Uczniowie z Grodziska Wielkopolskiego zabrali głos w temacie hejtu. Ich pracę docenili internauci. Pod filmem na platformie YouTube pojawiło się ponad 250 komentarzy. Wśród nich wiele osób dzieli się swoimi doświadczeniami dotyczącymi hejtu. Artyści z Kantor Studio wraz z opiekunem Remigiuszem Stopą o swoim projekcie opowiadają w mediach.
Na co dzień uczniowie realizują relacje ze szkolnych wydarzeń, ale w planach mają coraz bardziej ambitne projekty. Chcą tworzyć kino zaangażowane i komentować zjawiska ważne dla społeczeństwa. „Nie hejtuj!” trwa zaledwie nieco ponad jedną minutę, ale w tym czasie porusza ważną problematykę.
Franciszek Bryska: Skąd w ogóle pomysł na film?
Remigiusz Stopa: Przede wszystkim zaczęło się od tego, że wystartowaliśmy w konkursie jako szkoła. Punktem wyjścia był konkurs, w którym brało udział prawie 500 szkół z całej Polski. Składał się on najpierw z testu i w nim szkoła zajęła dość wysokie miejsce – około 40. Natomiast drugą częścią tego konkursu było wykonanie filmu. I tutaj pojawiamy się my jako koło filmowe. Zostaliśmy poproszeni, żeby go zrealizować.
Andrzej Nowak: To była prośba od kolegów z informatyki.
R.S.: Na cotygodniowym spotkaniu zrobiliśmy burzę mózgów i każdy rzucił kilka pomysłów. Wspólnie powstał jeden, który udało się bardzo szybko zrealizować w ramach konkursu. Mieliśmy bardzo mało czasu.
A.N.: Cztery dni na realizację. Od zaplanowania, przez szybki scenariusz, a potem nagranie i montaż.
R.S.: Jak już wpadliśmy na pomysł, to w zasadzie od razu była realizacja. Już na drugi dzień były zdjęcia. Takie tempo było możliwe dzięki dobrym znajomościom. Trzeba było się udać na przykład do zakładu pogrzebowego. Przedstawiliśmy nasz scenariusz i udało się go zrealizować. Jak w poniedziałek wpadliśmy na ten pomysł i zebraliśmy wszystko w jedną całość, to w środę już były nagrane ujęcia z trumną. W czwartek było wszystko zmontowane. W piątek wysłaliśmy film na konkurs.
F.B.: To błyskawiczna realizacja. Jakie wyzwania logistyczne spotkaliście w trakcie pracy nad filmem?
Oskar Smykała: Przede wszystkim trzeba było zorganizować aktorów. Zaczęliśmy szukać odpowiednich osób w mojej klasie, wśród informatyków. Osoby odpowiedzialne za nagrywanie same się zgłosiły, więc z tym akurat nie było problemu. Największym, może nie problemem, tylko wyzwaniem, była organizacja czasu. Na szczęście mogliśmy pracować podczas zajęć, na przykład podczas luźniejszych lekcji. Teraz jesteśmy w piątych klasach, więc na przedmiotach maturalnych trzeba się skupić.
F.B.: Ile osób zaangażowaliście w projekt?
O.S.: Łącznie było trzech operatorów kamery i dziesięciu aktorów, odpowiedzialnych również za backstage, na przykład ustawianie światła. W tym też pomagali nam aktorzy.
F.B.: Jakie korzyści daje praca przy realizacji filmu?
R.S.: Praca z kamerą pozwala na odwiedzanie różnych miejsc. Zresztą, tak jak dziennikarze, na pewno w redakcji też często zaglądają do miejsc, gdzie ludzie na co dzień nie wchodzą. Praca nad filmem pomaga zajrzeć w nietypowe miejsca. W naszym przypadku było to zaplecze krematorium. Na co dzień nie bywa się w takich miejscach.
A.N.: To właśnie jedna z ciekawszych rzeczy dla filmowca. Byłem już na wielu zleceniach i w różnych miejscach. To jest naprawdę mega fajne, ponieważ poszerza horyzonty. Nieważne, gdzie się pójdzie – poznaje się nowe miejsca, nowych ludzi i czasem widzi się od kuchni, jak coś jest zrobione.
F.B.: Jak na co dzień działa koło? Planujecie w przyszłości zajmować się filmem?
R.S.: Generalnie jest to koło filmowe, ale robimy również zdjęcia. Mamy bardzo dużo wydarzeń w szkole i w zasadzie jesteśmy prawie w 100 procentach odpowiedzialni za ich uwiecznianie. Ale staramy się też nie koncentrować tylko na tym i realizujemy coraz bardziej ambitne produkcje, tak jak ten film o hejcie. Bierzemy udział w różnych konkursach. W zeszłym roku startowaliśmy w konkursie Obiektyw Obywatelski. Odbywał się pod patronatem Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej i udało nam się dotrzeć do finału. Zajęliśmy wówczas pierwsze miejsce. Tam tematem filmu była wolność. Potem robiliśmy kolejne produkcje konkursowe. Byliśmy w Katowicach na gali konkursu, w którym również wygraliśmy Grand Prix za najlepszy film. Nagrodą były między innymi warsztaty w Szkole Filmowej imienia Krzysztofa Kieślowskiego w Katowicach. Za ten sam film udało nam się zdobyć wyróżnienie w prestiżowym konkursie dla młodych twórców filmowych „Albatrosy” w Gdyni. To wszystko jest takim startem do ewentualnej przyszłości filmowej. Ja zresztą chłopaków namawiam do tego, żeby spróbowali swoich sił jako przyszli operatorzy.
Patryk Grupa: W poprzednich filmach, które kręciliśmy, zajmowałem się reżyserią. W przyszłości chciałbym dostać się na studia do Łodzi, mimo że to jest trudne. Przyjmują tam chyba osiem osób na rok. Konkurencja jest dosyć duża. Rozważam także studia w Katowicach. Więc mierzę wysoko – nie chciałbym trafić nigdzie indziej, tylko właśnie do tych najlepszych szkół.
F.B.: Panie Patryku, dopytam właśnie o scenariusz, bo koncepcja była wspólna, ale tekst finalnie napisał pan. Jakie inspiracje panu towarzyszyły?
P.G.: Film nie jest bardzo długi. Nie ma w nim żadnych wątków pobocznych ani innych problemów dramaturgicznych niż ten główny. W tej minucie trzeba było zawrzeć jak najwięcej. Ja zajmuję się scenariuszami, ponieważ uwielbiam formatować tekst. Pracuję już w profesjonalnym programie. Jakby nie patrzeć, reżyser też musi umieć pisać scenariusze, bo często jest również scenarzystą.
F.B.: Czy ten temat jest dla was ważny? Spotykacie się ze zjawiskiem hejtu na co dzień?
R.S.: Tak, to jest problem, który coraz częściej się niestety pojawia i dotyka coraz młodszych osób. Jest wiele takich przypadków. Nasza szkoła robi bardzo dużo, żeby temu problemowi zapobiec, ale są niestety takie sytuacje. Ostatnio słyszałem nawet o próbie samobójczej właśnie przez hejt. To nas zainspirowało do stworzenia takiego filmu, który jest mocny w przekazie. Ten film musi być mocny, bo słowa rzeczywiście mają konsekwencje. Ktoś może być odporny na hejt, ale kolejna osoba może sobie z tym nie poradzić. Ostatnio miał powstać film o problemach młodzieży i zagrożeniach cyfrowych. Zapytaliśmy, jakie są obecnie największe problemy, żebyśmy mogli stworzyć film, który im zaradzi. Myśleliśmy o oszustwach finansowych, metodach „na blika”. Okazało się, że to w ogóle nie są problemy, które dotykają w tym momencie młodzież. Zapytaliśmy uczniów i wszyscy chórem powiedzieli: hejt, hejt, hejt. Ktoś powiedział: „Ja byłem hejtowany”, ktoś inny, że jest grupa „szon patrol”, do której został wrzucony bezsensownie. Hejt naprawdę się wylewa. Kolejny film, który robimy we współpracy z policją, też jest o hejcie.
F.B.: Przygotowujecie kolejną produkcję o hejcie?
R.S.: Tak. Tym razem bardziej rozbudowaną. Mamy większy scenariusz. Patryk i Andrzej są odpowiedzialni między innymi za dialogi. Część zdjęć już powstała. Mieliśmy nagrania nawet na komisariacie. Tam nagrywaliśmy scenę, w której hejterki pojawiające się w fabule są przesłuchiwane. Scenariusz zakłada, że przez hejt dochodzi do pobicia – i jest to autentyczna sytuacja, którą zasłyszeliśmy w jednej z podstawówek w Grodzisku. Nie konkretnie z naszej szkoły, ale z jednej z nich. Przez hejt doszło do pobicia i ktoś rzeczywiście trafił do szpitala. To nas zainspirowało. Zostało nam dosłownie kilka rzeczy do zrealizowania i film będzie gotowy.
F.B.: Kiedy premiera?
R.S.: Myślę, że w styczniu.
F.B.: Czy waszym zdaniem nauczyciele albo rodzice są świadomi tego problemu? Czy wiedzą, jak ich dziecko może być atakowane albo że samo może kogoś hejtować?
