Znieczulenie zewnątrzoponowe jeszcze kilka lat temu było niespełnionym marzeniem rodzących w Poznaniu. W praktyce nie dało się uzyskać go w żadnym szpitalu w mieście. Z biegiem czasu sytuacja się zmieniła i korzystać z niego mogą rodzące w każdej poznańskiej placówce. Czy oznacza to, że sto procent rodzących się na nie decyduje? Nic bardziej mylnego. Postanowiłam sprawdzić, jak wygląda sytuacja w Poznaniu.
W Poznaniu funkcjonują cztery porodówki – w szpitalu im. F. Raszei, w Wojewódzkim Szpitalu przy ul. Lutyckiej, w Szpitalu im. Św. Rodziny oraz GPSK na Polnej. Obecnie każda z nich oferuje ZZO. To metoda uśmierzania bólu polegająca na podaniu leku w okolice rdzenia kręgowego. Blokuje przewodzenie bodźców bólowych z dolnej części ciała, ale nie odbiera świadomości – rodząca może współpracować i aktywnie uczestniczyć w porodzie.
Gdy już po pandemii, pod koniec 2023 roku, media obiegła informacja o jego dostępności w pierwszej placówce w Poznaniu (dokładnie w Szpitalu im. Św. Rodziny), pacjentki zebrane na internetowych forach szeroko zapowiadały, że wybiorą właśnie ten szpital na miejsce przyjścia swojego dziecka na świat. Dziś nie muszą już uzależniać swojej decyzji od dostępności tego rodzaju znieczulenia. Jak zatem wyglądają liczby i co o znieczuleniu mówią lekarze?
Szpital Lutycka
Szpital systematycznie zwiększa dostępność ZZO. W całym 2025 roku zastosowano je 23 razy, natomiast od początku 2026 roku do 20 sierpnia – 60 razy.
– Na poprawę dostępności wpływa m.in. reorganizacja współpracy pomiędzy Blokiem Porodowym a zespołem anestezjologicznym oraz zwiększanie liczby położnych posiadających odpowiednie kwalifikacje. Jednocześnie każda pacjentka ma przedstawiane dostępne metody łagodzenia bólu – zarówno farmakologiczne, jak i niefarmakologiczne. O wyborze sposobu łagodzenia bólu pacjentka decyduje wspólnie z położną i lekarzem, po uzyskaniu informacji o dostępnych możliwościach – informuje Anna Konieczka, p. o. rzecznika prasowego Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu. – Są pacjentki, które świadomie nie wybierają ZZO. Część kobiet wybiera wyłącznie metody niefarmakologiczne. Od marca 2026 roku nowością w szpitalu jest możliwość porodu w wodzie, dzięki uruchomieniu wanny porodowej. Kobiety, które decydują się na poród w wodzie, korzystają z wody jako wybranej metody łagodzenia bólu i nie stosują w tym czasie farmakologicznych metod znieczulenia – dodaje rzeczniczka.
Szpital Miejski im. F. Raszei w Poznaniu
Zgodnie z danymi NFZ w pierwszej połowie 2026 r. w szpitalu im. F. Raszei w Poznaniu ze znieczulenia zewnątrzoponowego skorzystało 189 pacjentek.
– Znieczulenie zewnątrzoponowe w naszym szpitalu pojawiło się ponownie w 2024 roku. W latach wcześniejszych były tylko pojedyncze przypadki znieczulanych pacjentek do porodu. Jednak od 2024 r. rośnie u nas dostępność, a co za tym idzie coraz więcej pacjentek korzysta z tej formy znieczulenia. Obecnie w kolejnych miesiącach możemy pochwalić się wzrastającym odsetkiem znieczulonych porodów ze średnią na poziomie ok 34-38 proc. Rekordowym miesiącem u nas był czerwiec, w którym około 50 proc. pacjentek rodzących drogami natury było znieczulonych – mówi lek. Rafał Mazurek, Kierownik Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala im. F. Raszei.
Lek. Rafał Mazurek zwraca też uwagę na pojawiające się u rodzących obawy związane ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. Pacjentki boją się wkłucia w kręgosłup, tego, że nie będą czuły, kiedy mają przeć lub że ich dolne kończyny będą sparaliżowane.
