Najpierw wyglądało to jak wypadek. Potem uwagę mieszkańców zwróciła częstotliwość występowania obrażeń u zwierząt. Okazało się, że koty Błocieszewa regularnie padają ofiarami czyichś bestialskich zachowań.
Zwierzęta trafiły pod opiekę lekarza weterynarii i specjalistów z Fundacji Schronisko dla Zwierząt w Gaju.
– Pierwsze zgłoszenie o pozbawionym skóry zwierzęciu dostaliśmy w czerwcu tego roku. Najpierw myśleliśmy, że może to był wypadek – zwierzę mogło przecież wpaść pod samochód albo do jakiejś maszyny rolniczej. Potem pojawiły się jednak kolejne takie koty. Jeden w październiku, następny w listopadzie. Przy okazji okazało się, że ktoś z mieszkańców widział podobny przypadek na początku tego roku – mówi Grzegorz Kałużny, behawiorysta ze schroniska w Gaju.
Trzech ze wspomnianych kotów nie udało się uratować. Jak wskazuje Kałużny, rozmowa z lekarzem weterynarii tylko potwierdziła, że działania były celowe – ktoś wykazał się dużą precyzją, która byłaby niemożliwa przy zdarzeniu losowym.
– Nie jesteśmy stroną prawną, policja wyjaśnia tę sprawę. Jednak mamy do czynienia z wyjątkowym bestialstwem. Pocieszające jest jednak to, że widzę, że działania edukacyjne, które od wielu lat prowadzę, dają efekty – ludzie poinformowali o tym, co zobaczyli, bo są wrażliwi na cierpienie bezbronnych zwierząt. Wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej – dodaje Kałużny.
Sprawę wyjaśnia policja
Policja potwierdza, że pracuje nad ustaleniem sprawcy.
– Prowadzimy postępowanie w kierunku ustalenia sprawcy. Aktualnie przesłuchujemy świadków. Przesłuchamy również weterynarza, którego zaznania będą kluczowe dla wskazania, czy było to działanie ludzkie. Mowa tu o znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem. Za taki czyn grozi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności – mówi mł. asp. Dawid Kostrzewa ze śremskiej policji.
Czytaj także: Cztery łapy opanowały MTP. Międzynarodowe Wystawy Psów Rasowych rozpoczęte!