A.N.: Osobiście uważam, że nie do końca. Pewnie wiele osób jest świadomych i wie, że młodzież jest często narażona. Jeżeli mają dobre relacje ze swoimi dziećmi, to przypuszczam, że często rozmawiają o tych kwestiach. Niestety wiem też, że dużo osób albo nie rozmawia z rodzicami, albo boi się przedstawić problem. Często nawet rodzice nie są świadomi, że z ich dziećmi coś się dzieje, że coś jest nie tak w szkole albo wśród rówieśników. Znam kilka takich przypadków. Dlatego to jest duży problem i osobiście uważam, że ten film pomógł. Nawet taki mocny film w większości przypadków nie trafi do osób, które hejtują – często będzie im to obojętne, może tylko niektórzy się nawrócą. Ale trafia do osób hejtowanych, które zaczynają działać, mówić o problemach, otwierają się. Było sporo komentarzy pod filmem, gdzie ludzie opowiadali swoje historie. To było naprawdę świetne.
R.S.: Tak, to można poczytać na YouTubie. Jest tam masa budujących komentarzy. Myślę też, że ten film pomoże reagować. Widzimy hejt nie tylko wobec młodych osób – tego hejtu jest bardzo dużo w internecie i często hejtują dorośli. Niestety niektóre wzorce młodzi ludzie wynoszą z domów. Mam tutaj apel, także do starszych osób, żeby przy młodych ludziach, przy swoich dzieciach, powstrzymywać się od komentarzy. Nawet takich banalnych na temat znajomych czy sąsiadów. Te wzorce młodzi ludzie przenoszą potem do kręgów szkolnych. A niektórzy sobie z tym nie radzą.
A.N.: Warto mieć swoją opinię, ale czasem lepiej ją zachować dla siebie. Jak wejdzie się na Facebooka czy gdziekolwiek i zobaczy komentarze, to odechciewa się czytania. Często najgorzej piszą starsze osoby. Lepiej czasem nie patrzeć. Te komentarze są okropne, beznadziejne i bezsensowne.
F.B.: Jakie działania waszym zdaniem powinny być podejmowane przez służby i instytucje publiczne, żeby pomagać w przypadku hejtu?
A.N.: Osobiście uważam, że największą pomocą dla osób poszkodowanych jest po prostu bycie przy nich i rozmowa. Szkoły niestety, z tego co wiem, nie mogą bardzo dużo zrobić, chociaż oczywiście mogą reagować.
R.S.: Nasza szkoła akurat robi dużo. I gdybym miał powiedzieć jedno, to oby było więcej takich inicjatyw – żeby pytać młodych, jakie są problemy i wspólnie z instytucjami działać. Odnośnie do filmu, który aktualnie realizujemy, zastanawiamy się, czy nie będzie trzeba go momentami cenzurować. Uczniowie zapytali, czy mogą użyć autentycznych komentarzy, które ich dotknęły. Gdy dostałem kartkę z tymi komentarzami, złapałem się za głowę. Jeżeli użyjemy oryginalnych, to trzeba będzie pewnie nałożyć jakąś cenzurę.
A.N.: Może warto nawet pokazać je bez cenzury, bo ludzie muszą być świadomi.
F.B.: Czy oprócz kolejnego filmu o hejcie macie w planach jeszcze jakieś projekty?
A.N.: Chcemy zrealizować dużo projektów, a teraz planujemy jeszcze większy.
R.S.: Taki film krótkometrażowy, myślę, że około piętnastominutowy.
P.G.: Chcemy go zgłosić na festiwal. Już zacząłem go pisać. Mam dziesięć stron scenariusza – jedna strona odpowiada jednej minucie. Jeszcze trochę zostało, ale niedługo możemy zacząć nagrania. Będziemy szukać sponsora, żeby zaangażować profesjonalnych aktorów. Poprzednie filmy robiliśmy na niskim budżecie, teraz chcielibyśmy podziałać na czymś więcej. Zainspirował nas film, który spotkaliśmy na festiwalu w Gdyni. Inna grupa zrobiła piętnastominutowy film, naprawdę dobrze nakręcony. Byliśmy w szoku, że ludzie w takim wieku potrafią się tak zaangażować.
A.N.: Planujemy przedstawiać problemy dnia codziennego w kinowy, nieoczywisty sposób. Kreatywnie, a nie wprost, bo to zwykle nie działa.
P.G.: Przede wszystkim, gdy mówimy wprost, ludzie czują się, jakbyśmy rzucali w nich tym, że muszą w to uwierzyć. Jeśli zrobimy to w bardziej subtelny sposób, pokażemy historię, a ta historia musi skłonić do refleksji i zmiany poglądów. Uważam, że filmy mają bardzo dużą siłę – potrafią naprawdę zmienić zdanie na dany temat.



fot. wpoznaniu.pl / Kantor Studio
czytaj także: IPN będzie współpracować z UAM. Wspólnie zorganizują konkurs




