Szukanie prezentów od zająca, wielkopolskie Siwki czy ławickie Żandary – to tylko niektóre z obowiązkowych elementów Świąt Wielkanocnych w naszym regionie. Co region, to obyczaj, a Wielkopolska na pewno może pochwalić się swoimi lokalnymi zwyczajami, których na próżno szukać w innych częściach kraju.
Wielkopolska jest mieszanką w dużej mierze ukształtowaną przez zabór pruski. Jeśli chodzi o lokalne obrzędy wielkanocne w naszym regionie, to wpływ starosłowiańskich i niemieckich zwyczajów je zdominował. Wiele tradycji czy potraw, które przy okazji różnych świąt goszczą w naszych domach, pochodzi właśnie z miksu, który latami budowały pokolenia.
Wielkopolska wyjątkowość
Do dziś wiele świątecznych obrzędów zachowuje swój tradycyjny charakter. Mimo że wokół otaczają nas współczesne i kolorowe elementy, są miejsca, w których doceniane są regionalne zwyczaje. W Wielkopolsce nadal są miejsca, w których pielęgnuje się lokalną tradycję, będącą częścią polskiej kultury. Przekazywane z pokolenia na pokolenie odkrywają ważną rolę w kształtowaniu tożsamości kulturowej.
Tradycyjne wielkopolskie obrzędy wielkanocne nie przypominają tych współczesnych i nowoczesnych. Tu liczy się zapach wędzonki, smak ciasta na zakwasie i naturalne, ręcznie robione ozdoby.
Prezenty od zająca
Jednym ze zwyczajów w naszym regionie jest szukanie prezentów od wielkanocnego zajączka. To tradycja, która przywędrowała tu z Niemiec na przełomie XIX i XX wieku. Zabawa polega na tym, że dzieci budują z mchu, patyków i trawy gniazdka w ogrodach po to, żeby w Niedzielę Wielkanocną szukać w nich słodyczy, jajek i zabawek. To nie tylko rozrywka dla dzieci, ale i integracja dla całych rodzin. W tej tradycji nie chodzi o prezenty, tylko o wspólne spędzanie czasu i dobrą zabawę.
Wielkopolskie Siwki i poznańskie Żandary
Siwki i Żandary to tradycyjne barwne pochody zamaskowanych przebierańców, którzy w Poniedziałek Wielkanocny maszerują po wsiach, śpiewając i uderzając mieszkańców rzemiennymi batami. Dodatkowo smarują ich twarze i domy sadzą, co symbolizuje szczęście. W korowodzie idą: Baba, Dziad, Miś, Koń, Powozowy, Poganiacz, Murzyn, Król i Siwki – czyli białe konie.
– Jest dużo hałasu. Są instrumenty, wygłupy i przyśpiewki. To wszystko przypomina kolędowanie, tylko wiosenne. Pochód nie przemieszcza się po całym Poznaniu. Ta grupa jest tam, skąd się wywodzi, czyli z Ławicy, dzielnicy, którakiedyś była wsią – mówi Iwona Rosińska, z Muzeum Kultur Świata w Poznaniu.
W czasie pochodu przebierańcy idą od domu do domu. Jeśli gospodarz otworzy, śpiewają i tańczą w rytm przygrywanych przez akordeonistę ludowych melodii. Jeśli drzwi domu zastają zamknięte – są smarowane sadzą.
– Cała ta zabawa polega na tym, żeby trochę ludzi udręczyć wodą i smołą. A wszystko to ma na celu składanie życzeń, tych świątecznych, ale i na cały rok. Dodatkowo zbierane są wtedy datki za to, że się dobrze życzy i pozwala się ludziom przy okazji znakomicie bawić. To jest też rodzaj tradycji „coś za coś” – coś dajemy i dostajemy w zamian, dzielimy się po prostu – dodaje Rosińska.
Grzebanie żuru, wieszanie śledzia i Boże rany
Każde Święta Wielkanocne poprzedza 40-dniowy post. Dawniej stosowany bardzo rygorystycznie, dawał się ludziom mocno we znaki. Zarówno pod kątem spożywczym, jak i towarzyskim. W tym okresie nie można było organizować żadnych imprez ani spotkań.
