Policja interweniowała w nocy na ulicy Mickiewicza. Zgłoszenie dotyczyło leżącego na ulicy mężczyzny z przeciętym gardłem. Na miejsce wysłano funkcjonariuszy i ratowników z pogotowia. To, co wydarzyło się później, mrozi krew w żyłach.
O sprawie pisaliśmy rano.
Jeden z rozciętym gardłem, drugi nie żyje. Dramat na Jeżycach
W poniedziałek po godzinie 22.00 policja otrzymała zgłoszenie o mężczyźnie z przeciętym gardłem na ulicy Sienkiewicza. Kiedy funkcjonariusze dojechali na miejsce, znaleźli poszkodowanego kawałek dalej na ul. Mickiewicza.
– Podczas udzielania mu pomocy pojawił się inny mężczyzna. Wdał się w awanturę przeszkadzając w pomocy rannemu. Nie reagował na polecenia zachowania się zgodnie z prawem i nieprzeszkadzania w interwencji. Wobec 40-latka użyty został gaz pieprzowy. W pewnym momencie mężczyzna zaczął tracić przytomność. Pomimo reanimacji zmarł – mówi mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.
Na miejscu pojawił się lekarz i biegły sądowy.
– We wstępnej opinii nie wskazał przyczyny zgonu, ale też nie określił, że ktokolwiek mógł się do niej przyczynić. Zawiadomiliśmy o sprawie prokuraturę i prokurator także był na miejscu zdarzenia – dodaje Borowiak.
Nadal nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się na Jeżycach. Dokładny przebieg sprawy jest wciąż analizowany. Jak przekazała policja, 40-letni mężczyzna był im dobrze znany. Kilka razy notowano go za kradzieże, włamania, rozboje i groźby. Kilka razy siedział w zakładach karnych.
Jak przekazuje Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu sekcja zwłok mężczyzny zostanie przeprowadzona w środę.













