Wywiad

Bosacki: Nie ma konfliktu – jest rywalizacja. I to jest dobre

Marcin Bosacki, poseł, a zarazem wiceminister spraw zagranicznych zadeklarował, że chce rządzić partią w Wielkopolsce. Jego kontrkandydatem jest inny poseł Jarosław Urbaniak. Wybory na lokalnych szefów Koalicji Obywatelskiej odbędą się 8 marca. Czy kampania wyborcza to tylko kampania, czy może otwarty konflikt dwóch frakcji w KO?

Artur Adamczak: Rozmowę przeprowadzamy na niecały miesiąc przed wyborami wewnętrznymi w Koalicji Obywatelskiej. Patrząc na to, co dzieje się na poznańskiej scenie politycznej, można odnieść wrażenie, że w regionalnej KO trwa konflikt. Czy rzeczywiście tak jest?

Marcin Bosacki: Nie ma konfliktu – jest rywalizacja. I to jest dobre. Zbyt często w partiach politycznych, także niestety w naszej, która się rozszerzyła i przekształciła w Koalicję Obywatelską, takich wewnętrznych rywalizacji i wyborów po prostu nie było. Tym razem będą. Ja na pewno się nie wycofam, nie wiem, czy zrobi to mój kontrkandydat, ale uważam, że dobrze jest, gdy są dwa programy, dwie wizje i dwa zespoły, które ze sobą rywalizują.

Tego, czego należy unikać – a niestety druga strona już tego nie unika – to sytuacji, w której po wyborach nie da się „posklejać” jednego środowiska. Papierkiem lakmusowym przekraczania granic rywalizacji jest używanie nieprawdy, a wręcz kłamstw. Niestety już po moim pierwszym dużym spotkaniu w ubiegły piątek (chodzi o spotkanie, jakie odbyło się 6 lutego w Poznaniu – przyp. red.) jedna z osób bardzo bliskich kontrkandydatowi, burmistrz Chodzieży Jacek Gursz, zaatakował mnie na Facebooku nieprawdziwymi zarzutami. Takich rzeczy trzeba unikać.

Ja bardzo pilnuję swoich zwolenników i apeluję, by tego nie robić. Po tych wyborach półpauza niezależnie od tego, kto je wygra – musimy stworzyć jedną zwartą drużynę, żeby wygrać wybory w 2027 roku. Te wybory wewnętrzne są właśnie o tym: by w skali kraju, regionów – w tym Wielkopolski – oraz w strukturach lokalnych wybrać osoby, które zagwarantują najlepszy wynik wyborczy w 2027 roku.

A.A.: Panie ministrze, wydaje mi się, że głosów na szefa regionu będzie pan musiał szukać głównie poza Poznaniem, w powiatach. W samej stolicy Wielkopolski sytuacja wygląda na przesądzoną – szef miejskich struktur KO Bartosz Zawieja popiera pana kontrkandydata, posła Jarosława Urbaniaka, a za Zawieją stoi większość poznańskich działaczy.

M.B.: Uważam, że zdobędę większość głosów także w Poznaniu. Jestem Poznaniakiem, osobą rozpoznawalną, a nie – jak mój kontrkandydat – byłym prezydentem Ostrowa Wielkopolskiego sprzed wielu lat. Myślę, że poseł Zawieja będzie miał niełatwą przeprawę w wyborach na szefa struktur miejskich, czyli powiatowych, z posłanką Katarzyną Kierzek-Koperską, która właśnie ogłosiła start.

Powiem szczerze – dla mnie to jest momentami wręcz zabawne, gdy jeden poseł „zabija” politycznie drugiego kolegę, forsując uchwały, że wszyscy mają głosować na jednego wskazanego kandydata. Po takich uchwałach odebrałem kilkanaście telefonów od osób, które mówiły wprost, że to niepoważne. Owszem, formalnie nie zgłaszały sprzeciwu, bo głosowanie odbywało się na zasadzie „czy ktoś jest przeciw”, ale później dzwoniły do mnie i deklarowały poparcie.

Nie możemy zamieniać demokratycznej partii, walczącej o demokratyczne i parlamentarne wartości, w organizację, w której koła ogłaszają, kto i jak ma głosować. Szefom kół i struktur wydaje się czasem, że dysponują „pakietami głosów” i mogą się dogadywać ponad członkami. Tak nie jest. Szefów struktur miejskich i wojewódzkich wybierają członkowie i członkinie partii. To formacja ludzi wolnych. Wierzę, że wybiorą mnie.

