Po pełnych emocji ponad stu minutach gry, Lech poznań zwycięża w Szczecinie. Są to bardzo istotne trzy punkty i kolejny krok w stronę mistrzostwa Polski. Nie obyło się bez stresu i nerwowej końcówki, jednak po ostatnim gwizdku nadszedł wybuch radości zawodników, sztabu i kibiców na stadionie. Walcząca u utrzymanie Pogoń jest trudnym przeciwnikiem, a mimo to udało się odnieść zwycięstwo i powiększyć przewagę w tabeli ligowej. Pogoń 1:2 Lech.
Pierwsza połowa
Przebieg pierwszej odsłony spotkania pokazywał jak silny jest Lech i jak niemrawo wygląda w tym sezonie Pogoń. Kolejorz atakował i oddawał strzały, a drużyna ze Szczecina nie miała wiele do zaoferowania.
Przede wszystkim dobrze wyglądała linia obrony. Większość zawodników odpowiedzialnych za fazę defensywną grała na wysokim poziomie. Zaczynając od bramkarza. Bułgar Plamen Andreev, wystawiony w miejsce kontuzjowanego Mrozka, nie miał wprawdzie okazji do obrony strzałów jednak kilkukrotnie dobrze interweniował na przedpolu i w odpowiednich momentach wychodził przecinać podania. Wśród ustawionej z tyłu czwórki prym wiódł Michał Gurgul, który zarówno z tyłu jak i przodu pokazywał wysoki poziom. Para środkowych obrońców pewnie utrzymywała piłkę, a Joel Pereira prezentował klasyczny dla siebie dobry występ. Ze strony Pogoni dobrze grał Cojocaru, rumuński bramkarz popełnił jednak błąd przy straconej bramce.
Linia pomocy to była prawdziwa przepaść. Pogoń na wszystkie sposoby próbowała ominąć środkowe sektory boiska. Schemat gry przebiegał w obronie, która długim podaniem poszukiwała napastników. Lech z kolei rozgrywał we wszystkich sektorach. Ali Golizadeh i Luis Palma dawali rozwiązania na bokach, Pablo Rodriguez mimo przeciętnego występu nie popełniał błędów i przede wszystkim dobrze grał Kozubal. Polski pomocnik nie dość, że napędzał ataki to mądrze utrzymywał piłkę w posiadaniu, na dodatek przy odrobinie szczęścia, po rykoszecie, zdobył bramkę na zero do jednego.
W ataku z pary Lecha lepszym wydawał się Patrik Walemark. Ishak dosyć niemrawy z trzema przegranymi pojedynkami z bramkarzem przeciwników. Najgroźniejszą sytuację zawodnicy Pogoni wypracowali chwilę po bramce kolejorza, co biorąc pod uwagę poprzedni mecz, na pewno wprowadziło niepokój w serca kibiców.
Druga połowa
W drugiej połowie Pogoń wyszła z wyraźną chęcią odrobienia jednobramkowej straty. Jednak to wszystko było korzystne dla Lecha. Drużyna Frederiksena lubi przeprowadzać kontrataki i „punktować” przeciwników. Tak też to wyglądało. Po szybkim wypadzie z kontrą Luis Palma dopisał sobie kolejną bramkę, a Ali Golizadeh asystę. Udało się powiększyć przewagę na 0:2 i wydawało się, że nic nie może się już w tym meczu wydarzyć. Drużyna cofnęła się do obrony.
Mecz trochę zwolnił. Co jakiś czas szybkie ataki wyprowadzał Lech, ale zawodnicy frustrowali niefrasobliwością. Złe decyzje w ostatniej tercji, niecelne podania, niewybaczalnie słabe strzały. Dalej to Lech stwarzał okazje, ale ponoć te niewykorzystane lubią się mścić. Tak też było w tym meczu. Kontaktowe trafienie Mukairu wprowadziło niepokój w szeregi Kolejorza i ostatnie dziesięć minut plus czas doliczony zapowiadało się na nerwówkę.
Częstym obrazkiem były wybicia piłki i utrzymywanie się przy niej w okolicach chorągiewki w rogu boiska na połowie Pogoni. W tym aspekcie tytaniczną pracę wykonał Agnero wprowadzony w miejsce Ishaka. Słabe strzały Ismaheela wprowadzonego w miejsce Aliego Golizadeha i indywidualne rajdy Hakansa, który zastąpił Walemarka. Ogólnie zmiany raczej przeciętne, bo Ouma i Jagiełło też nie prezentowali się dobrze. Sprawiało to, że zapowiadało się na powtórkę z rozrywki i wypuszczenie zwycięstwa z rąk w samej końcówce meczu.
W okolicach 90. minuty na murawę padł Plamen Andreev, którego ze względu na wykorzystany limit zmian nie można było zastąpić. W jednej z ostatnich akcji meczu kontuzjowany bramkarz obronił drugi strzał celny na swoją bramkę w tej połowie, po czym padł na boisko z bólem. Tak urodziło się to zwycięstwo.
Podsumowanie
Zwycięstwo zostało dowiezione jednak końcówka, która na własne życzenie została tak skomplikowana to nie powód do chluby. Mówi się, że mistrzowie umieją wygrywać takie mecze. Trzeba mieć nadzieję, że to oznaka tej mistrzowskiej mentalności, a nie rozluźnienia i pokpienia sprawy. Następny przystanek Legia Warszawa przy bułgarskiej. Mecz z wielkim rywalem o wielką stawkę.





