Magdalena Cielecka weszła na scenę. Zejdzie z niej po 24 godzinach

Całą dobę, grając wyjątkową rolę, spędzi na scenie Magdalena Cielecka. „The Second Woman” to jeden z najmocniejszych punktów w repertuarze tegorocznego Malta Festival. Aktorka zdradza jak przygotowywała się do spędzenia na scenie całej doby, bez przerw na sen czy jakikolwiek inny wypoczynek.

Na sceną aktorka wyszła w piątek o godz. 18. Nie zejdzie z niej po godzinie czy po dwóch, jak w przypadku standardowych produkcji teatralnych.

Zgodnie ze scenariuszem performancu „The Second Woman” aktorka powtarza tę samą scenę sto razy. Zawsze jest to scena rozstania. Za każdym razem aktorce towarzyszy jednak inny aktor–amator. Wszystko odbywa się bez prób i wcześniejszych ustaleń. Panowie przychodzą do odegrania roli „na żywca”, bez większych wcześniejszych przygotowań. Scenariusz istnieje. Jest jednak bardzo krótki i daje tylko ogólny zarys tego co się będzie działo. To co się wydarzy pozostaje kwestią otwartą do ostatniego momentu.

Spektakl toczy się w Sali Ziemi na Targach. Wejść na widownię można przez całą noc z piątku na sobotę. Jeśli ktoś chciałby uhonorować aktorkę brawami będzie mógł to uczynić w sobotę po godz. 17:30. Wtedy planowane jest zakończenie tego artystycznego przedsięwzięcia.

Tuż przed wejściem na scenę dziennikarze zapytali o to, jak artystka czuje się przed tym prawdziwym teatralnym maratonem.

– No właśnie trochę się czuję jak sportowiec. Mam trochę „głupawkę”. To pewnie z nerwów, ale też z ekscytacji. No czuję ogromne podniecenie, czuję ciężar wyzwania. Czuję cały czas tę wielką niewiadomą, bo nie wiem co mnie czeka. Nie wiem, jak to wytrzymam, jak to zniosę. Mam jakieś narzędzia, żeby to unieść, ale wydarzyć się może wiele, wydarzyć się może wszystko. Też na tym polega ten projekt i dlatego tak mnie zainteresował i zafascynował, że właśnie wydarzyć się może wszystko. Myślę, że jestem przygotowana – mówi Magdalena Cielecka i wyznaje, że próbowała przygotować sie do tego ogromnego wysiłku także fizycznie. Było to jednak dość trudne, bo jak zaznacza nie da się wyspać na zapas.

– Starałam się odpuścić sobie różnego typu inne aktywności towarzysko-życiowe, więc żyłam w pewnego rodzaju ascezie, żeby nie nadwyrężać organizmu i jakieś takiej swojej po prostu formy. Myślę, że jestem w dobrej formie zdrowotnej i fizycznej, dobrej – mówi Cielecka i wyjaśnia dlaczego ten spektakl trwa aż 24 godziny. To celowe. Zmęczenie jest bowiem częścią spektaklu.

– Dlatego ten performance, ma takie ramy czasowe (…) żeby zobaczyć jak to się zmienia we mnie, jak to się zmienia też po stronie widowni, bo trzeba pamiętać, że to widownia jest tutaj też bohaterem i jest integralną częścią tego wydarzenia. Oczywiście, że będę zmęczona, to będzie wpływać na mój na moją formę, na to, jak będę reagować, może będę zirytowana – tłumaczy aktorka.

fot. M. Melanowicz

Czytaj także: Wojewódzki sztab kryzysowy. Rozmawiali o upałach

Marek Jerzak
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl