„Wszystko zaczęło się z biedy“. Mozaiki z Jeżyc znają na całym świecie

W swojej pracowni spędza całe dnie. Jest wszechstronnie uzdolnionym artystą, który nie boi się ciężkiej pracy. Pierwsze wzory robił jeszcze na studiach. Z czasem jego prace zaczęły pojawiać się w najdalszych zakątkach świata. I tak jest do dziś. O kim mowa? O Piotrze Czaprackim – poznańskim mozaiście, którego znają na całym świecie. 

Pracownia Piotra znajduje się blisko centrum. Miejsce jest bardzo niepozorne, trudno do niego trafić. Ale po przekroczeniu progu można się przenieść w magiczny świat ceramiki i kolorowych wzorów.

Wszystko wzięło się z biedy

Piotr Czapracki urodził się w 1971 roku w Głogowie. Na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu studiował malarstwo sztalugowe i malarstwo w architekturze. Ze sztuką obcował od najmłodszych lat. 

Pomysł na zrobienie pierwszej mozaiki zrodził się w głowie młodego studenta, którego nie było stać na skorzystanie z pomocy fachowców. 

– Mozaiki się pojawiły, bo chciałem sobie zrobić jakąś do domu. W tamtym czasie robiliśmy remont. Wtedy byłem jeszcze biednym studentem i postanowiłem, że zrobię to sam. Oprócz malarstwa sztalugowego, studiowałem również malarstwo w architekturze, dlatego miałem kontakt z takimi rzeczami. Pojechaliśmy do salonu, dali nam tam jakieś odpadki, potłukłem to młotkiem i ułożyliśmy wzór. To była pierwsza mozaika, jaką zrobiłem – wspomina artysta. 

Z czasem stało się to sposobem na życie. 

Od początku samodzielnie

Proces tworzenia mozaiki nie jest łatwy. Zwłaszcza że pracownia Piotra zajmuje się wszystkim. Od samego początku produkt powstaje pod bacznym okiem artysty. 

– Wszystko wykonujemy sami. Najpierw kupujemy plastyczną masę ceramiczną – półporcelanę – którą rozwalcowujemy. Później wycinamy różne kształty i wypalamy. Po tym szkliwimy i raz jeszcze wypalamy. Tak powstaje kolor. Wypalone elementy układamy w formatkach i kleimy na siatce z włókna szklanego albo papierowej, żeby każdy mógł sobie sam zamontować – opisuje Piotr.

Etap szkliwienia jest o tyle ciekawy, że barwniki, które wyglądają bardzo podobnie, dają zupełnie różne kolory. Płytka wkładana do pieca, która ma kolor brązowy, stanie się czarna. To najbardziej zaskakujący etap pracy.

– Ciekawostką jest to, że nasze barwniki wyglądają prawie tak samo. Wyciągając płytki z pieca, osiągamy różne kolory. Jak się robi figuratywne mozaiki, np. takie wycinane, podobne do witraży, to czasami cały panel jest jednobarwny i dopiero po wyciągnięciu z pieca widać tę różnicę – zauważa Piotr. 

Trudno określić, który z etapów pracy jest najtrudniejszy. Zdaniem poznańskiego artysty one są po prostu inne. 

– Każdy z nas w pracowni ma swoją specjalizację. Mamy podział pracy i każdy swoją część musi wykonać. Najciekawsze jest projektowanie. Figuratywne, rzeczy artystyczne… To daje najwięcej satysfakcji. I fajnie jest obejrzeć efekt po montażu – zaznacza.

W pracowni Piotra znajduje się mnóstwo różnych wzorów. Zapytany o to, skąd czerpie inspirację odpowiedział, że wszystko to są rzeczy niezmienne od tysięcy lat. Proces powstawania jest taki, jaki praktykowano już w starożytności. Teraz jest tylko bardziej nowocześnie. 

Cierpliwość i czas

Proces tworzenia mozaiki jest zależny od wzoru i wielkości płytek. Jedne prace powstają w tydzień, nad innymi trzeba siedzieć znacznie dłużej. 

– Są takie prace, w których muszę stworzyć kilka takich samych mozaiek, żeby wybrać elementy, które będą odpowiednie. Czasem zdarza się, że wyjdzie krzywa z pieca, nie dopali się albo pojawi się inny odcień. W trakcie suszenia czasem coś pęknie. To jest taka mrówcza praca. Nie wszystko wychodzi od pierwszego razu – podkreśla Piotr. 

Są i takie projekty, które szczególnie zapadają w pamięć. 

– Najbardziej chyba zapamiętuję te prace figuratywne. Jedną taką zrobiłem, jak mi się syn urodził. Wyobrażałem sobie wtedy, jak on będzie szedł przez życie i ta mozaika nazywa się „Sam przeciwko wszystkim”. W tym przypadku długo myślałem, jak to zrobić, jak to ma wyglądać… – wspomina. 

Mozaika „Sam przeciwko wszystkim”/Fot. M. Melanowicz

Jednak niezależnie czy tworzona dla siebie, czy dla klientów, każda praca twórcza jest dla Piotra ważna i poświęca się jej bez reszty. Efektem są wracający klienci.

– Zdarza się, że ktoś np. przeprowadza się i chce mieć taką samą mozaikę w nowym mieszkaniu albo ludzie przesuwają meble i chcą dorobić jakiś wzór, bo za meblami było pusto. Często klienci dzwonią i opowiadają, że kilka lat temu coś u nas zamawiali i chcą, żeby im coś takiego zrobić – opowiada Piotr. 

Choć zdarzają się projekty, które Piotr powtarza lub kontynuuje, to podkreśla, że druga mozaika nigdy nie będzie dokładnie taka sama. Może być zbliżona, ale w procesie tworzenia zawsze pojawiają się drobne różnice. 

Poznaniak znany na świecie

Piotr jest znanym i cenionym artystą na świecie. Jego prace najczęściej trafiają do Szwecji i Francji. Jednak były i takie mozaiki, które pojechały na innym kontynent. Zapytany o to, gdzie najdalej trafiły, żartuje, że nie wie, które miasto jest dalej – San Diego czy Dżakarta. W San Diego współpracuje z Fundacją Niki de Saint Phalle. Tworzy dla nich elementy mozaiki do parku.

Jak każdy człowiek, Piotr jest czasem zmęczony swoją pracą. Jednak, jak sam podkreśla, lubi to, co robi. 

– Oczywiście mam czasami dosyć, aż wyzywam, ale jak się zastanowię, to lubię to robić. Udało mi się w życiu robić coś, co sprawia mi przyjemność – puentuje poznański mozaista. 

Fot. M. Melanowicz

Czytaj także: 170 prac Lenicy. W Tokio rozpoczęła się wystawa artysty

Aleksandra Wróblewska
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl