To co wydarzyło się na Bułgarskiej w ostatniej kolejce Ekstraklasy to czysta piłkarska poezja. Mecz został z miejsca okrzyknięty najlepszym widowiskiem sezonu i trudno się z tym nie zgodzić. Wygrana urodziła się w bólach, ale ostatecznie cztery do trzech i ekstaza na stadionie pozwoliła zapomnieć o trudnościach jakie towarzyszyły Kolejorzowi. Teraz czas na odpoczynek od rozgrywek ligowych i europejskich na rzecz rozegrania spotkania w ramach Pucharu Polski. Mając na uwadze walkę o mistrzostwo i wymagającego rywala w Lidze Konferencji czy jest to czas na odpoczynek, czy może ważne spotkanie potrzebne do podtrzymania momentum?
Lech jest tam gdzie Raków zimował
Mecz zaczął się od dwóch rzutów karnych, oba w pełni zasłużone i oba pewnie wykorzystane. Skupiając się na Lechu, niepokojący jest błąd Gurgula i ogólne „roztrzepanie” obrony. Drugi stracony gol to błąd kolektywny całej linii obrony z Gumnym i Mońką na czele. Czy wynikało to ze zmęczenia i grania podstawowych zawodników co trzy dni? Niekoniecznie, Robert Gumny miał ostatnio trochę odpoczynku a błędu się nie wystrzegł. Mońka z KuPS nie grał i tak samo nie poradził sobie w tamtej akcji. Milić odkupił winy zdobywając bramkę, jednak w obronie grał niepewnie. Raków strzelił jeszcze dwa razy. Wspaniałe uderzenie z rzutu wolnego Iviego Lopeza to coś za co nie można winić bramkarza i trzeba chwalić Hiszpana. Był to, jak mawia klasyk, strzał „stadiony świata”. Drugi to główka po zamieszaniu, której też można było uniknąć lepiej wybijając piłkę. Na szczęście ze względu na spalonego bramka ta została anulowana.
Najważniejsze wnioski to: wysoka forma Aliego Golizadeha, który przy każdej bramce miał swój udział i dyrygował atakiem Lecha. Luis Palma ponownie po dłuższej przerwie wpisał się na listę strzelców. Kolejorz ma również kim straszyć z ławki i wejście Joela Pereiry czy Agnero były w stanie zmienić grę. Poznaniacy prowadzili w tym meczu dwa razy i najważniejsze, że za drugim razem miało to miejsce po końcowym gwizdku. Raków zimę spędził na miejscu trzecim, teraz na tym miejscu z siedmioma punktami przewagi nad czwartym Górnikiem rozgościł się Lech.
Okazja i trudna decyzja
Pojawia się szansa na mistrzostwo, Kolejorz mógłby po raz trzeci w historii obronić tytuł. Takie możliwości nie pojawiają się codziennie, na pewno zawodnicy i trener marzą o scenariuszu zapisania się złotymi zgłoskami w historii klubu i ligi. Przy takich perspektywach gra w Pucharze Polski może wydawać się mało pasjonująca. Ekstraklasa pnie się w rankingu lig europejskich, jednak dopiero od sezonu 2027/28 tryumf w pucharze będzie wiązał się z występem w ostatniej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy i pewnym udziale w fazie ligowej Ligi Konferencji. Może zespół powinien magazynować siły na nadchodzące spotkania z między innymi: Szachtarem i drugą w ekstraklasie drużyną z Lubina?
To chyba nie ten przypadek. Wygrana z Górnikiem podbuduje, już pozytywnie naładowanych zawodników i potwierdzi obranie dobrego kierunku przez sztab. Najpewniej rotacje wystąpią na pozycjach, gdzie ostatnio występowali ci sami zawodnicy w każdym meczu. Mimo to mocno wątpliwe jest wystawienie składu rezerwowego i odpuszczenie ćwierćfinału tych rozgrywek, choć priorytet na pewno stawiany jest gdzie indziej. Będzie to trzecie spotkanie tych zespołów. Poprzednie dwa wygrali Lechici, wyjazdowe z siódmego lutego zero do jednego i te domowe z trzeciej kolejki dwa do jednego. W obu poprzednich wypadkach dla Kolejorza strzelał Mikael Ishak.




