Lato na poznańskiej Ławicy było rekordowe. Dokąd najchętniej latali Poznaniacy? I jaki będzie nadchodzący sezon zimowy? O minionych wakacjach, zimowych kierunkach i planowanych inwestycjach rozmawiamy z Marcinem Wesołkiem, rzecznikiem prasowym Portu Lotniczego Poznań-Ławica.
Marta Maj: Jak wyglądało to lato na Ławicy?
Marcin Wesołek: To lato było dobre, a nawet bardzo dobre. Widzieliśmy to każdego letniego dnia po uśmiechach ludzi, którzy ruszali na wakacje. To są najfajniejsze momenty na lotnisku, kiedy widzimy, że prawie każdy pasażer niesie ze sobą plecak lub ciągnie walizkę i po jego minie można poznać, że zaczyna coś przyjemnego. To lato było jednak dla nas także i wymagające, ponieważ w każdy z letnich miesięcy lotnisko obsłużyło ponad pół miliona pasażerów. To są wyniki rekordowe, najwyższe w historii poznańskiego lotniska, ale nie pierwsze ponad półmilionowe, bo już w ubiegłym roku w lipcu i sierpniu również mieliśmy po ponad pół miliona obsłużonych pasażerów miesięcznie.
M.M.: Dokąd pasażerowie latali najczęściej?
M.W.: Jeśli chodzi o najczęściej wybierane kierunki, to tutaj nie zmieniło się wiele. Wciąż najczęściej wybieranym kierunkiem jest Londyn-Stansted, czyli wcale nie kierunek wakacyjny. Wielu naszych rodaków wciąż mieszka na Wyspach Brytyjskich i przyjeżdża do Polski, do rodziny, na letni urlop lub to rodzina odwiedza ich. Ten ruch jest stały, nie ma dużej zmiany na przestrzeni miesięcy. Drugim najchętniej wybieranym przez pasażerów kierunkiem latem była turecka Antalya. Różnica między Londynem a Antalyą jest nieduża. W dwa wakacyjne miesiące do Antalyi wyleciało i przyleciało z niej prawie 110 tys. pasażerów. Były takie dni, że mieliśmy sześć, siedem, a nawet osiem samolotów dziennie na to jedno tureckie lotnisko. Widać, że ten kierunek to nadal hit. Trzecia na podium jest Warszawa, a tuż za nią Frankfurt. Oba to lotniska przesiadkowe na dalsze loty. Dziennie mamy od trzech do pięciu lotów do Warszawy i trzy loty do Frankfurtu. Pasażerowie korzystający z tych lotów zwykle zaczynają swoją podróż w Poznaniu i na tych lotniskach przesiadają się w dalszą podróż. Na kolejnych miejscach znalazły się Mediolan-Bergamo, Londyn-Luton, Malta, Hurghada, Alicante i Marsa Alam.
M.M.: Czy patrząc statystyki lotniska można uznać, że sytuacja na Bliskim Wschodzie wpłynęła na ruch na Ławicy?
M.W.: Tak, to widać. Planowaliśmy, że tegoroczny wzrost ruchu wyniesie kilka procent, może 6-7. Tymczasem wiemy już, że będzie on mniejszy, spodziewamy się, że może oscylować wokół 3 procent. To wynik tego, co dzieje się w Zatoce Perskiej. Od początku rozpoczęcia tego konfliktu nie mamy lotów do Ammanu w Jordanii, które odbywały się dwa razy w tygodniu. Brakuje także lotów do Tel Avivu, wstrzymanych wskutek sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zawieszone są też loty do Dubaju, realizowane przez linię Flydubai do tej pory trzy razy w tygodniu. To dla nas bardzo istotne połączenie, bo daje możliwość przesiadania się na loty do Azji czy Afryki. Nie mamy też na razie lotów czarterowych do Omanu i Dubaju. Widać to w wynikach ruchu.
M.M.: Tych lotów nie ma w całej Polsce, czy tylko w Poznaniu?
M.W.: Poszczególni przewoźnicy przywracają część tych połączeń. Widzimy, że na rynkach, gdzie turystyka przyjazdowa do Polski jest mocniejsza, czyli w Warszawie i Krakowie, linie z Zatoki Perskiej zdecydowały się na przywrócenie tych połączeń latem. W tym czasie mieszkańcy Zatoki Perskiej szukają odpoczynku od upałów, jakie panują np. w ZEA. Często wybierają wtedy wyjazd na tydzień lub dwa do Europy. Jeśli zdecydują się odwiedzić któreś w polskich miast, to w pierwszej kolejności jest to zwykle Kraków lub Warszawa. Poznań jest tu w dalszej kolejności. Loty do Dubaju nie wrócą także i na sezon zimowy, choć wynika to głównie z tego, że zimą to Polacy wyruszali na wypoczynek w rejony Zatoki Perskiej. Teraz, gdy nie ma pewności co do dalszej sytuacji politycznej w tym rejonie, a MSZ wciąż odradza podróże do ZEA, trudno się dziwić, że biura podróży i turyści indywidualni podchodzą z dużą rezerwą do latania w tamte rejony świata. A to oznacza, że to połączenie najbliższej zimy nie wróci. Jest zawieszone, a nie skasowane, więc liczymy, że wróci od kolejnego sezonu letniego.
M.M.: Nie jest też tajemnicą, że ceny biletów lotniczych zależą mocno od cen paliw, a te wciąż idą w górę. Czy mamy więc spodziewać się, że nowe kontrakty z liniami lotniczymi na kolejne sezony przyniosą podwyżki cen biletów?
