Była dyrektor poznańskiego zoo zasiadła na ławie oskarżonych. Prokuratura postawiła jej szereg zarzutów, w tym działanie na szkodę zoo. Kobieta nie przyznała się do winy i złożyła obszerne oświadczenie.
Zainteresowanie sprawą było tak duże, że dziennikarze z trudem mieścili się w niewielkiej sali przeznaczonej przez Sąd Rejonowy Poznań Nowe Miasto – Wilda na rozprawę. Ewa Zgrabczyńska pojawiła się w sądzie w towarzystwie obrońcy. Jeszcze przed wejściem na salę rozpraw kobieta oświadczyła, że występuję pod pełnym imieniem i nazwiskiem. Jednak przed sądem jej obrońca wnioskował o wyłączenie jawności. Ostatecznie dziennikarze mogli zostać na sali.
– Moje stanowisko nie zmieniło się od dwóch lat. Wszelkie zarzuty są całkowicie bezpodstawne. Są bezzasadne i mam nadzieję, że sąd podejmie odpowiednią decyzję, ale pozwólmy sądowi pracować na tym materiale, który został złożony, a mi ze spokojem przedstawić swoje dowody na absolutną niewinność – mówiła Zgrabczyńska przed rozprawą.
Akt oskarżenia składał się z ośmiu zarzutów. Pierwszy z nich dotyczy przywłaszczenia sobie przez Ewę Zgrabczyńską minimum siedmiu tysięcy złotych za wystawione faktury na fikcyjną usługę.
– Jako dyrektor ogrodu zoologicznego w Poznaniu, przekroczyła swoje uprawnienia i doprowadziła miasto Poznań do niekorzystnego rozporządzenia mieniem za pomocą wprowadzenia w błąd co do nabycia drewnianych klatek transportowych, za co zostały wystawione i zapłacone trzy faktury na kwotę 25000 zł, 13530 zł oraz 19065 zł, a także co do nabycia obsługi naprawy za 10000 zł brutto. Faktury te zostały przez nią zatwierdzone – brzmiał fragment aktu oskarżenia.
Zdaniem prokuratury była dyrektor zoo miała również wykradać z terenu ogrodu szczepionki, medykamenty i karmę. Wszystko miało trafić do jej prywatnego domu i zwierząt, które tam trzyma. Zgrabczyńskiej zarzuca się też wykorzystywanie samochodu służbowego do celów prywatnych, poświadczanie nieprawdy czy zlecanie pracownikom niezgodnych z prawem działań.
Była dyrektorka zoo oskarża swoich pracowników
Ewa Zgrabczyńska przed sądem podtrzymała swoją wcześniejszą deklarację i nie przyznała się do winny. Powiedziała, że sprawę przeciwko niej ukartowano. Odpowiedzialni za to mają być byli pracownicy oraz urzędnicy. Jako jeden z dowodów na swoją niewinność podała, że skierowane do niej oskarżenia są absurdalne w swojej treści, a całą sprawę ukartowali byli podwładni.
– Chciałabym podkreślić, że będąc dyrektorem jednostki miejskiej, nigdy nie zadziałałabym na szkodę zwierząt powierzonych mojej opiece. Nawet pośrednio. Całą sprawę traktuje jako retorsję pracowniczą przygotowaną w celu ukrycia naruszeń przepisów prawa przez kilku pracowników oraz wykorzystania w Urzędzie Miasta do zmiany sposobu funkcjonowania zoo – powiedziała Zgrabczyńska i dodała – Sytuacja, że dyrektor przyjmuje siedem z 60 tysięcy złotych jest nieprawdopodobna życiowo.
W dalszej części swojego oświadczenia Zgrabczyńska wyjaśniała, że nieprawidłowości związane z fakturami to w dużej mierze wina byłej księgowej zoo. Ta miała wynieść z biura klucz elektroniczny i z prywatnego komputera poświadczać faktury w imieniu przełożonej.
– Była księgowa, przyjęła strategię zmniejszenia swojego wymiaru winy i kary próbując, kolokwialnie ujmując, wrobić mnie w naruszenie prawa, którego sama dokonała – wyjaśniała Zgrabczyńska.
Pracownicy mieli pisać o zabójstwie weterynarza
Oskarżenia byłej dyrektorki zoo padły również na grupę pracowników, którzy mieli się na niej mścić. Jak zeznała oskarżona, doniesiono jej, że kilkoro zatrudnionych w zoo osób miało prowadzić konwersację za pomocą komunikatora. W rozmowie pojawiały się między innymi plany zabójstwa weterynarza pracującego w zoo oraz zabicia grupy papug.
– W marcu 2023 roku jedna z pracownic przyniosła mi screeny dyskusji pracowniczych. Wynikało, z nich że osoby te popełniają szereg naruszeń. Te screeny zgłosiłam w Urzędzie Miasta. Dałam im nagany ze względu na to, że w screenach pojawiały się informacje o planach zabicia lekarza weterynarii. Screeny przedstawiały używanie aut służbowych na prywatne potrzeby. Jak również szereg intryg mających na celu pozbawienie pracy pracowników. Osoby z tych screenów udały się na długoterminowe zwolnienia lekarskie. I następnie dowiedziałam się, że złożyły doniesienia na policję i do prokuratury przeciwko mnie – dodała Zgrabczyńska.
Jeśli tłumaczenia Zgrabczyńskiej nie przekonają sądu, była dyrektorka zoo może trafić do więzienia na okres od roku do dziesięciu lat.




fot. M. Melanowicz / wpoznaniu.pl
Czytaj także: Ewa Zgrabczyńska zwolniona z pracy. Miała zamówić lodówkę do zoo, ale ta trafiła do jej domu