A.A.: Pytałem o konflikt w Koalicji także przez pryzmat wydarzeń w Poznaniu. Stanowisko stracił zastępca prezydenta Mariusz Wiśniewski, który mówi wprost o konflikcie z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem. Wiśniewski jest chyba „politycznym przyjacielem” posła Zawiei, a ten popiera pana kontrkandydata. Gdzie w tej układance jest Marcin Bosacki?

M.B.: Wszyscy są moimi kolegami, a w większości także przyjaciółmi politycznymi. W życiu przez wiele godzin rozmawiałem zarówno z Jackiem Jaśkowiakiem, jak i z byłym już wiceprezydentem Mariuszem Wiśniewskim. Na pewno będę chciał łagodzić i rozwiązać ten konflikt, podobnie jak inne – mniej spektakularne, ale równie głębokie – spory w ramach Koalicji Obywatelskiej. Będę starał się je łagodzić, rozwiązywać i przekonywać obie strony, także w tym poznańskim sporze, do ograniczenia emocji.

Zapoznałem się z tzw. białą księgą przygotowaną przez Mariusza Wiśniewskiego. Czekam też na raport, który był podstawą jego odwołania przez prezydenta Jaśkowiaka – z powodu braku nadzoru. Podkreślam: chodzi o zarządcze zarzuty, bo osobiście nie mam żadnych wątpliwości co do uczciwości Mariusza Wiśniewskiego. Podległy mu wydział mógł dopuścić się bardzo złych działań, włącznie z wymuszaniem łapówek na inwestorach, ale to wymaga rzetelnego wyjaśnienia.

Apeluję, po pierwsze, o ograniczenie publicznych oskarżeń po obu stronach. Po drugie – respektuję prawo prezydenta do doboru współpracowników. Jednocześnie uważam, że następca na stanowisku wiceprezydenta Poznania powinien być uzgodniony z nowymi władzami naszej partii.

A.A.: Gdyby został pan szefem regionu, to po części będzie pan miał wpływ na akceptację kandydata na prezydenta Poznania. Ma pan już w głowie konkretne nazwiska?

M.B.: Nie. Uważam, że to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Przed nami jeszcze ponad trzy lata obecnych władz miasta. Kiedy mówię o ograniczaniu emocji, mam też na myśli głęboko szkodliwe próby – niestety wspierane przez niektórych lokalnych działaczy KO – zmierzające do odwołania prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Takie działania, jak w Krakowie inspirowane przez PiS, są destrukcyjne. Mam nadzieję, że w Poznaniu do nich nie dojdzie.

Potrafię sobie wyobrazić kilkanaście scenariuszy personalnych, ale wszystko zależy od bardzo wielu czynników, w tym od wyniku wyborów parlamentarnych w 2027 roku. To jest dziś absolutnie kluczowy cel – utrzymanie władzy w skali kraju. Dopiero potem, w 2028 roku, będzie czas na wybór nowego kandydata lub kandydatki na prezydenta miasta, bo wcale nie jest powiedziane, że musi to być mężczyzna.

Struktury regionalne mają prawo rekomendacji, ale ostatecznie decyzję podejmuje przewodniczący i zarząd krajowy. Mówimy o stanowisku prezydenta jednego z największych miast w Polsce. Dlatego osoby, które już dziś deklarują chęć kandydowania za trzy lata, zachowują się – mówiąc delikatnie – niepoważnie i kierują się emocjami.

Podziały w Koalicji Obywatelskiej w Wielkopolsce są dziś, moim zdaniem, przesadzone. Wynikają ze świeżych emocji i kampanii wewnętrznej. W rzeczywistości są znacznie mniejsze niż może się wydawać z medialnych relacji. Tak, w przyszłości trzeba będzie się dogadać i podzielić wpływy, ale powtarzam: dzielenie skóry na niedźwiedziu to zły pomysł.

Koalicja Obywatelska w ostatnich latach wygrywała w Poznaniu i regionie wszystko, co było do wygrania, ale nic nie jest dane raz na zawsze. Musimy myśleć o problemach Poznaniaków, mieszkańców powiatu poznańskiego i Wielkopolan, a nie wyłącznie o sobie. Teraz jest moment wyborów wewnętrznych, więc skupiamy się na sobie, ale ostatecznie wygra ten, kto przedstawi lepszą ofertę dla wyborców – nie ten, kto mocniej okopie się w partyjnych strukturach.

czytaj także: Posłanka z Wielkopolski odchodzi z Polski 2050. ,,Powód jest jeden – nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz”

Artur Adamczak
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl