Wywiad

„Dzieciaki z gitarami znów mają głos”. Jaki dziś jest Jarocin Festiwal?

To już 45. edycja tego wydarzenia. W 1970 r. w Jarocinie po raz pierwszy odbył się festiwal, który do dziś przyciąga fanów muzyki rockowej z całego kraju. Od 16 do 19 lipca na dwóch scenach usłyszymy niemal 50 artystów. O tym, czego możemy spodziewać się podczas tegorocznej edycji rozmawiam z Michałem Wiraszko, dyrektorem artystycznym Jarocin Festiwalu.

Marta Maj: Festiwal w Jarocinie był przed laty sposobem na wyrażenie swojego buntu, wyznacznikiem wolności. A jak jest dziś?

Michał Wiraszko: Jarocin zawsze był wyrazem kontrkultury, odmienności, nowatorstwa, a czasem po prostu młodości. Był świętem muzyki. Trzeba jednak dodać, że przez te wszystkie lata był też swego rodzaju papierkiem lakmusowym na rzeczywistość. Padały tam istotne deklaracje, działy się ważne wydarzenia, rodziły się nowe zjawiska. Odwołując się do najbardziej żywotnego okresu Jarocina, czyli lat 80-tych, myślę, że obecna sytuacja na świecie jest dość porównywalna. Zimna wojna, może inaczej nazywana, wisi w powietrzu, a młodzi ludzie znów zaczynają śpiewać o tym, co ich boli, o tym, czego się boją, czego im brakuje. Jarocin ponownie staje się dla nich swoistą trybuną i „Hyde Parkiem”. Widać to chociażby po liczbie zgłoszeń debiutantów, która rośnie z roku na rok. W tej edycji jest ich wyjątkowo dużo, dobiliśmy prawie 500 zgłoszeń. Z punktu artystycznego to cieszy, ale socjologicznie pokazuje, że dzieciaki z gitarami znów mają głos.

M.M.: Jacy są dzisiejsi uczestnicy Jarocin Festiwalu? Zarówno ci na scenie, jak i na widowni?

M.W.: Na pewno są wyjątkowi i mówię to bez kozery, bo nie ma drugiego takiego festiwalu, z taką widownią i takim dziedzictwem, który w dodatku odbywa się od 56 lat, choć z 11-letnią przerwą. Większość osób kojarzy go z latami 80-tymi, ale jego pierwsza edycja odbyła się już dekadę wcześniej, w 1970 r. i wykreowała kilka gwiazd z Wielkopolski, w tym Hannę Banaszak, którą mało kto kojarzy z Jarocinem. Zmierzam do tego, że w związku z tak bogatą historią festiwalu dziś przyjeżdżają na niego całe rodziny, nieraz i czteropokoleniowe. Podobnie jest na scenie. Z jednej strony kieruję się dewizą, żeby patrzeć do przodu i brać to, co najświeższe i najciekawsze, ale z drugiej strony warto pamiętać o przeszłości Jarocina, krzewić jego kulturę i budować umowny pomnik.

M.M.: Tegoroczny Jarocin będzie miejscem i dla nowych, wschodzących gwiazd, ale i dla tych, którzy tę wspomnianą kulturę krzewią już od dłuższego czasu. Kogo zobaczymy na scenie?

M.W.: W piątek usłyszymy pożegnalny koncert Lecha Janerki, który kończy karierę, wedle domeny, że „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym”. On z pewnością schodzi niepokonany, jest wielkim mistrzem całego pokolenia słuchaczy i artystów. Tym koncertem pożegna się z Jarocinem. Również w piątek odbędzie się koncert na 45-lecie Dezertera. Ten zespół to legenda sama w sobie, a w Jarocinie szczególnie ma miejsce poczesne, bo stamtąd się wywodzi. Na sobotę zaplanowano kolejne wyjątkowe wydarzenia. Pierwszy od 31 lat koncert zespołu Houk, który reaktywuje się specjalnie na nasz festiwal. Oprócz tego odbędą się koncerty zespołów Acid Drinkers i Happysad. Obie te grupy są związane z Jarocinem od dawna – Acid Drinkers od 40 lat, Happysad od 25. Niedziela będzie najbogatszym koncertowo dniem. Na scenie usłyszymy Krzysztofa Zalewskiego, Kasię Lins czy Mery Spolsky z muzyką Kontroli W./Kosmetyki Mrs. Pinki. Natomiast najważniejszym, finałowym wydarzeniem, które zwieńczy festiwal, ale pojawi się także w tym roku na Męskim Graniu, będzie koncert „Moja krew, Twoja krew”, oparty o soundtrack filmu dokumentalnego z roku 1986 o tym samym tytule, w którym wystąpiła cała plejada znakomitości. Ci artyści do dzisiaj koncertują i wykonają na scenie te same utwory, tylko 40 lat później. Oczywiście nie będzie Grzegorza Ciechowskiego ani Kory, z wiadomych przyczyn, ale będzie Wojciech Waglewski, Robert Gawliński, Tomek Lipiński, a nawet sama Republika, jako trio. To dla Jarocina zespół-pomnik, ale myślę, że i dla całej polskiej kultury.

M.M.: Brzmi zachęcająco. Ale czy poza wyjątkowymi artystami istnieje coś, co będzie wyróżnikiem tegorocznej edycji festiwalu?

M.W.: Bardzo ważnym aspektem będzie w tym roku pierwsza w historii Jarocina konferencja branżowa, skierowana do debiutantów. Jej zorganizowanie miałem w planach już od kilku lat, idąc tropem festiwali showcase’owych, jak Spring Break czy NEXTFEST. Wprowadzamy więc część konferencyjną na wydarzeniu, które wychowało całe rzesze debiutantów, jak np. Kasia Nosowska, Muniek Staszczyk czy Paweł Kukiz, kończąc na młodych artystach jak Dawid Podsiadło. Ma zatem sporo do powiedzenia w temacie kreowania branży i wspierania debiutantów. Zaplanowaliśmy łącznie 12 paneli, warsztatów i spotkań autorskich, które odbędą się w godzinach południowych, zanim na głównych scenach rozpoczną się koncerty. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do Kamienicy Kultury na jarocińskim rynku, do Spichlerza Polskiego Rocka i do kina Echo.

M.M.: Trwają ostatnie przygotowania do tegorocznej edycji, ale pozwolę sobie podpytać, czy kłębią się już jakieś pomysły na przyszłoroczny Jarocin?

M.W.: Oczywiście! Nie mogę zdradzić za wiele, ale zapewniam, że koncert każdego artysty gdziekolwiek w Polsce, a koncert tego samego artysty na scenie festiwalu w Jarocinie to dwa różne światy. I tego nie da się wytłumaczyć słowami, to trzeba przeżyć, dlatego warto tu być. Serdecznie zapraszam!

M.M.: Dziękuję za rozmowę.

Czytaj także: Jarocin Festiwal coraz bliżej. Znamy podział scen i dni

Marta Maj
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl