Piotr Grześ, pracownik Lasów Państwowych i z zamiłowania grzybiarz, na początku września w jednym z poznańskich parków, znalazł siedlisko krwistoborowika szatańskiego. To, jak mówią grzybiarze, prawdziwe szatany. Bardzo rzadkie, pod ścisłą ochroną i uwaga – niejadalne. Te grzyby uznano za wymierający gatunek, dlatego poznańskie znalezisko to prawdziwa grzybowa sensacja.
„Miasto Poznań powinno być dumne, że takie grzyby u nas rosną” – mówi w krótkim nagraniu znany bloger Piotr Grześ. Ale zdecydowanie nie poleca ich zbierania. Są niejadalne i objęte ochroną.
Goryczaka żółciowego, który przez grzybiarzy mylnie nazywany jest szatanem, łatwo pomylić z niektórymi borowikami. Nie jest uznawany za grzyb trujący, jednak jego miąższ ma wyjątkowo gorzki smak. Nawet niewielka ilość może sprawić, że całe danie stanie się niejadalne. To właśnie dlatego goryczak bywa potocznie nazywany „szatanem”.
Zupełnie inną historię ma krwistoborowik szatański. To jeden z najrzadszych przedstawicieli swojej grupy w Polsce. Wyróżnia się jasnym, szarawym kapeluszem, czerwonymi porami i charakterystycznym sinieniem miąższu po uszkodzeniu. Choć należy do rodziny borowikowatych, nie jest grzybem jadalnym. Jego spożycie może powodować dolegliwości żołądkowo-jelitowe, dlatego zdecydowanie nie powinien trafiać do koszyka.
Stanowisko prawdziwego „szatana” odnaleziono niedawno w poznańskim parku. Samo to jest wydarzeniem wartym uwagi właśnie ze względu na jego ogromną rzadkość.
Warto więc pamiętać: gdy podczas grzybobrania ktoś mówi, że znalazł „szatana”, wcale nie musi mieć na myśli krwistoborowika szatańskiego. W zdecydowanie większej liczbie przypadków chodzi o goryczaka żółciowego. Oba grzyby – najlepiej zostawić w lesie, by nie nabawić się dolegliwości żołądkowych a przy tym chronić przyrodę.







