PSŻ Poznań był o krok od PGE Ekstraligi

Miał być kolejny krok. Skończyło się na sezonie, który na długo zapisze się w historii poznańskiego żużla. PSŻ Poznań został wicemistrzem METALKAS 2. Ekstraligi, po raz pierwszy awansował do finału rozgrywek, a później stanął przed szansą wywalczenia miejsca w PGE Ekstralidze. Do elity zabrakło niewiele. Po dwóch meczach ze Stalą Gorzów można czuć niedosyt, ale przede wszystkim trzeba powiedzieć jedno: tak dobrego sezonu PSŻ jeszcze nie miał.

Jeszcze wiosną trudno było przewidzieć, jak zakończy się ta historia. Początek sezonu był dla Poznaniaków bardzo trudny. Na inaugurację przegrali w Ostrowie Wielkopolskim 34:56. Tydzień później w Bydgoszczy było dokładnie tak samo, 34:56. Po dwóch kolejkach PSŻ miał więc na koncie dwie wysokie porażki, a na Golęcinie doszedł jeszcze remis 45:45 z Orłem Łódź.

Nie był to jednak zespół, który pozwoliłby, by kilka pierwszych spotkań zdefiniowało cały rok. W kolejnych tygodniach „Skorpiony” zaczęły odrabiać straty. Najpierw przyszło zwycięstwo w Rybniku 49:41, później wygrana w Krośnie 46:43. Na Golęcinie PSŻ pokonał Stal Rzeszów 51:39, a następnie rozbił Polonię Piła aż 65:23. Poznaniacy zaczęli nie tylko wygrywać, ale robić to w sposób, który wysyłał sygnał całej lidze.

Właśnie regularność była jednym z największych atutów tego zespołu. Fazę zasadniczą PSŻ zakończył na drugim miejscu, z ośmioma zwycięstwami, jednym remisem i pięcioma porażkami. Lepsza była tylko Abramczyk Polonia Bydgoszcz, która przeszła przez tę część sezonu bez porażki. Poznaniacy znaleźli się jednak wśród zespołów walczących o najwyższe cele.

Za tym wynikiem nie stał jeden człowiek. Trudno nie zacząć od Ryana Douglasa. Australijczyk był zdecydowanym liderem PSŻ i jednym z najlepszych zawodników całych rozgrywek. W 18 spotkaniach METALKAS 2. Ekstraligi zdobył 221 punktów i 10 bonusów, osiągając średnią 2,406 punktu na bieg.

Ale siła tego PSŻ-u polegała na tym, że Douglas nie musiał wszystkiego wygrywać sam. Ważne punkty dokładali Dimitri Berge, Bartosz Smektała, Niels Kristian Iversen, Antoni Mencel, Kacper Pludra czy Kamil Witkowski. Jedni dawali doświadczenie, inni młodość i przebłyski dużych możliwości. Bywały oczywiście słabsze momenty, ale zespół potrafił reagować.

Duża w tym zasługa trenera Eryka Jóźwiaka. PSŻ nie zawsze jechał idealnie, lecz w najważniejszych momentach potrafił znaleźć sposób na rywala. Najlepiej było to widać w fazie play-off.

W półfinale Poznaniacy trafili na Innpro ROW Rybnik. Pierwszy mecz na wyjeździe przegrali 42:48 i przed rewanżem mieli sześć punktów do odrobienia. Na Golęcinie nie było jednak kalkulowania. PSŻ wygrał 51:39, odwrócił losy rywalizacji i zwyciężył w dwumeczu sześcioma punktami. Po raz pierwszy w historii klubu awansował do finału drugiego poziomu rozgrywek.

Już sam finał był wydarzeniem. Rywalem została Polonia Bydgoszcz, czyli drużyna, która przez cały sezon nie przegrała meczu. Papierowo faworyt był więc oczywisty. Na torze PSŻ pokazał jednak, że nie zamierza przed tym przeciwnikiem klękać.

Pierwszy finał na Golęcinie przyniósł prawdziwy thriller. Poznaniacy gonili wynik i przed ostatnim biegiem mieli jeszcze szansę na zwycięstwo. Ryan Douglas zrobił swoje, wygrywając piętnasty wyścig. Dimitri Berge przez długi czas jechał na drugiej pozycji, co dawało gospodarzom podwójne zwycięstwo. Na ostatnim łuku kapitalnym atakiem popisał się jednak Kai Huckenbeck i uratował Polonii remis 45:45.

Z jednej strony remis z niepokonaną Polonią był potwierdzeniem siły zespołu. Z drugiej, rewanż w Bydgoszczy oznaczał konieczność dokonania czegoś, czego w tym sezonie nie udało się nikomu.