Dlatego wyrazem ulgi po tym czasie miało być symboliczne grzebanie żuru i wieszanie śledzia. Choć ta druga tradycja bardziej znana jest na Kujawach czy w Małopolsce, w naszym regionie również są miejsca, gdzie się ją kultywuje.
– W Wielkopolsce bardzo długo pamiętano o tym, żeby się pożegnać z żurem – tak symbolicznie. Wynoszono garnek, w którym ta zupa się gotowała przez sześć tygodni i była jedzona codziennie. I taki gar napełniało się nieczystościami lub popiołem z pieca i wyrzucało się go z domu. Były nawet takie rytualne pochody z tym garnkiem za granice wsi. Tam młodzi mężczyźni z łopatami i kijami uderzali w ten żur, stąd nazwa wybijanie żuru. Czasem zamiast tego podpalano naczynie, stąd palenie żuru. Zwykle działo się to w Wielki Czwartek i to znaczyło, że kończy się post, opowiada Iwona Rosińska.
W niektórych miejscach dodatkowo na drzewie symbolicznie wiesza się śledzia, który dominuje jadłospis w czasie postu ścisłego. Zarówno dawniej, jak i dziś, obie tradycje są pretekstem do spotkań towarzyskich.
Natomiast w Wielki Piątek w Wielkopolsce odbywał się zwyczaj delikatnego uderzania witkami z wierzby – tak zwane smaganie.
– Inaczej nazywało się to Boże rany. W tym dniu, od samego rana matka lub gospodyni domu, zaczynając od najmłodszych, delikatnie smagała ich po łydkach, mówiąc przy tym „Boże rany”. To było oczywiście odwołanie do Wielkiego Piątku i męki Jezusa. Witki i drzewo miały zapewnić zdrowie i pomyślność na cały rok. Ważna była również uroda, dawniej dużo ważniejsza u kobiet niż mężczyzn. Ta tradycja była znana i do dziś nawet w Poznaniu zdarza się, że jest ona kultywowana – zaznacza Rosińska.
Pisanki i bukszpan
Jeśli chodzi o pisanki, w Wielkopolsce nazywane są kraszankami. Barwi się je w naturalnych wywarach np. z łupin cebuli, kory dębu, młodego żyta czy buraków. Później zdobione są woskiem pszczelim, tworząc tak zwane pisanki batikowe.
Żadna Wielkanoc w Wielkopolsce, ale i innych regionach kraju, nie może się odbyć bez dużej liczby gałązek bukszpanu. Tą rośliną dekoruje się świąteczny stół i koszyk ze święconką. Bukszpan symbolizuje nieśmiertelność, trwałość życia i odrodzenie. Dlatego im go więcej, tym lepiej.
Lany poniedziałek, czyli planowanie małżeństw
Lany poniedziałek, inaczej śmigus-dyngus to zabawa polegająca na oblewaniu się wodą. Dawniej zwyczaj ten wiązał się z brutalnością i miał podtekst matrymonialny. Grupy kawalerów z rana wdzierały się do domów panien na wydaniu, wyciągały je z łóżek i wylewały na nie wodę ze studni, używając ciężkich, drewnianych wiader. Dziewczyna, której nie oblano, uchodziła za starą pannę bez powodzenia.
Śmigus-dyngus przez długi czas były odrębnymi zwyczajami. Później połączono je w jeden. Słowo śmigus pochodzi od staropolskiego słowa śmigać, chłostać i pochodzi od starosłowiańskiego pogańskiego zwyczaju śmigania tudzież chłostania panien/dziewczyn wierzbowymi witkami. Dyngus natomiast najprawdopodobniej pochodzi od niemieckiego słowa dingen, które oznacza „wykupywać się”.
Połączenie tych wyrazów i dwóch tradycji dziś znane jest wszystkim jako świąteczna zabawa lania się wodą. Szczególnie atrakcyjna dla dzieci, które wyczekują tego momentu.




