony kościelnej – pisze.
Zapytany o tę sytuację mec. Jacek Masiota odpowiada:
– Nigdy nie kontaktowałem się z jej byłym mężem. Robiły to pracownice Komandorii, wyłącznie w jednym celu – żeby pani Sandra odebrała od nas telefon. Pani Sandra go nie odbierała, nie chciała z nami rozmawiać. Chcieliśmy doprowadzić do sytuacji, w której dojdzie do spotkania, ponieważ chcieliśmy przedstawić jej jakąkolwiek ofertę. Przypomnę, że aby doszło do jakichkolwiek porozumień, potrzebne są dwie strony. Tylko w tej mierze poprosiliśmy o kontakt męża pani Sandry, w żadnej innej – wyjaśnia Masiota.
Sandra Mayer dodaje w swoim oświadczeniu, że ma pod opieką dziecko, które nie może przebywać z nią w hotelu robotniczym.
– W moim domu na osiedlu Maltańskim ma swój własny pokój, przywiązane jest do tego miejsca. Tu jest
cała nasza rodzinna historia. Propozycja, którą przedstawił reprezentant Parafii Jana Jerozolimskiego za Murami oznacza dla mnie wyrok – eksmisję na bruk – pisze.
Masiota twierdzi z kolei, że zgodnie z wystosowaną propozycją kobieta mogła sama poszukać sobie lokalu lub mogła w tym pomóc. Budżet zakładał znalezienie dwupokojowego mieszkania. Jej oczekiwania dotyczyły jedynie wstrzymania się przed eksmisją. Nie wpłynęła z jej strony żadna inna oferta. Jak wskazuje adwokat Jacek Masiota, gdyby ze strony pani Sandry wpłynęła jakakolwiek inna propozycja, mogłaby zostać rozważona.
Na Osiedlu Maltańskim trwa protest przeciwko eksmisji kobiety.
Czytaj także: Remont skrzyżowania Alei Solidarności i ulicy Piątkowskiej. Kierowców czekają utrudnienia