Polonia nie pozwoliła jednak na niespodziankę. W rewanżu wygrała aż 51:27 i zapewniła sobie awans do PGE Ekstraligi. PSŻ został wicemistrzem. Dla Poznaniaków był to mimo wszystko historyczny wynik. Jak podkreślał po finale Eryk Jóźwiak, sam występ w finale był dla klubu wydarzeniem bez precedensu.

Sezon, który już był najlepszym w historii PSŻ, dostał jednak jeszcze jeden rozdział.

Przegrany finału otrzymał bowiem możliwość walki o PGE Ekstraligę w barażu z siódmą drużyną elity. Rywalem została Stal Gorzów. Klub z ogromną historią i doświadczeniem, ale jednocześnie drużyna, która przez cały sezon miała mnóstwo problemów i do końca musiała walczyć o utrzymanie.

Pierwszy mecz barażowy rozegrano na Golęcinie. PSŻ wygrał 47:43 i przed rewanżem miał cztery punkty przewagi. Nie był to wynik, który pozwalał spokojnie czekać na drugi mecz, ale Poznaniacy wykonali pierwszy krok. Co więcej, przez dużą część spotkania pokazali, że przeciwko zespołowi z PGE Ekstraligi wcale nie muszą być skazani na porażkę.

Rewanż w Gorzowie miał więc odpowiedzieć na najważniejsze pytanie całego sezonu. Czy PSŻ po raz pierwszy w historii awansuje do elity?

Początek dawał nadzieję. Po czterech biegach Poznaniacy prowadzili 13:11. Później Stal zaczęła jednak odrabiać straty. Po ósmym wyścigu gospodarze prowadzili już 27:21, ale PSŻ jeszcze raz odpowiedział. Po jedenastym biegu Gorzowianie mieli tylko cztery punkty przewagi w samym spotkaniu. W dwumeczu oznaczało to remis.

Ostatecznie Stal okazała się jednak mocniejsza w końcówce. Gospodarze wygrali 49:41, odrobili czteropunktową stratę z Poznania i zwyciężyli w całym barażu 92:88. Anders Thomsen wygrał ostatni wyścig i przypieczętował utrzymanie Stali w PGE Ekstralidze.

Dla PSŻ-u był to bolesny koniec. Trudno jednak patrzeć na cały sezon wyłącznie przez pryzmat dwóch ostatnich meczów.

Przez ostatnie lata Poznaniacy konsekwentnie próbowali zbliżyć się do czołówki. Wcześniej najlepszym wynikiem klubu było czwarte miejsce na zapleczu ekstraligi, osiągnięte w 2024 roku. Teraz PSŻ nie tylko poprawił ten rezultat. Został wicemistrzem, zagrał w pierwszym w swojej historii finale i był o kilka punktów od awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Można powiedzieć, że zabrakło ostatniego kroku, że po czteropunktowej wygranej ze Stalą na Golęcinie była szansa zrobić coś, czego poznański żużel nie dokonał nigdy wcześniej. Porażka 41:49 w Gorzowie boli, szczególnie dlatego, że jeszcze po jedenastym biegu awans był bardzo realny. 

Mimo braku awansu sezon PSŻ-u należy ocenić przez pryzmat osiągniętego wyniku. Drużyna po raz pierwszy w historii znalazła się w finale rozgrywek i zakończyła sezon jako wicemistrz. Następnie rywalizowała ze Stalą Gorzów o miejsce w PGE Ekstralidze, prowadząc w dwumeczu aż do rewanżu w Gorzowie.

Na szczególne znaczenie tego wyniku wpływa również postawa zespołu po trudnym początku rozgrywek. PSŻ potrafił poprawić swoją sytuację w trakcie sezonu, utrzymać wysoką pozycję w tabeli i skutecznie rywalizować w fazie play-off. W najważniejszych momentach drużyna potwierdziła, że może walczyć z zespołami dysponującymi dużym doświadczeniem i ambicjami sięgającymi PGE Ekstraligi.

Sezon 2026 kończy się więc dla PSŻ-u bez awansu, ale z najlepszym wynikiem w historii klubu. Srebrny medal METALKAS 2. Ekstraligi oraz udział w barażu o PGE Ekstraligę wyznaczają nowy punkt odniesienia dla poznańskiego zespołu.

fot. wpoznaniu.pl / M. Melanowicz

Czytaj także: Spotkanie z zarządem Lecha Poznań tylko dla wybranych kibiców?

Erwin Nowak
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl