Minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała w czwartek na antenie tvn24, że od września przedmiot „Edukacja zdrowotna” będzie obowiązkowy dla uczniów. Ministerstwo poszło jednak na kompromis. Tematy związane z edukacją seksualną poznają tylko Ci uczniowie, których rodzice wyrażą na to zgodę.
Przedmiot nie dla wszystkich
Temat edukacji seksualnej w szkołach budzi sporo kontrowersji. Rodzice oraz różne środowiska mają podzielone zdania w tym zakresie, dlatego ministerstwo zdecydowało się na kompromis.
– Przedmiot będzie składał się tak naprawdę z dwóch przedmiotów, czyli przedmiotu edukacja zdrowotna takiego, jakim jest i nieobowiązkowego przedmiotu – prawdopodobnie około jednej dziesiątej całości przedmiotu – dotyczącego wiedzy o zdrowiu seksualnym – przekazała Barbara Nowacka, minister edukacji.
O tym, czy dziecko będzie brało udział w zajęciach, decydować będą rodzice. W przypadku uczniów pełnoletnich – decyzja będzie zależeć od nich. Obowiązkowe tematy z edukacji zdrowotnej będą dotyczyły m.in. higieny, ruchu, zdrowia psychicznego czy odżywiania.
O co w tym wszystkim chodzi?
Zanim pojawiła się edukacja zdrowotna, uczniowie mieli w planach lekcji wychowanie do życia w rodzinie. Na początku miał być to przedmiot obowiązkowy, jednak po protestach, ministerstwo wycofało się z tego pomysłu.
Teraz z nowego przedmiotu korzysta około 30 proc. uczniów. Przedmiot realizowany jest w szkołach podstawowych w klasach IV-VIII i w szkołach ponadpodstawowych przez dwa lata.
W podstawie programowej tego przedmiotu jeden z rozdziałów poświęcony jest dojrzewaniu, inny zdrowiu seksualnemu. I to właśnie te elementy wywołały burzę.
Poznańskie spojrzenie na sprawę
Z pomysłem obowiązkowej edukacji zdrowotnej w szkołach nie zgadzało się wiele środowisk. Ten temat budził też kontrowersję wśród polityków, nie tylko na szczeblach państwowych.
Poznańska radna Klaudia Strzelecka zauważa, że jej zdaniem edukacja zdrowotna jest istotna. Jednak z zachowaniem rozsądku i nie wykorzystywaniem tego przedmiotu do przekazywania treści ideologicznych.
– Przedmiot, który miał być dobrowolny, w praktyce zaczyna być wprowadzany w sposób odgórny, co budzi uzasadnione obawy. Jedynym pozytywnym elementem jest fakt, że z programu wycofano edukację seksualną – to obszar, który powinien pozostawać przede wszystkim w gestii rodziców i wychowawców. Edukacja zdrowotna jako taka nie budzi sprzeciwu – w tym ciekawym i potrzebnym wątkiem jest edukacja cyfrowa. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod jej hasłem próbuje się przemycać treści światopoglądowe i ograniczać realny wpływ rodziców na wychowanie dzieci – podkreśla Klaudia Strzelecka.
Przedmiot został przygotowany we współpracy Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki. Treści programowe powstały przy udziale ekspertów m.in. lekarzy, nauczycieli, specjalistów od aktywności fizycznej, zdrowia psychicznego i profilaktyki.
– Dlatego tak ważne jest, aby była prowadzona (edukacja zdrowotna) w sposób przejrzysty, była wolna od ideologii i nie miała charakteru przymusowego w obszarach budzących uzasadnione wątpliwości społeczne – dodaje radna Poznania.
Ministerstwo decyduje nie tylko o edukacji
W czwartkowej rozmowie, minister Barbara Nowacka zapowiedziała również zmiany dotyczące korzystania z telefonów przez uczniów.
– Trwają konsultacje projektu do końca kwietnia. 1 września w szkołach podstawowych telefon (…) leżeć nie będzie mógł. W jaki sposób szkoły będą to organizować, to będzie już decyzja szkoły, czy to są osobne szafki, czy to jak do tej pory jakieś miejsca ukrycia, czy zakaz wyjmowania, czy inny pomysł. Naprawdę nie musimy wszystkiego regulować centralnie, szkoły są mądre – podkreśliła minister Nowacka.
Zdaniem Nowackiej najlepiej, gdyby na majowej Radzie Ministrów pojawił się projekt ustawy.