M.W.: Obserwujemy różne wypowiedzi medialne przedstawicieli linii lotniczych. Nie kryją oni, że jeśli sytuacja na rynku paliw nie wróci do stanu sprzed kryzysu w Zatoce Perskiej, bilety będą droższe. Baryłka paliwa lotniczego przed wojną na Bliskim Wschodzie kosztowała około 70 dolarów, teraz to około 200 dolarów. To prawie trzykrotny wzrost ceny. Należy więc spodziewać się, że gdy długoterminowe umowy na zakup paliwa lotniczego w cenach sprzed konfliktu wygasną, trzeba spodziewać się wzrostu cen biletów.
M.M.: Zmiany na rynku lotniczym to jedno, ale jak wiadomo szykują się też duże zmiany na samym lotnisku.
M.W.: Jesteśmy na etapie przygotowywania dużej rozbudowy portu lotniczego, która będzie się toczyła wieloetapowo. Aktualnie przygotowujemy przetarg na projekt. Z rzeczy, które nie są jeszcze dużą rozbudową, ale powiększeniem przestrzeni, którą obecnie mamy do dyspozycji, jest rozbudowa hali check-in i części przylotowej. Te inwestycje rozpoczną się w przyszłym roku, najprawdopodobniej dopiero po sezonie letnim, czyli jesienią 2027 roku. Z kolei to, jak rozbudujemy się podczas zapowiadanego dużego remontu, będziemy mogli ogłosić dopiero, gdy poznamy projekt. Teraz na lotnisku trwają prace przygotowawcze do rozbudowy płyty postojowej. Zostanie ona rozbudowana o sześć stanowisk dla samolotów.
M.M.: Co zmieni ta rozbudowa?
M.W.: Będzie mogło „parkować” u nas jednocześnie więcej samolotów. W tej chwili mamy 17 stanowisk postojowych dla dużych maszyn. W szczycie sezonu nocowało u nas 14-15 samolotów. Zakładając małą rezerwę, obecna powierzchnia tej płyty jest za mała. Gdy płyta będzie większa, będziemy mogli nocować więcej samolotów.
M.M.: A czy ma to również związek z tym, że niebawem samoloty nie będą mogły planowo startować i lądować na Ławicy między 1 a 5 w nocy?
M.W.: Nie do końca. Ograniczenie ruchu lotniczego między godz. 1 a 5 niemal do zera – z pozostawieniem buforu dla wyjątkowych sytuacji – to gest z naszej strony wobec mieszkańców okolicy. Warto pamiętać, że poznańskie lotnisko godzinach nocnych, czyli między 22 a 6, może przeprowadzić bardzo ograniczoną liczbę operacji, czyli startów i lądowań. Te ograniczenia, wynikające z położenia lotniska blisko centrum miasta oraz z decyzji środowiskowej wydanej 15 lat temu, spowalniają rozwój ruchu na lotnisku. Tymczasem przez te 15 lat technika poszła do przodu, samoloty są znacząco cichsze. I żeby było jasne – nie chcemy, by hałas był większy, niż pozwalają nam na to obecne uwarunkowania. Uważamy, że w tej samej „pojemności” hałasu możemy zmieścić więcej operacji nocnych, niż 12. A na tyle, w pewnym uproszczeniu, pozwala nam decyzja środowiskowa sprzed lat.
M.M.: Po co lotnisku potrzebna jest ta większa elastyczność w podejściu do operacji nocnych? Czy samoloty nie mogą częściej latać w dzień?
M.W.: Raczej nie lotnisku, a pasażerom z Poznania i Wielkopolski. Nieco więcej lotów między godz. 22 a 1 i między 5 a 6 jest nam wszystkim potrzebne po to, by mogły tu bazować kolejne samoloty. Każdy kolejny bazujący u nas samolot to nowe kierunki, kilkaset tysięcy pasażerów rocznie więcej na lotnisku i kilkadziesiąt miejsc pracy związanych bezpośrednio z obsługą tego samolotu. To też gigantyczna inwestycja linii lotniczej. Zbazowanie samolotu daje nam też nieco większe możliwości wpływania na przewoźnika, jeśli chodzi o kierunki, które nas interesują. Zależy nam więc na tym, aby bazowało – czyli nocowało i było tu obsługiwanych – więcej samolotów, które będą u nas rozpoczynały swoją pracę np. o 5:30 i po całym dniu latania do i z Poznania będą mogły wrócić na nasze lotnisko około północy. Dopóki nie będziemy mieli możliwości bardziej elastycznego podejścia do sprawy startów w godzinach wczesnoporannych i lądowań w godzinach późnowieczornych, rozwój ruchu na poznańskim lotnisku będzie wolniejszy, niż mógłby być.
M.M.: Przed nami sezon zimowy. Czy wiadomo już, jakie kierunki Poznaniacy będą najchętniej wybierać tej zimy?
M.W.: Biura podróży, które organizują wycieczki te bardziej egzotyczne – jak do Tajlandii czy Wietnamu – lub i mniej egzotyczne, jak np. do Egiptu, już od dłuższego czasu sprzedają wyjazdy na nadchodzącą zimę. Zatem wiemy już mniej więcej, jak ten ruch będzie wyglądał. Na zimę wracają połączenia czarterowe do Tajlandii i Wietnamu. Bardzo cieszymy się też, że będziemy mogli zaproponować pasażerom bezpośrednie loty do Gambii, dzięki którym turyści zwiedzą zarówno ten kraj, jak i pobliski Senegal. W ofercie na sezon zimowy jest też m.in. Zanzibar i Sri Lanka. To kierunki, które pozwolą uciec od zimy dość daleko. Znamy siatkę połączeń linii czarterowych i regularnych na cały nadchodzący sezon zimowy.
M.M.: Dziękuję za rozmowę.