– Często pojawia się niesprecyzowany powód odmowy, typu: „przeczytałam, że to niebezpieczne” lub „ktoś mi mówił, żeby tego nie brać”. Zawsze z pacjentkami rozmawiamy na ten temat, staramy się rozwiać strach i wątpliwości, a w razie konieczności prosimy o rozmowę również anestezjologa. Staramy się namawiać pacjentki do spróbowania, ale jeśli widzimy opór, szanujemy decyzję pacjentki i proponujemy inne metody łagodzenia bólu. Niejednokrotnie byliśmy świadkami ogromnej wdzięczności ze strony pacjentek, które pierwotnie nie chciały znieczulenia, a po rozmowie przełamały się – wyjaśnia lek. Rafał Mazurek.
Szpital im. Św. Rodziny
W 2025 roku na 2041 porodów, które odbyły się w Szpitalu św. Rodziny w Poznaniu, należącym do Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu, wykonano 544 znieczulenia zewnątrzoponowe. Dane z pierwszego półrocza 2026 roku pokazują jeszcze większe zainteresowanie tą procedurą. Do końca czerwca odbyło się 1116 porodów, a wykonano aż 417 znieczuleń zewnątrzoponowych. To rekordowa liczba wśród poznańskich placówek.
– Pacjentki mają świadomość, że dostępność znieczulenia zewnątrzoponowego w naszym szpitalu jest bardzo wysoka i często właśnie możliwość skorzystania z tej formy łagodzenia bólu jest jednym z powodów, dla których wybierają naszą placówkę – mówi lek. Maciej Nowak, anestezjolog, kierownik Działu Operacyjno-Pooperacyjnego w Szpitalu św. Rodziny w Poznaniu należącego do Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu.
GPSK Polna
Zgodnie z danymi NFZ w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym przy ul. Polnej do 31 lipca 2026 r. ze znieczulenia do porodu siłami natury skorzystało 110 pacjentek, a w całym ubiegłym roku 2025 było to 251 pacjentek. Porodówka na Polnej jest najczęściej wybieranym przez rodzące szpitalem w Poznaniu i całej Wielkopolsce, dlatego liczba ta może wydawać się stosunkowo niewielka. Ma jednak swoje uzasadnienie.
Trzeba zaznaczyć, że nasz szpital posiada trzeci, najwyższy stopień referencyjności. Przyjeżdżają do nas pacjentki z ciężkimi powikłaniami ciąży, niejednokrotnie również spoza Wielkopolski. Oznacza to, że wiele porodów odbywa się planowo przez cesarskie cięcie, ze względu na stan zdrowia dziecka lub rodzącej. To automatycznie decyduje o tym, że skorzystanie ze znieczulenia zewnątrzoponowego przy porodzie naturalnym będzie niemożliwe. W tym przypadku priorytetem jest zdrowie matki i noworodka. Jeśli jednak tylko jest taka możliwość i poród odbywa się drogami natury, proponujemy ZZO pacjentkom – mówi Małgorzata Kolczyńska, rzeczniczka prasowa GPSK przy ul. Polnej w Poznaniu.
„Trzeba dać pacjentce wybór”
Niektóre pacjentki już od momentu wykonania testu ciążowego wiedzą, że będą chciały skorzystać z ZZO. Inne wolą postawić na naturę i nie wspomagać się znieczuleniem.
– Ważne jest, by dać kobietom szansę wyboru. Poznanianki i Wielkopolanki przez lata przyzwyczaiły się, że w tym rejonie nie ma co marzyć o znieczuleniu zewnątrzoponowym. Dopiero teraz się to zmienia – mówi Anna Furmaniuk z Fundacji Matecznik. – Tymczasem zauważany jest bardzo duży odsetek porodów poprzez cesarskie cięcie. Gros z nich to planowane cesarskie cięcia ze względu na stwierdzoną przez psychiatrę tokofobię. Kobiety boją się bólu i niewykluczone, że gdyby ZZO było szerzej dostępne, cesarskich cięć byłoby mniej. A zgodnie z wiedzą medyczną poród drogami natury jest dla rodzącej i dziecka korzystniejszy niż cesarskie cięcie.
Jak dodaje Furmaniuk, nie zawsze mniej znieczuleń zewnątrzoponowych wskazuje na zły standard placówki. Kobiety są coraz bardziej świadome konsekwencji znieczulenia zewnątrzoponowego. Owszem, ból jest dzięki niemu mniejszy, ale jednocześnie może wydłużyć się wówczas czas drugiej fazy porodu. To może spowodować, że konieczne będzie zakończenie porodu zabiegowo, np. z użyciem kleszczy lub vacuum. Konsekwencji można wymienić jeszcze więcej. Lek. Maciej Nowak wskazuje wśród nich przejściowy spadek ciśnienia tętniczego. Do powikłań nie zawsze jednak dochodzi. Do niedawna wokół ZZO krążyły też liczne mity, które skutecznie zniechęcały kobiety do korzystania z tej formy łagodzenia bólu porodowego.
– Wiedza na temat znieczulenia zewnątrzoponowego jest coraz większa, podobnie jak świadomość jego skuteczności i bezpieczeństwa dla rodzącej oraz dziecka. Znieczulenie zewnątrzoponowe jest najskuteczniejszą metodą farmakologicznego łagodzenia bólu porodowego, a przy prawidłowym prowadzeniu jest metodą bezpieczną zarówno dla matki, jak i dziecka. Ból porodowy jest często oceniany przez kobiety na 8–10 punktów w dziesięciopunktowej skali. Prawidłowo działające znieczulenie zewnątrzoponowe może zmniejszyć jego natężenie do około 0–3 punktów, pozostawiając jednocześnie czucie skurczów, ucisku i parcia, dzięki czemu kobieta może aktywnie uczestniczyć w porodzie – mówi lek. Maciej Nowak ze Szpitala im. Świętej Rodziny.
Co więcej, za ZZO mogą iść także korzyści.
– Istotną zaletą znieczulenia zewnątrzoponowego jest również to, że w sytuacji, gdy w trakcie porodu konieczna staje się dodatkowa interwencja medyczna, pacjentka jest już skutecznie znieczulona. Jeżeli ze wskazań położniczych konieczne jest na przykład nacięcie krocza lub poród zabiegowy z użyciem próżnociągu albo kleszczy położniczych, prawidłowo działające znieczulenie zewnątrzoponowe zapewnia pacjentce odpowiedni komfort i sprawia, że procedury te nie wiążą się z dodatkowym bólem – dodaje lek. Maciej Nowak.
W Poznaniu tak, w Wielkopolsce – niekoniecznie
Powodem braku dostępności ZZO podczas porodów jest najczęściej brak anestezjologów, którzy mogliby podać znieczulenie pacjentce.
– W tym miejscu należy wspomnieć również o ustawie mówiącej ściśle o tym, jak anestezjolog może znieczulać pacjentki. Rozumiemy, że ustawa powstała z myślą o bezpieczeństwie lekarzy i pacjentek, natomiast niestety jest wyzwaniem dla dyrektorów i szefów oddziałów anestezjologicznych organizujących pracę anestezjologów w szpitalach. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby nie pewne wyłączenia, można by zaproponować więcej znieczuleń – zaznacza lek. Rafał Mazurek ze szpitala im. F. Raszei.
To jednak zaczyna się też zmieniać.
– Dla przykładu, w szpitalu w Środzie Wielkopolskiej utworzono zespół anestezjologów dostępnych w całym szpitalu. Dzięki temu w sytuacji, kiedy kobieta chce skorzystać ze znieczulenia, jest dostępny lekarz, który je poda, a po nim opiekę nad pacjentką przejmuje położna anestezjologiczna. Można liczyć, że podobne rozwiązania będą zaprowadzane w kolejnych placówkach – mówi Anna Furmaniuk z Fundacji Matecznik.
W Wielkopolsce wciąż są jednak szpitale, które w pierwszej połowie 2026 roku nie podały ani jednego znieczulenia zewnątrzoponowego rodzącym. Według danych NFZ są to placówki w Pile, Słupcy, Międzychodzie, Krotoszynie, Obornikach, Szamotułach, Kole, Wrześni, Pleszewie i Jarocinie.
Czytaj także: Nowe dane o porodach. Wielkopolska w krajowej czołówce, ale spadek jest nieunikniony








