Kilka miesięcy temu w Szpitalu Wojewódzkim w Poznaniu doszło do tragicznego zdarzenia. Pani Maria cierpiąca na nowotwór złośliwy układu krwiotwórczego, trafiła do placówki i przez 46 godzin czekała na przyjęcie na SOR. Kiedy w końcu to się stało, przekazana na OIOM, zmarła. Syn kobiety chce wyjaśnień od szpitala i zgłosił sprawę do prokuratury.
Tragedia na SOR
Sprawa zaczęła się 22 lipca tego roku. Pani Maria cierpiała na szpiczaka mnogiego zdiagnozowanego w marcu. Trafiła na SOR w Szpitalu Wojewódzkim z powodu złego samopoczucia. Była odwodniona, miała biegunkę i wymiotowała. W tym stanie spędziła w szpitalu 46 godzin.
– Po niemal dwóch dobach pobytu została przekazana na oddział internistyczny i w zaledwie minutę później lekarz opisywał jej stan, jako krytyczny. Cieśnienie było niemierzalne, tętno niewyczuwalne, a natychmiast konieczne stało się bardzo intensywne leczenie – relacjonuje pan Artur, syn zmarłej kobiety.
Kobieta zmarła 25 lipca. Rodzina zarzuca szpitalowi nie tylko zaniedbanie i niedostateczną opiekę, ale również złe warunki, w których kobieta spędziła ostatnie godziny życia. Z relacji mężczyzny wynika, że w pomieszczeniu, gdzie położono kobietę, znajdował się m.in. uszkodzony sprzęt czy meble.
– Mamę umieszczono z racji na podejrzenie zakażenia układu pokarmowego w tak zwanej separatce. Przynajmniej taki napis umieszczono na drzwiach. Jednak w mojej ocenie, a także sądząc po tym, co wcześniej pisało na drzwiach, był to po prostu były magazyn sprzętu bez dostępu do tlenu, bez przycisku przywołania pomocy. Pomieszczenie było małe i duszne. Bez okna i bieżącej wody – opisuje pan Artur.
Szpital odpowiada na zarzuty
Pan Artur poinformował media o tym, co miało dziać się w poznańskim szpitalu, pod koniec września. Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu z prośbą o komentarz w tej sprawie. Otrzymaliśmy oświadczenie przygotowane przez placówkę.
„Pacjentka została przyjęta do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, gdzie przeprowadzono niezbędną diagnostykę laboratoryjną, obrazową i mikrobiologiczną. W toku diagnostyki ustalono przyczynę zgłaszanych dolegliwości. Na podstawie uzyskanych wyników wdrożono leczenie adekwatne do aktualnego stanu klinicznego pacjentki. (…) Szczegółowe informacje dotyczące stanu zdrowia pacjentki, wyników badań oraz przebiegu leczenia stanowią dane objęte tajemnicą medyczną. Pełna dokumentacja medyczna została również przekazana organom zewnętrznym, prowadzącym postępowania w tej sprawie”.
W oświadczeniu szpital powołuje się także na ochronę prywatności pacjentki i współpracę z organami prowadzącymi postępowanie w tej sprawie.
Sprawą zajmuje się prokuratura
Po tym, co wydarzyło się w szpitalu wojewódzkim, pan Artur zgłosił sprawę do prokuratury. Jak podkreśla nie chce atakować lekarzy, ale uzyskać odpowiedź na pytania dotyczące prawidłowości postępowania i ewentualnego związku między sprawowaniem opieki nad jego matką a jej śmiercią.
– Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem prokuratury rejonowej. Potrzebują jeszcze poszerzonych, dodatkowych badań, żeby określić przyczynę śmierci tej kobiety. Na razie nie ma jeszcze ostatecznego wyniku sekcji zwłok. To postępowanie jest prowadzone w kierunku tzw. błędu medycznego, czyli policja i prokurator ustalają, czy doszło do wypełnienia realizacji znamion przestępstwa narażenia tej pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – przekazał prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Na ten moment nikt nie ma postawionych zarzutów. Śledztwo jest w toku, analizowane są wszystkie dowody.
– To postępowanie jest w sprawie. Przesłuchiwani są świadkowie, zabezpieczono dokumentację medyczną. Czekamy na ostateczną opinię z sekcji zwłok. Ona będzie istotna dla dalszych działań w tej sprawie – dodaje Wawrzyniak.
Jak przekazał nam prokurator, szczegółowa sekcja opiera się na badaniach histopatologicznych, które wymagają czasu. Może to potrwać nawet około miesiąca.








