Czad i ogień nie mają litości. Strażacy interweniują coraz częściej

Straż pożarna podaje dane za ten rok. Jest coraz więcej osób poszkodowanych przez tlenek węgla i pożary domów.

Pierwszego października oficjalnie zaczął się sezon grzewczy. To czas, w którym wiele osób zamyka szczelnie swoje domy, rzadziej je wietrzy oraz włącza ogrzewanie. Niestety takie warunki sprzyjają zatruciu czadem.

– Potencjalne źródła emisji tlenku węgla to kominy, wszelkie instalacje kominowe i spalinowe – łazienki, czyli tam gdzie mamy junkersy i inne urządzenia grzewcze, a także garaże, gdzie nieodpowiednia wentylacja powoduje, że również gromadzą się szkodliwe substancje – informuje asp. Martin Halasz z Państwowej Straży Pożarnej.

Prawie dwa razy więcej interwencji

Od stycznia do końca września 2026 roku w Wielkopolsce straż pożarna brała już udział w 439 interwencjach związanych z tlenkiem węgla. Jest to o 94 proc. więcej akcji niż w zeszłym roku, których łącznie było 226. Znacząco wzrosła także liczba osób podtrutych czadem – w zeszłym roku było to „tylko” 47 osób, w tym roku natomiast są to już 93 osoby.

– Jeśli będziemy czuli bóle głowy, osłabienie, zmęczenie czy senność, zawroty głowy, duszności, metaliczny posmak w ustach, to może oznaczać, że prawdopodobnie mamy do czynienia z zatruciem się tlenkiem węgla – tłumaczy asp. Martin Halasz.

W takiej sytuacji trzeba spróbować wydostać się na świeże powietrze oraz, jeżeli nasze samopoczucie na to pozwala, otworzyć okno.

– Najważniejsze jest ewakuowanie się na zewnątrz i powiadomienie służb – mówi asp. Martin Halasz.

Więcej poszkodowanych, ale mniej ofiar

W tym roku wzrosła także liczba pożarów w budynkach mieszkalnych w Wielkopolsce. W 2025 roku było ich 1691, natomiast do 30 września 2026 roku wybuchło już 1918 pożarów.

– 13 osób zginęło w tych pożarach, ale jest to mniej niż w zeszłym roku – informuje asp. Martin Halasz.

Jednym z najtańszych i najprostszych sposobów ochrony przed pożarem jest czujnik dymu.

– Mamy więcej osób poszkodowanych, ale mniej śmiertelnych, czyli czujniki, które montujemy, faktycznie działają. Są w stanie w porę nas ostrzec – tłumaczy asp. Martin Halasz.

Ceny czujników dymu wahają się od zaledwie piętnastu do stu złotych za te droższe modele. Jest to niewielki wydatek na urządzenie, które może zapewnić bezpieczeństwo na wiele lat.

Czytaj także: Luis Palma błysnął w Lidze Narodów i uratował sytuację

Hubert Śnieżek
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl