„Warto robić coś więcej niż tylko przeżywać swoje życie”. Co trzeba wiedzieć o pieczy zastępczej?

W Poznaniu jest ich jedynie około 400. Każda z nich boryka się z własnymi problemami i ma inne potrzeby. Łączy je to, że dają od siebie co najlepsze – opiekę i miłość. Rodziny zastępcze to bohaterowie bez peleryn, którzy każdego dnia mierzą się z trudami dnia codziennego.

W całym kraju są braki

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2025 r. w pieczy zastępczej przebywało ponad 78 tys. dzieci. W porównaniu do danych z roku poprzedniego, ta liczba wzrosła o tysiąc osób. Większa część dzieci przebywała w pieczy rodzinnej, natomiast w instytucjach opiekuńczo-wychowawczych było to 17,5 tys. osób.

Jeśli chodzi o osoby, które zdecydowały się na opiekę nad dziećmi, które z różnych powodów nie mogą przebywać ze swoimi biologicznymi rodzicami, w poprzednim roku w Polsce funkcjonowało prawie 40 tys. rodzin zastępczych i tysiąc rodzinnych domów dziecka. Na bycie opiekunem zastępczym zdecydowało się prawie 19 tys. małżeństw i 18 tys. osób samotnych. Znaczna część prowadzących rodziny zastępcze była w wieku 51-70 lat.

W Poznaniu na ten moment jest około 400 rodzin zastępczych i to głównie rodziny spokrewnione lub niespokrewnione, czyli najbliższe otoczenie dzieci. Rodzin zawodowych, które mają podpisaną umowę z MOPR, jest obecnie 32. W stolicy Wielkopolski jest około 80 dzieci, które mają wydane postanowienie do umieszczenia ich w pieczy zastępczej.

– Rodzin jest wciąż za mało. Około 250 dzieci jest w placówkach opiekuńczo-wychowawczych. W tej trudnej sytuacji cieszy nas jedynie to, że większość z nich jest w rodzinach zastępczych, a nie placówkach. To jest bardzo ważne, żeby dzieci wychowywały się w jak najbardziej rodzinnym środowisku – pmówi Anna Krakowska, dyrektor MOPR w Poznaniu.

Wciąż zbyt mała liczba osób, które decydują się na bycie rodzicem zastępczym, zdaniem Anny Krakowskiej, wynika z kilku kwestii. To m.in. późne podejmowanie decyzji o rodzicielstwie lub jej brak. Znaczenie ma również zły PR rodzin zastępczych.

– Zawsze będę stawała za tymi rodzinami, bo wiem, jak ogromną pracę wykonują, a to widać po postępach dzieci. One przychodzą z różnych środowisk, z wieloma deficytami. I widać, jak wzrastają w tych rodzinach, wychodzą z trudności i o tym trzeba opowiadać. Ważne jest, żeby o tych rodzinach mówić jak najwięcej i jak najlepiej – podkreśla Anna Krakowska.

Zgodnie z przepisami w rodzinach zastępczych może przebywać maksymalnie troje dzieci, w specjalistycznych placówkach czternaścioro. Jednak rzeczywistość, szczególnie w przypadku rodzin zawodowych, okazuje się zupełnie inna. Limity są przekroczone ze względu na rosnące potrzeby.

– Ostatnia dekada pokazała, że jest coraz trudniej i gorzej w całym kraju. W Polsce jest ponad 2 tys. dzieci jeszcze nieumieszczonych. Na pewno to problem nie tylko lokalny – zaznacza Krakowska.

Do obecnej sytuacji przyczyniła się na pewno pandemia koronawirusa. W tym czasie utrudniona była współpraca z rodzinami, a po – zauważalny stał się wzrost liczby niebieskich kart i postanowień sądu o umieszczaniu dzieci w pieczy. Drugim momentem było wejście w życie tzw. ustawy Kamilkowej.

– Ona ma dobry wydźwięk, w tym sensie, że rośnie świadomość społeczna o tym, że dzieci nie wolno krzywdzić, a każde krzywdzenie należy zgłosić. Efekt jest dobry, bo urosła świadomość i zwracamy uwagę na to, w jaki sposób dzieci są traktowane. Ale to też spowodowało, że wzrosła potrzeba pieczy zastępczej. A za tym nie poszły żadne inne działania, jeśli chodzi o ustawę o rozwoju pieczy zastępczej – mówi Krakowska.

Rzeczywistość rodzin zastępczych

Do pieczy zastępczej trafiają dzieci od urodzenia do osiągnięcia pełnoletności. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie robi wszystko, by jak najszybciej i najbardziej usamodzielnić takie osoby po to, by sprawnie weszły w dorosłość.

– Co do zasady, rodzina zastępcza powinna być na jakiś czas. Ale życie pisze inne scenariusze i są dzieci, które jak już trafią do pieczy zastępczej, zostają tam do pełnoletności albo dłużej. Zdarzają się również przypadki, że dzieci wracają do rodzin biologicznych. To jest to, na czym nam najbardziej zależy. Ale jest to bardzo mały procent – mówi Anna Krakowska z MOPR.

Elementem, nad którym szczególnie pracują specjaliści z rodzinami, to kwestie psychologiczne.

– Rodzina musi wiedzieć, że to może być na chwilę. To ogromnie trudne, bo relacje się budują, więzi się tworzą, więc trudno być zero-jedynkowym w tej sytuacji. Nigdy nie jest tak, że dziecko zostaje wyrywane na siłę z takiej rodziny. We wszystkich przypadkach najważniejsze jest dziecko – zaznacza dyrektor poznańskiego MOPR.

Wszyscy, którzy zdecydowali się na bycie rodzicem zastępczym borykają się z wieloma wyzwaniami. Często to sprawy zupełnie przyziemne, ale zdarzają się i takie, które wymagają wsparcia specjalistów. Pani Małgorzata, która od 14 lat jest rodziną zastępczą, podkreśla, że w pieczy nie ma zdrowych dzieci, bo każde z nich ma deficyty spowodowane różnymi doświadczeniami.

– Nie ma zdrowych dzieci w pieczy, bo to musiałby być jakiś ekstremalny przypadek, że rodzic nie obciążył dziecka swoim zachowaniem czy chorobą. Myślę, że każda rodzina ma swoje trudności. One wynikają w dużej mierze z tego, z czym borykają się dzieci przyjęte do tej rodziny. My mamy trójkę dzieci, które mają orzeczenia o niepełnosprawności. Jedno z nich może okazać się głęboko upośledzone – mówi pani Małgorzata.

Wspólnie z mężem są rodziną zawodową. Mają troje dzieci biologicznych i od kilkunastu lat opiekują się tymi, które z różnych powodów nie mogą przebywać ze swoimi rodzicami. Obecnie zajmują się dziećmi w wieku od 3 do 7 lat.

– My po prostu chcieliśmy mieć dużą rodzinę, żeby było radośniej. Wtedy wyobrażaliśmy sobie to wszystko idealistycznie, bez żadnych problemów. Ja mam takie podejście do życia, że warto robić coś więcej niż tylko żyć z dnia na dzień – opowiada.

Pani Małgorzata zwraca uwagę na to, że społeczeństwo ma nadmierne oczekiwania wobec rodzin zastępczych. Jej zdaniem wymagania są niewspółmierne z tym, co otrzymują.

Poznań stawia na rodziny?

W Poznaniu powstają rodzinne domy, czyli placówki typu rodzinnego, gdzie może przebywać siedmioro dzieci. Organizowane są również różnego rodzaju akcje promocyjne, które nagłaśniają rodzicielstwo zastępcze. Takie rodziny mogą też liczyć na wsparcie finansowe.

– Rodzice sami zdefiniowali nam swoje trudności i to, co by im pomogło w lepszym funkcjonowaniu. Otrzymali wsparcie w postaci szybszej ścieżki do specjalistów przez możliwość korzystania z usług komercyjnej opieki zdrowotnej. Drugim obszarem był rozwój dzieci pod kątem dodatkowych zajęć. Trzecim – samorozwój. Wielu rodziców podjęło studia podyplomowe, kursy specjalistyczne czy szkolenia – zaznacza Anna Krakowska, dyrektor MOPR w Poznaniu.

– Jeszcze fajniej by było, gdyby pieniądze z różnych pakietów można było przekładać, żeby jeszcze bardziej indywidualizować potrzeby – mówi pani Małgorzata, która opiekuje się trojgiem dzieci w ramach rodziny zastępczej.

Wszyscy, niezależnie od formy rodzicielstwa, otrzymują dofinansowanie do wakacji, sytuacji nagłych lub gdy dziecko potrzebuje np. aparatu ortodontycznego. Istnieje też możliwość tak zwanego urlopowania dzieci.

– My jesteśmy rodziną zawodową, czyli teoretycznie mogłabym oddawać dzieci na wakacje. Ale problem w tym, że nie ma do kogo ich dać, bo brakuje rodzin zastępczych. W tym roku pierwszy raz zdecydowaliśmy się z mężem na urlopowanie dzieci. To był ogromny dylemat, bo z jednej strony skoro jestem rodzicem zastępczym, to dlaczego miałabym oddawać dzieci na wakacje, a z drugiej strony jest ta potrzeba zadbania o sobie i odpoczynku – opowiada pani Małgorzata.

Bycie rodzicem zastępczym wiąże się z wieloma dylematami. Zdarzają się też sytuacje niebezpieczne.

– Różni są rodzice biologiczni. My jako rodziny zastępcze nie mamy ich adresów, a oni nasze mają. W przeszłości zdarzyło się, że jedna mama przychodziła do nas i groziła naszym biologicznym dzieciom. Odebrano jej dziecko i w trakcie tej interwencji była pod wpływem alkoholu. My jesteśmy narażeni na różne sytuacje i nic nas nie chroni. Są też rodzice biologiczni, którzy nastawiają dzieci przeciw rodzicom zastępczym – podkreśla pani Małgorzata.

Jednak mimo wszystko, jak podkreśla kobieta, nie wyobraża sobie innego życia. Mówienie o problemach i trudnościach nie zawsze oznacza chęć zmiany.

– Fajnie by było, gdyby problemy zniknęły, natomiast skoro do tej pory mnie nie zniechęciły naprawdę trudne przypadki i ciężkie chwile, to znaczy, że to poczucie jest we mnie w środku. Od lat takie samo. Ja się zmieniłam na przestrzeni tych lat, ale to poczucie jest wciąż takie samo. Jesteśmy oboje z mężem konsekwentni w tym co robimy – podsumowuje.

Czytaj także: Ma pióra i chodzi do biura. Na imię jej Jaśka

Aleksandra Wróblewska
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl