Psy z Sobolewa w poznańskim schronisku. W jakim są stanie?

Pięć psów z zamkniętego schroniska w Sobolewie trafiło do Poznania. W nowym domu mają znacznie lepsze warunki niż poprzednio. Zwierzęta otrzymały również pomoc weterynaryjną i opiekę behawiorystów.

Odwiedziliśmy miejskie schronisko przy ulicy Kobylepole. Zobaczyliśmy cztery psy przywiezione z Sobolewa do Poznania. Jako pierwszy przywitał nas Szczekoladek, wesoły, kontaktowy pies. Z całej piątki był w najlepszym stanie. Zupełnie odmiennie zachowywała się przestraszona Majra. W jej boksie rozsypana była karma, jak powiedziała nam jedna z pracownic schroniska, suczka najprawdopodobniej nie jadła przedtem z miski. Kiwak chował się w budzie, pomimo tego, że większość psów ze schroniska zazwyczaj od razu wybiega zobaczyć ludzi. Na koniec zobaczyliśmy psa, którego nie było w bazie schroniska w Sobolewie, więc opiekunowie nie wiedzą nawet, jak się nazywa. O psach z Sobolewa i sytuacji w schronisku rozmawialiśmy z zastępcą kierownika Katarzyną Frąckowiak.

Franciszek Bryska: Do Poznania trafiły psy z Sobolewa. Jak się czują po przyjeździe i w jakim są stanie?

Katarzyna Frąckowiak: Dopóki możemy znaleźć dla nich miejsce i jakoś pomóc, to po prostu to robimy. Jeśli chodzi o pieski z Sobolewa, to te psy są w dobrym stanie, zostały do nas przywiezione 25 stycznia wieczorem przez Wielkopolski Inspektorat Ochrony Zwierząt z Poznania. Przywieźli tutaj pięć psów. Wiem, że te psy też zostały rozdysponowane do innych schronisk, do nas trafiły trzy suczki i dwa samce w wieku od czterech do siedmiu lat. Są to na pewno psy wystraszone i lękliwe. Wydaje nam się, że w większości nieznające chodzenia na smyczy. Na razie dajemy im spokój, przeszły profilaktykę w gabinecie weterynaryjnym. Na pewno to dla nich duży szok, bo one sobie tam jakoś żyły, nie oceniam tutaj warunków, natomiast miały jakieś miejsce i zostały teraz przetransportowane w zupełnie nowe środowisko.

F.B.: Jak zachowują się te psy, jak reagują na człowieka?

K.F.: Troszczymy się o to, żeby miały na razie spokój, czystość i ciepło. Karmimy je regularnie i dbamy, żeby mogły odpocząć. Czekamy, żeby nas polubiły, bo na razie niektóre nas lubią, niektóre mniej, i to nie chodzi wcale o jakieś warczenie. One po prostu siedzą skulone w kącie. Trzeba będzie troszkę z nimi popracować. Mamy behawiorystów i opiekunów, myślę, że posiedzenie z nimi w boksie i przekonanie ich do człowieka sprawi, że one z czasem po prostu się otworzą.

F.B.: Czy psy z Sobolewa różnią się w zachowaniu od pozostałych zwierząt?

K.F.: Tak naprawdę na razie je obserwujemy, na przykład czy jedzą z miski. To są takie podstawowe rzeczy, na które nasi behawioryści i opiekunowie zwracają uwagę. Są też pod opieką lekarzy, gdy coś się dzieje. Na razie naprawdę jest tutaj spokój, raczej je zostawiamy. I dajemy im trochę przestrzeni, każdy ma swoje miejsce, swój boks, swoją przestrzeń. Mogą podjąć decyzję, czy być na zewnątrz czy wewnątrz, więc myślę, że to i tak dużo na ten początek.

F.B.: Nie była pani w Sobolewie, więc sytuację tak jak inni zna pani z przekazów medialnych. Co pani uważa o działaniach Doroty Rabczewskiej i całego zamieszania wokół schroniska w Sobolewie?

K.F.: To prawda, nie byłam na miejscu, natomiast tak ogólnie mogę powiedzieć, że ja się bardzo cieszę, że w całym kraju staramy się, aby warunki dla zwierząt, które są porzucone i w ciężkich sytuacjach były po prostu lepsze. Powiem ogólnie, ponieważ sama jestem pracownikiem schroniska i również spotykamy się z różnymi opiniami, także niedobrymi na nasz temat. To nie jest tak, że tutaj jest wszystko idealnie, nawet jak my tak uważamy. Opinia publiczna zawsze może uznać, że coś należy poprawić i ma do tego prawo. Po pierwsze, bardzo łatwo jest kogoś ocenić. Tak więc ja bym nie chciała tego robić. Po drugie, nie mamy jeszcze żadnych dowodów. Ja się cieszę, że został zauważony ten problem, że mamy mrozy w Polsce i że po prostu te schroniska tak funkcjonują. Nie mam nic przeciwko kontrolom w schroniskach, sami jesteśmy kontrolowani i wizytowani od tego czasu częściej, chociaż może jest to zbieg okoliczności. My te kontrole przechodzimy i również mamy zalecenia. Kontrola jest po to, żeby coś poprawić. Tak na to patrzymy.

F.B.: Czy schroniska w Polsce mają odpowiednie wsparcie systemowe? Czy jest tu jakaś przestrzeń do zmian tego systemu i jeżeli tak, to co by można było zrobić?

K.F.: Te kontrole pokazały, że jakieś nieprawidłowości są. Myślę, że trzeba by się chyba zastanowić nad kwestią finansowania. My jesteśmy tymi szczęśliwcami, że miasto Poznań po prostu nam pomaga. Mamy też wsparcie z fundacji Głosem Zwierząt, tak więc my niektórych problemów po prostu nie mamy. Należy chyba zadbać o te mniejsze gminy. To jest bardzo duże przedsięwzięcie. Tych schronisk jest sporo i myślę, że to będzie po prostu trwało. No ale ważne, że coś się zaczęło dziać. Myślę, że to nie zostanie bez echa.

F.B.: Wspomniała pani, że poznańskie schronisko jest w innej sytuacji. Jak wygląda jego działanie na co dzień?

K.F.: Mamy przede wszystkim bardzo dużo doświadczenia. Obchodziliśmy już 60-lecie działalności schroniska. Po 57 latach stacjonowania przy ulicy Bukowskiej przenieśliśmy się w obecne miejsce. W 2021 roku w okolicach lipca przeprowadziliśmy się do nowego lokum przy ulicy Kobylepole i zaczęliśmy tutaj funkcjonować. Ta nowa lokalizacja spowodowała to, że na pewno warunki dla zwierząt uległy bardzo dużej poprawie. Byliśmy pierwszym w Polsce schroniskiem, które zostało wybudowane na podstawie europejskich standardów. Mamy na przykład ogrzewane podłogi w boksach. Już zapomnieliśmy trochę o tym, jak to przy ulicy Bukowskiej codziennie zimą mieliśmy zamrożoną wodę w miskach. Jesteśmy szczęśliwcami, że już takich problemów nie mamy.

F.B.: Według doniesień osób, które działały w sprawie schroniska w Sobolewie, zwierzętom miało brakować opieki weterynarza. Jak rozwiązuje się ten problem w Poznaniu?

K.F.: Mamy bardzo duży gabinet weterynaryjny, cztery etaty lekarza weterynarii, technika weterynarii. Leczymy swoje zwierzęta u nas, ewentualnie wysyłamy je do specjalistów, ale wszystkie badania, które możemy zrobić, jak RTG, USG robimy na miejscu. To odejmuje stresu zwierzętom. Natomiast oprócz weterynarzy mamy tu bardzo duży zespół. Wspiera nas też ponad 80 wolontariuszy, którzy współpracują z nami oraz z naszymi behawiorystami.

F.B.: Ile zwierząt przebywa obecnie w Poznaniu? 

K.F.: Przede wszystkim mamy tu nie tylko psy. Aktualnie w schronisku mamy 300 miejsc dla kotów i tyle samo dla psów. Psów przebywa tu 175, a kotów 315, czyli nieco więcej niż pojemność, ale z tym sobie radzimy. W 2025 roku przywieziono do nas 434 psy, z czego do adopcji poszło 183, a 237 odebrali właściciele. Niestety do swoich domów znacznie rzadziej wracają zagubione koty. W zeszłym roku na 568 kotów, które do nas trafiły, tylko 65 zostało odebranych, do adopcji poszło natomiast 341. Koty są znacznie rzadziej zaczipowane niż psy, mimo że też można to zrobić za darmo. Do czego serdecznie zachęcam. Zapraszam też wszystkich zainteresowanych adopcją.

fot. wpoznaniu.pl

Czytaj także: Zima kolejny raz paraliżuje o poranku

Franciszek Bryska
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl