Poznańscy żużlowcy po emocjonującym spotkaniu pokonali Moonfin Malesę Ostrów Wielkopolski 47:43. O losach zwycięstwa Skorpionów zdecydowały ostatnie wyścigi, a liderem gospodarzy był Bartosz Smektała, który zdobył 13 punktów.
Kibice zgromadzeni na Golęcinie obejrzeli widowisko pełne zwrotów akcji. Hunters PSŻ Poznań pokonał Moonfin Malesę Ostrów Wielkopolski 47:43, choć losy spotkania ważyły się do ostatniego biegu. Początek meczu był bardzo wyrównany. Po czterech wyścigach gospodarze prowadzili 14:10, jednak goście szybko odrobili straty. Po piątym biegu na tablicy wyników widniał remis 15:15, a ostrowianie pokazali, że nie zamierzają łatwo oddać punktów.
Kluczowym momentem zawodów okazał się siódmy wyścig. Para Bartosz Smektała – Dimitri Berge przywiozła podwójne zwycięstwo 5:1, pozwalając poznanianom ponownie odskoczyć rywalom. Goście odpowiadali jednak skuteczną jazdą Jakuba Krawczyka i Frederika Jakobsena, dzięki czemu wynik przez długi czas pozostawał sprawą otwartą.
Nie zabrakło również groźnych zdarzeń. Już w trzecim biegu upadek zanotował Kacper Pludra. Zawodnik PSŻ-u nie był zdolny do dalszej jazdy i został przewieziony na badania do szpitala z podejrzeniem złamania nogi. Duże emocje wywołał także trzynasty wyścig, przerwany po niebezpiecznie wyglądającym karambolu z udziałem Ryana Douglasa, Gleba Czugunowa i Bartosza Smektały. Na szczęście uczestnicy zdarzenia opuścili tor o własnych siłach.
Przed biegami nominowanymi gospodarze prowadzili 40:38. W czternastej gonitwie Ryan Douglas dołożył ważne trzy punkty, a przewaga wzrosła do czterech oczek. W ostatnim biegu Frederik Jakobsen wygrał start, ale remis 3:3 wystarczył poznanianom do końcowego triumfu 47:43. Najwięcej punktów dla Hunters PSŻ zdobył Bartosz Smektała – 13. Ważne role odegrali także Ryan Douglas, Dimitri Berge i Jonas Seifert-Salk, którzy poprowadzili gospodarzy do cennego zwycięstwa.
– Mieliśmy świadomość, że to będzie ciężki mecz. Widać, jak dużo znaczy w tym sezonie też Kacper Pludra, którego zabrakło a dotychczas przywoził bardzo dużo punktów. Także trzymamy kciuki, żeby jak najszybciej do nas wrócił, żeby wszystko się skończyło dobrze. Na ten moment jest podejrzenie urazu prawej stopy. – mówił po meczu menadżer zespołu Jacek Kannenberg.












fot. M. Melanowicz / wpoznaniu.pl



