W przydomowym ogrodzie ma prawdziwe dzieła sztuki. Gromadził je latami

Większość ma ponad 200 lat. Niektóre są zniszczone, inne zachowały się w dobrym stanie. Zabytkowe pompy, które kolekcjonuje pan Paweł, zdobią jego ogród na poznańskim Morasku. Dawniej były elementem infrastruktury, dziś przede wszystkim cieszą oko właściciela, ale i mieszańców, którzy chętnie odwiedzają to miejsce.

Niezwykła pasja prosto z gór

Pan Paweł pochodzi z gór z Czchowa. W Poznaniu zamieszkał wiele lat temu po tym, jak poznał tu swoją żonę. Przez wiele lat, jeżdżąc w rodzinne strony, gromadził zabytkowe pompy. Pytany skąd ta pasja, mówi, że nie zna odpowiedzi. Zaczęło się od jednej, kilkadziesiąt lat temu.

– Jak kupiliśmy z żoną ziemię, to jedna pompa tu była. To jest atrybut wiejskiego domu i ogrodu. I tak się zaczęło – opowiada pan Paweł

Obecnie w swoich zbiorach ma ponad 350 pomp. Tyle udało się naliczyć dwa lata temu. Od tamtej pory kilka zostało sprzedanych, inne przyjechały z daleka.

Wśród nich są prawdziwe perełki. Większość pochodzi z 1800 roku. Pompy są sygnowane, są na nich nazwy miejscowości – najczęściej w języku niemieckim i nazwisko odlewnika.

– Wygląd i historia danej pompy nie mają znaczenia. To zaczęło się od jednej, później dwóch, trzech. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Trudno to nazwać, nie wiem czy to choroba, tyle lat już w tym jestem – żartuje pan Paweł – Zagospodarowałem ogród, więc pompy są wystawione. Posegregowałem je, są ułożone od najmniejszej do największej – dodaje.

Pompy z Europy

Większość pomp pochodzi z Polski. Ale są i czechosłowackie, węgierskie, słowackie, austriackie czy niemieckie. Pasjonat pozyskuje je z różnych miejsc. Źródłem jest przede wszystkim internet, jednak zdarza się, że takie rzeczy znajdują się również na złomach.

– W Polsce jest trzech głównych handlarzy, którzy się tym zajmują. Od kilkudziesięciu lat mnie znają i czasem tu przyjeżdżają. Wymieniamy się zdjęciami i rezerwuje niektóre pompy. Ludzie to sprzedają, ale trudno coś upolować. Są handlarze, którzy się tym zajmują i z tego żyją – mówi właściciel pomp.

Z pozyskiwaniem zabytkowych pomp wiąże się wiele wspomnień i historii. Wśród nich są i takie, które dziś są zabawne, ale w czasie kiedy się działy, przysparzały mnóstwo stresu.

– Czasami zdarza się, że jadę 200 km po daną pompę. Zdarzały mi się sytuacje, że dojeżdżałem na miejsce i okazywało się, że to jest ta miejscowość, ale dwieście kilometrów na południe. Teraz to są śmieszne sytuacje, ale wtedy… trzeba było nadrabiać dużo kilometrów, bo przecież ludzie czekali – opowiada.

Pan Paweł zbiera pompy od kilkudziesięciu lat/Fot. M. Melanowicz

Samozwańcze muzeum

Przez kilkadziesiąt lat udało się zgromadzić kilkaset pomp. Jak mówi właściciel, udało mu się stworzyć samozwańcze muzeum, którego zbiory stale rosną. Zdarza się, że mieszkańcy przyjeżdżają je oglądać.

-Zawsze się tłumaczyłem, że nie mam nałogów, dlatego inwestowałem w to. Ludzie przychodzą i pytają. Czasami jak mam czas to im opowiadam, pokazuję co jest w zbiorach – mówi pan Paweł.

Właściciel zabytkowych pomp, mimo prób, nie powiedział jeszcze ostatniego zdania.

-Jest trochę tego. Zarzekam się, że już wystarczy, że dosyć, ale to jest silniejsze ode mnie. Staram się. Podwójne egzemplarze sprzedaje, a pieniądze z tego idą na nowe pompy. Mimo że teren jeszcze jest, nie rozbudowuje już tego miejsca. Już pora powiedzieć dość. Może jeszcze pojedyncze sztuki, zobaczymy…

W zbiorach pana Pawła jest ponad 350 pomp/Fot. M. Melanowicz

Czytaj także: Do zobaczenia oryginał „Dziadów” Mickiewicza. Biblioteka Kórnicka świętuje urodziny

Aleksandra Wróblewska
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl