Poznańskie Jeżyce są jedną z najbardziej charakterystycznych dzielnic miasta. To właśnie tu znajduje się zagłębie ciekawych miejsc i ludzi. Między kamienicami ukryta jest pracownia, w której z drewna powstają prawdziwe dzieła sztuki. A właściwie to, co te dzieła otula – ramy do obrazów. Galeria w ramkach to miejsce z tradycją, które w Poznaniu istnieje od lat 80. Obecnie łączy tradycje z technologią. I coraz bardziej otwiera się na nowoczesność.
Z ojca na syna
Pracownia Galeria w ramkach powstała w latach 80. Historia zaczęła się od pana Janusza Królczyka, który łącząc rzemiosło artystyczne z jakością, stworzył pracownię znaną i polecaną w Poznaniu. Firma specjalizuje się w profesjonalnej oprawie obrazów oraz renowacji ram.
Członkowie rodziny Królczyków ma na swoim koncie tysiące wykonanych ram od podstaw i drugie tyle tych odrestaurowanych. W gronie klientów mają wielu artystów, ale i Poznaniaków, którzy doceniają kunszt i dokładność ich pracy.
Z upływem lat przyszła pora na zmiany. Stery w firmie zaczęła przejmować żona – pani Izabela. W wolnych chwilach pomaga również syn.
– Staramy się zarazić tą pasją syna. Nie naciskamy na niego, ale zauważyliśmy, że chętnie przychodzi do pracowni i pomaga. Lubi to robić. I to jest ważne, żeby lubić to co się robi. Mam nadzieję, że syn ucząc się od nas, z czasem to przejmie – mówi Izabela Królczyk.
Deska do deski i stado robaków
Rodzina Królczyków zajmuje się robieniem ram od podstaw oraz odrestaurowywaniem ich. Nowe oprawy powstają z drewna. Składają się z kilku elementów, które trzeba połączyć. Niektóre są ręcznie zdobione. Powstanie takiej ramy trwa około miesiąca. Wpływ na pracę ma wiele czynników, w tym pogoda.
– My pracujemy na specjalnych masach, które nie lubią ani gorąca, ani zimna. I musimy dobrze manewrować przy pracy, żeby pogoda była odpowiednia. A po skończeniu, rama zawsze na chwilę u nas zostaje, żebyśmy mogli sprawdzić, czy na pewno jest gotowa iść dalej do klienta – opowiada Izabela Królczyk.
Jeżeli trafiają ramy od klienta, najpierw trzeba sprawdzić, czy nie są zarobaczone. W takim przypadku pracy jest znacznie więcej, bo drewno trzeba wyczyścić specjalnymi środkami chemicznymi. Te są używane wieczorem.
– Ludzie korzystają z giełdy staroci. Nieświadomie przynoszą do domu jakiś obraz czy ramę i okazuje się, że w środku są robaki. Mieliśmy takiego klienta, który zrobił sobie niesamowitą szkodę. Kupił ramę, powiesił w domu i robaki rozniosły się po całym domu. Drewno jest dla nich pożywką, dlatego one się roznoszą bardzo szybko. One są niewidoczne, a robią ogromne szkody – przestrzega pani Izabela.
Innym problemem może być zbyt wilgotne drewno lub zbyt wysuszone. Wtedy należy je odpowiednio nawilżyć.
– To jak z kremem do twarzy. Gdy mamy suchą cerę, musimy nałożyć krem. Tak samo jest z drewnem. Ten proces jest dłuższy. I czasem trwa nawet do pół roku – dodaje Królczyk.
Praca nad stworzeniem ramy lub jej odrestaurowaniem bywa czasochłonna. Znaczenie ma również to, co ma się w niej znaleźć.
– Jeśli jest to obraz olejny, to wymaga tylko dobrania ramy i oprawienia. Jeśli jest to akwarela, grafika czy plakat, to proponujemy kolor passe-partout (kartonowa ramka umieszczona w oprawie obrazu, zasłaniająca jego brzegi), do tego ramę i szybę. Prostsze jest oprawienie obrazu olejnego, trochę bardziej wymagająca jest akwarela. To, co widzimy, jest tym, co stworzył autor. A olejne obrazy można wielokrotnie przemalowywać – podkreśla pani Izabela.
Jednym z ważniejszych elementów w tej pracy jest precyzja. To ona pozwala dopasować oprawę do dzieła.
– Czasem to są prace krótsze, czasem mamy do naprawienia ramy i to jest proces dłuższy. Jak dostajemy ramę np. XVIII-wieczną i ma ubytki, to jesteśmy w stanie je uzupełnić, ale to trwa. Naszym zadaniem jest wykonać pracę, która pozwoli wrócić do świetności. Są ramy, które mają bardzo dużo ubytków, niektóre mają zdobienia, inne nie. I my wszystko musimy ocenić, żeby móc to naprawić – dodaje Królczyk.
Blaski i cienie rzemiosła
Oprawianie obrazów w ramy jest zajęciem niszowym. W Polsce istnieje coraz mniej firm, które zajmują się tylko tym. Wpływ na to ma szczególnie powszechny dostęp do podobnych produktów w marketach. Jeśli jednak klient stawia na jakość, musi szukać miejsc takich, jak Galeria w ramkach.
Praca jest wieloetapowa. Liczy się doświadczenie i precyzja, ale również komunikacja z klientem, która nie raz bywa skomplikowana.
– Najtrudniejszy jest chyba wybór z klientem. Czasem gdy trafia do nas jakaś praca, od razu widzę, co można zrobić. Ale zanim przekonam do tego nabywcę, mija mnóstwo czasu. Klient nie zawsze musi akceptować moją wizję. Zdarza się, że jego życzenie negatywnie wpłynie na pracę. I sztuką jest znaleźć wspólny język i dojść do porozumienia – mówi pani Izabela.
W pracy zdarzają się również przyjemne momenty.
– Najprzyjemniejszy jest odbiór przez klienta, któremu oczy się zapalają. Miłe słowa, które do nas docierają. Dla nas najważniejsze jest, jeśli klient wraca. Bo to oznacza, że nasza praca jest dobrze zrobiona i doceniana.



fot. M. Melanowicz
Zamówienia, które zostają na dłużej…
Przez lata działalności rodzina Królczyków wykonała wiele ram, które trafiały m.in. do Teatru Nowego, i Teatru Wielkiego, Urzędu Marszałkowskiego czy Wojewódzkiego. Ale wśród nich są i takie, które powędrowały np. do papieża Jana Pawła II.
Jednym z najbardziej wymagających zamówień było to dla osobistego kierowcy króla Szwecji.
– Szwedzi mają w tradycji, że rodzina królewska jest obecna w ich domu. Podobnie jak w Anglii. Trzymają obrazy, zdjęcia, pamiątki z wizerunkami jej członków. Dostaliśmy zadanie, żeby oprawić w bardzo szeroką ramę duże zdjęcie króla Szwecji i do tego musieliśmy wykonać szwedzką koronę królewską. To było wyzwanie, bo musieliśmy ten element tworzyć od początku i zamocować ją – wspomina pani Izabela.
Jednak jak podkreśla prace, które na dłużej zostają w pamięci, zazwyczaj są pamiątkami rodzinnymi, których wartość jest sentymentalna.
– Ja doceniam te prywatne, sentymentalne rzeczy. One mi najbardziej w głowie zostają. Ludzie przychodzą, opowiadają nam historie, często niesamowite. Do takiej pracy czasem się podchodzi podwójnie…
Wiele ram, które powstają na poznańskich Jeżycach znajduje swoje miejsce za granicą.



fot. M. Melanowicz






