We wtorek o godz. 9.30 na poznańskiej Ławicy wylądował samolot, którzy przywiózł turystów z wycieczki do Wietnamu. Przez wojnę na Bliskim Wschodzie samolot został uziemiony w Dubaju na trzy dni. Na jego pokładzie był Rafał Czaja.
Dziennikarze korzystając z okazji, zapytali go na lotnisku o to, jak ocenia reakcję biura podróży i linii lotniczej, które organizowały wypoczynek w Wietnamie na nietypową sytuację.
– Wydaje mi się, że biuro i linia robiły to, co ich w ich mocy. Ministerstwo tak samo. Na tyle i na ile można było coś zrobić, to było zrobione – wyjaśniał Rafał Czaja, prezydent Wielkopolskiej Izby Turystycznej oraz właściciel Biura Podróży Wilda–Travel.
Podsumował także to, jak Emiratczycy radzą sobie z nietypową sytuacją.
– Pierwsza doba była dość specyficzna, bo nie wiedzieliśmy do którego hotelu pojedziemy i jak to będzie. Około 14 godzin spędziliśmy na lotnisku. Natomiast były też komunikaty, że hotelarze nie mają prawa i nie mogą wyrzucać ludzi. Jeśli utknąć, to właśnie w takim kraju, bo tam były zupełnie inne standardy i procedury – wyjaśniał Czaja. Zaznaczył jednak, że branża turystyczna przez bliskowschodni konflikt może mieć poważne kłopoty.
– Zarówno Dubaj jak i Doha, to ogromne huby przesiadkowe na całą Azję i na całą Afrykę praktycznie. Wyobraźmy sobie, że że Dubaj w sezonie przyjmuje 2 tys. lotów dziennie i to tylko jedno główne lotnisko, a tych lotnisk jest kilka. To ogromne straty dla branży, no i ogromna ilość pracy, która będzie wykonana, żeby chociażby tą sytuację ratować w tej chwili – przestrzega Czaja. Zwraca też uwagę, że branża będzie musiała odbudować zaufanie wśród turystów, by ci ponownie chcieli podróżować w tej rejon świata.




