Konflikt na Bliskim Wschodzie sprawił, że od soboty samoloty do i z Zatoki Perskiej nie latają lub latają, ale zmienionymi trasami. Jak wygląda sytuacja na poznańskim lotnisku? Czy loty są odwoływane i czy spodziewać się utrudnień? Mamy komentarz rzecznika.
Media społecznościowe zawrzały. Polacy, którzy polecieli na zimowy urlop do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu czy też w dalsze zakątki świata, do i z których podróż wiąże się z międzylądowaniem czy przesiadką w Dubaju, martwią się o powrót do domu. Ci, którzy dopiero mieli polecieć, czekają na informacje, czy ich lot się odbędzie, a jednocześnie wahają się, czy powinni wylatywać, skoro nie mają pewności, czy i kiedy możliwy będzie powrót.
Trudno im się dziwić – po wtorkowym powrocie do Poznania grupy wracających z Wietnamu turystów, którzy na trzy doby utknęli w Dubaju, nikt nie chce podzielić ich losu. Zapytaliśmy o sytuację na poznańskim lotnisku jego rzecznika prasowego Marcina Wesołka.
– Na ten moment na poznańskim lotnisku mamy odwołane loty z Poznania do Dubaju i z Dubaju do Poznania linią Flydubai. Samoloty nie wylecą w piątek, 6 marca i w niedzielę, 8 marca – mówi rzecznik.
W czwartek, podobnie jak w miniony poniedziałek, nie wyleciał też samolot linii Ryanair do Ammanu. Nie wiadomo wciąż, co z lotami czarterowymi z Poznania, które planowo miały odbywać się w piątek.
Wiadomo jednak, że planowo odbędą się rejsy organizowane przez biuro podróży Rainbow.
– W piątek, 6 marca, z Poznania wyleci samolot na wyspę Phu Quoc, a w sobotę do Bangkoku. Zmieni się jednak trasa lotów, by ominąć rejon konfliktu. Na rejsach powrotnych międzylądowanie zaplanowano w Tbilisi – informuje Wesołek.
Rzecznik zapewnia też, że lotnisko jest przygotowane na przyjmowanie samolotów przekierowywanych do Poznania z innych lotnisk ad hock.
Czytaj także: „Utknęliśmy. Nikt nam nie pomaga”. Wielkopolanie nie mogą wyjechać z Tajlandii






