Mecz o Superpuchar Polski to starcie inaugurujące start sezonu piłki klubowej. Spotkanie mistrza ze zdobywcą pucharu zawsze zapowiada się interesująco. W tym roku przy Bułgarskiej Lech podjął zespół Górnika Zabrze. Kibice z Poznania wyczekiwali, jak zaprezentuje się drużyna, a w szczególności nowe nabytki. W końcu niedługo eliminacje do Ligi Mistrzów. Jak się okazało drużyna faktycznie jest mocna. Pierwsze trofeum stało się faktem. Superpuchar Polski pada łupem Kolejorza!
Pierwsza połowa
Lech od początku narzucał swoje warunki. Niestety dla Kolejorza pierwsza bramka padła łupem Zabrzan. Po słabo wykonanym przez Michała Gurgula rzucie rożnym Pablo Rodriguez popełnił błąd. Górnik wykorzystał przestrzeń, szybka akcja zakończyła się golem Maksyma Chłania. Wyrównanie jednak wydawało się kwestią czasu i rzeczywiście tak było. Po niespełna piętnastu minutach Patrik Walemark po rajdzie prawą flanką dograł piłkę w środek pola karnego. Dobrze odnalazł się tam Antoni Kozubal i wykończył akcję. Reszta pierwszej odsłony spotkania była zdecydowanie bardziej wyrównana. Nie padła już żadna bramka i gracze zeszli na przerwę przy wyniku jeden do jednego.
Druga połowa
Już trzy minuty po gwizdku bramkę zdobył kapitan. Mikael Ishak po dobrym podaniu Kozubala, znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Szwed nie zwykł mylić się w takich sytuacjach i spokojnym, pewnym wykończeniem wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. Mecz zaczął układać się idealnie pod drużynę z Poznania. Ataki wprawdzie przeprowadzała drużyna Zabrzan, jednak nie byli w stanie zdobyć bramki. Na uznanie zasługuje postawa zdobywcy ich jedynego gola Maksyma Chłania, który był niesamowicie aktywny i sprawiał realne problemy obrońcom Lecha.



fot. wPoznaniu.pl
Trener Niels Frederiksen, zaczął wykonywać zmiany. Następna bramka to właśnie efekt dobrej postawy zmiennika. Agnero oddał mocny strzał i mimo, że został on obroniony, to był na tyle mocny, że piłka po interwencji wpadła pod nogi Pablo Rodrigueza, który z bliskiej odległości dobił piłkę do bramki. Po tym golu Lech spokojnie kontrolował mecz. Boisko opuścili kolejni podstawowi piłkarze. W doliczonym czasie padła jeszcze jedna bramka. Po wspaniałej akcji Agnero umieścił piłkę w siatce. Bramka została jednak anulowana ze względu na spalonego. Właśnie w taki sposób Lech rozpoczął ten sezon. Z przytupem, z trofeum i z wiarą w kolejne zwycięstwa. Trzy do jednego po pełnej kontroli gry to odpowiednik nokautu, którego świadkami mogli być kibice przy Bułgarskiej.




















