Mieszkańcy bloku przy osiedlu Tysiąclecia 72 w Poznaniu w ciągu ostatnich dni kilkukrotnie obserwowali działania straży pożarnej. Początkowo zgłoszenie dotyczyło zapachu spalenizny i lekkiego zadymienia. Kolejne interwencje doprowadziły jednak do odkrycia, że w przestrzeni między stropem a dachem tliła się izolacja. Akcja okazała się znacznie poważniejsza, niż mogło wynikać z pierwszych zgłoszeń.
Pierwsze zgłoszenie strażacy otrzymali we wtorek około godz. 15:46. Mieszkańcy informowali o zapachu spalenizny na 16. piętrze oraz lekkim zadymieniu na korytarzu. Na miejsce skierowano sześć jednostek.
Jak przekazał nam mł. bryg. Kamil Witoszko, rzecznik prasowy poznańskiej straży pożarnej, wcześniej na dachu budynku prowadzone były prace dekarskie, które zakończyły się około godz. 13. Strażacy brali więc pod uwagę możliwość, że zadymienie mogło mieć związek z prowadzonymi pracami.
– Prawdopodobnie w wyniku tych prac dekarskich pojawiło się jakieś zapruszenie ognia – mówił nam rzecznik.
Strażacy dokładnie sprawdzili budynek. Kontrolowano kolejne mieszkania, wykorzystywano specjalistyczne urządzenia, a w jednym przypadku konieczne było siłowe otwarcie lokalu. Nie udało się jednak wtedy znaleźć wyraźnego źródła ognia. Zadymienie z czasem ustąpiło. Nie było również potrzeby ewakuowania mieszkańców.
Strażacy wrócili następnego ranka
W środę około godz. 7:50 straż pożarna ponownie została wezwana do tego samego budynku. Tym razem chodziło o zgłoszenie dotyczące gorącej ściany w jednym z mieszkań i obawy, że po wcześniejszej interwencji mogło dojść do ponownego pojawienia się ognia.
Na miejsce ponownie skierowano kilka zastępów. Strażacy sprawdzili obiekt i nie stwierdzili wówczas rozwiniętego pożaru.
Jak wyjaśniał Kamil Witoszko, po wcześniejszym zdarzeniu elementy konstrukcyjne mogły pozostawać rozgrzane, a kontakt wody z nagrzanymi materiałami mógł powodować pojawienie się pary, która mogła być odbierana jako dym.
Na tym jednak interwencje się nie zakończyły.
Tym razem akcja była znacznie większa
Podczas kolejnej interwencji strażacy odkryli, że problem znajdował się w trudno dostępnym miejscu. Tliło się w przestrzeni międzystropowej pomiędzy stropem a dachem. Przestrzeń ta ma około 70 centymetrów wysokości i rozciąga się praktycznie na całej powierzchni budynku.
– Okazało się, że to rzeczywiście było problematyczne zdarzenie. Tliło się w przestrzeni międzystropowej, między stropem a dachem. To przestrzeń wysokości siedemdziesięciu centymetrów. Ze względu na to, że jest to przestrzeń na praktycznie całej wielkości bloku, strażacy wchodzili w tę przestrzeń i szukali źródła ognia i dogaszali – relacjonuje rzecznik straży pożarnej.
Ze względu na trudne warunki działania trwały długo. Strażacy musieli sukcesywnie wchodzić do wąskiej przestrzeni, przeszukiwać izolację i odnajdywać kolejne miejsca, w których materiał nadal się tlił.
W trakcie prac rozbiórkowych usunięto około 18 metrów sześciennych materiału izolacyjnego, w tym płyty i wełnę mineralną. Izolację trzeba było rozbierać fragment po fragmencie, sprawdzać i dogaszać podręcznym sprzętem gaśniczym.
Prawie 30 jednostek straży
Skala działań była znacznie większa niż podczas pierwszej interwencji. Jak przekazał nam Kamil Witoszko, na miejscu działało 30 jednostek, przy czym zastępy były sukcesywnie wymieniane, aby strażacy mogli kontynuować pracę w trudnych warunkach.
– Była to akcja, która bardzo długo trwała. Strażacy wchodzili tam na zmianę, żeby móc pracować w wąskiej przestrzeni międzystropowej. Trzeba było kawałek po kawałku przeszukiwać, sprawdzać, rozbierać i gasić podręcznym sprzętem gaśniczym – tłumaczy.
Nie był to typowy pożar z widocznym ogniem. Materiał przede wszystkim się tlił, a temperatura była na tyle niska, że strażacy mieli problem z lokalizowaniem źródła za pomocą kamer termowizyjnych. Nie oznaczało to jednak, że sytuacja była bezpieczna.
– Zagrożenie zawsze jest, bo to jest jednak pożar, tak zwany ukryty pożar. Jakby pozostawić to na kolejne dni, mogłoby się to rozwinąć do dużego pożaru, gdzie mogłoby być zagrożenie dla mieszkań – mówi Witoszko.
Strażacy zwracali również uwagę na możliwość pojawienia się tlenku węgla. W jednym lub dwóch mieszkaniach odnotowano nagrzane ściany i sufity.
Czy przyczyną były prace dekarskie?
To pytanie pojawiało się już przy pierwszej interwencji. Mieszkańcy wskazywali na wcześniejsze prace prowadzone na dachu budynku. Strażacy podczas pierwszej akcji brali pod uwagę możliwość, że mogło dojść do zaprószenia ognia właśnie w związku z tymi pracami.
Na tym etapie nie ma jednak potwierdzenia takiego związku.
– Nie jesteśmy w stanie tego potwierdzić, czy na pewno przyczyną były prace związane z naprawą dachu – zaznacza rzecznik straży pożarnej.
Próbowaliśmy skontaktować się ze spółdzielnią
Chcieliśmy również uzyskać informacje od administracji budynku dotyczące zarówno prowadzonych prac, jak i samego zdarzenia. Od wczoraj kilkukrotnie podejmowaliśmy próby kontaktu z kierownikiem osiedla Tysiąclecia. Początkowo otrzymaliśmy informację, że kierownik jest w terenie. Następnie zostaliśmy przekierowani do rzeczniczki prasowej.
Jak się później okazało, rzeczniczka przebywa obecnie na urlopie. Dziś mieliśmy otrzymać kontakt do osoby, która ją zastępuje, jednak mimo kolejnych prób nie udało nam się uzyskać odpowiedzi.
Na ten moment nie udało się więc potwierdzić ze strony administracji, czy prowadzone na dachu prace mogły mieć związek z pojawieniem się ognia i późniejszym tleniem się izolacji.
Strażacy zakończyli swoje działania po dokładnym przeszukaniu przestrzeni pod dachem i dogaszeniu tlących się materiałów.





