Do wypadku doszło w poniedziałek po godzinie 13.00 w Borówcu pod Poznaniem. Rozpędzone auto wjechało w grupę trzech mężczyzn. Najciężej poszkodowany zmarł w szpitalu. To brat sprawcy wypadku. Nie wykluczone, że były to porachunki gangsterskie.
Wszystko wydarzyło się 28 września około godziny 13:20 w Borówcu na ulicy Kapałka. Przy samochodzie marki Mercedes stało trzech mężczyzn, w których nagle wjechał rozpędzony Opel Insignia. Po zderzeniu kierowca od razu uciekł z miejsca wypadku.
– W wyniku tego uderzenia trzy osoby zostały zabrane do szpitala, w tym jedna z nich w stanie ciężkim – informuje mł. insp. Andrzej Borowiak z Wielkopolskiej Policji.
Jeszcze w poniedziałek po południu szpital poinformował, że jeden z mężczyzn zmarł. Ofiara była blisko powiązana z podejrzanym.
– Był to 35-latek – brat kierowcy Opla Insignii – mówi mł. insp. Andrzej Borowiak.
Podejrzany został złapany jeszcze tego samego dnia – to 39-letni mężczyzna.
– Od początku podejrzewaliśmy, że ta sprawa nie ma charakteru zwykłego wypadku, a może mieć charakter kryminalny, stąd też do ustaleń i do działań zostali tam skierowani funkcjonariusze pionu kryminalnego. Ustalono, że niektóre z tych osób, które brały udział w tym zdarzeniu, notowane były w policyjnych rejestrach za rozboje, ale także za udział w zorganizowanej grupie przestępczej – podaje mł. insp. Andrzej Borowiak.
Policja nie wyklucza, że pomiędzy trójką mężczyzn doszło wcześniej do kłótni i być może bijatyki. Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, na miejscu wypadku policja znalazła pałki teleskopowe i kije bejsbolowe. Nie wykluczone, że sprawca wypadku wjeżdżając w grupę mężczyzn chciał ratować swojego brata.
We wtorek ma być przeprowadzona sekcja zwłok, która ma dać odpowiedzieć, czy 35-latek zmarł wyniku obrażeń po wypadku, czy być może przyczyna zgonu jest zupełnie inna.








