Kiedyś panie otrzymywały w prezencie pończochy i goździki. Dziś wiele z nich zamiast kwiatów wolałoby dostać równe szanse w pracy i podobne zarobki, co mężczyźni. Rozmawiam z Pauliną Kirschke, dziennikarką, badaczką historii kobiet oraz m.in. prezeską Muzeum Historii Kobiet, które od lat czeka na godne miejsce ekspozycji.
Marek Jerzak: Dzień Kobiet kojarzy się z minioną epoką PRL-u. Czy w ogóle powinniśmy go obchodzić?
Paulina Kirschke: Pytanie, z jakimi intencjami. Z jednej strony oczywiście to jest fajne, że taki dzień istnieje. Główna myśl feministyczna mówi jednak, by ten dzień traktować jako dzień praw kobiet, a nie jako dzień kobiet. Tymczasem najchętniej „świętują” ten dzień zagorzali prawicowi i konserwatywni politycy. Ci, którzy są niechętni obecności kobiet w życiu publicznym i głośno pytają: „Ale o co wam w ogóle chodzi? Macie takie prawa jak my”. Świat polityczny, publiczny, biznesowy z małymi wyjątkami deklaruje równość, otwartość, ale to jest tylko poziom deklaracji.
M.J.: A jak to wygląda w Poznaniu? Czy polityka równościowa jest hasłem, czy faktycznie przekłada się na jakiekolwiek działania?
P.K.: Mam poczucie, że akurat w Poznaniu, jeśli mówimy o samorządzie poznańskim, polityka równościowa ma przełożenie na życie. Głównie dlatego, że zajmują się nią właśnie same kobiety. One same rozumieją ten problem i rozumieją, z czym kobiety się borykają. Mam takie doświadczenie, że nawet najbardziej zaangażowany facet, mówiący o sobie, że jest feministą, kompletnie nie rozumie tak naprawdę niuansów, z którymi mamy do czynienia.
M.J.: Powiedz mi, czy same kobiety są w ogóle świadome tego, w jakim stopniu ich pozycja jest doceniana? Czy nie jest tak, że wrosły w pewne role i same nie dostrzegają tego, że mogłyby w pewnych sytuacjach wymagać czegoś więcej?
P.K.: Czasami mam ochotę wziąć kobiety i nimi tak potrząsnąć. Niestety, zdaję sobie sprawę, że mechanizm patriarchalny przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Sama wychowywałam się w rodzinie, w której ojciec sprzątał i robił obiady. Im dłużej rozmawiam z ludźmi, tym bardziej okazuje się, że w czasach gdy byłam dzieckiem, to nie było wcale takie oczywiste. Dopiero kiedy zaczęłam pracować, pojawiły się obserwacje, że świat wygląda troszeczkę inaczej niż u mnie w domu. Okazało się, że moi koledzy na tych samych stanowiskach zarabiają więcej niż ja.
M.J.: Czy sytuacja w Polsce idzie w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o prawa kobiet, czy raczej stoimy w miejscu?
P.K.: Moim zdaniem idzie w bardzo złym kierunku. Deklaratywność, piękne słowa i dużo takiej emfazy polityków. Moim zdaniem to po prostu jeden wielki „bullshit”.
M.J.: A czy samo społeczeństwo się zmienia, idzie w dobrym kierunku? Czy poprawia się stosunek mężczyzn do kobiet?
P.K.: To może będzie niezbyt grzeczne, ale zobacz, kiedy do mnie zadzwoniłeś? Kiedy mężczyźni interesują się prawami kobiet? Wszyscy moi koledzy dziennikarze przypominają sobie o nas głównie wtedy, kiedy właśnie zbliża się Dzień Kobiet albo jakieś inne święto dotyczące równości. Natomiast ten temat w ogóle nie funkcjonuje w przestrzeni publicznej. W Poznaniu większość redaktorów naczelnych to mężczyźni. Macie inne spojrzenie na rzeczywistość, bo nie doświadczaliście tego samego, czego doświadczają kobiety.
Jednak wrócę do tego, co mówiłam wcześniej. W Poznaniu naprawdę jesteśmy w dobrej sytuacji i tak naprawdę każda kobieta, która chce znaleźć jakieś miejsce, gdzie posłucha, zobaczy, nauczy się, weźmie udział w warsztatach dotyczących publicznego występowania, odwagi, budowania siebie, to ma na to szansę.

fot. Paulina Kirschke
M.J.: A skąd się to bierze?
P.K.: Cały czas jesteśmy w jakiejś takiej pozaborowej konsekwencji. Pozostała nam w Poznaniu praca organiczna. Hołubimy Marcinkowskiego czy Libelta. Były jednak i kobiety, które ostro zasuwały. Takie jak Aniela Tułodziecka. Bardzo mocno pracowała, abyśmy nie ulegli germanizacji i żebyśmy mówili po polsku. Ale o takich kobietach jak Aniela nie mówimy. My te herstorie (red. historie kobiet) wygrzebujemy i pokazujemy. Myślę, że na tym też opiera się taka nasza poznańska odwaga, by stać na straży, żeby kobiety działały w dzisiejszych czasach i robiły rzeczy na równi z facetami, a z drugiej strony właśnie, żeby wyciągać te kobiety z historii i pokazywać jako przykład.
M.J.: Na jakim etapie jest temat powstania Muzeum Historii Kobiet, które miało mieć swoją siedzibę w Poznaniu?
P.K.: Tu nie mam dobrych wieści. My w tej sprawie działamy z samorządem województwa od trzech lat. Mam wrażenie, że zrobiłyśmy wszystko, co było w naszej mocy. Łącznie z tym, że na spotkanie przyjechała ówczesna pani ministra kultury Hanna Wróblewska. Przyjechała tylko po to, aby się spotkać z marszałkiem i porozmawiać o tym, jak mają wyglądać dalsze prace związane z powstaniem tego muzeum, a nie o tym, czy ono w ogóle powstanie. Dziś jesteśmy rok później i jesteśmy na etapie takim, że maile z uzgodnieniami utknęły w Urzędzie Marszałkowskim.
M.J.: Czego życzyć kobietom w dniu ich święta?
P.K.: Ja bym życzyła nam wszystkim, nie kobietom, ale nam wszystkim, bo to nie jest sprawa jedynie kobiet, byśmy myśleli bardziej szeroko. Wszystkie badania udowadniają, że jak kobiet i mężczyzn jest po równo w jakichkolwiek gremiach, to zaczynamy myśleć bardziej szeroko. Nie mamy tylko wąskiego wycinka rzeczywistości, tylko widzimy po prostu szerzej. Życzyłabym nam wszystkim tego, aby w gremiach decydujących były też osoby neuroróżnorodne czy osoby z niepełnosprawnościami.






