TourDePresja – tak Poznaniak walczy z chorobą. „Żyję z nią. To moja koleżanka”

W sobotę, 9 maja ruszy na prawdziwą rowerową wyprawę. Tak chce rozprawić się z depresją – własną i wielu innych mężczyzn. Celem wyzwania, które podejmuje, jest zbiórka pieniędzy na walkę z tą groźną chorobą.

„TourDePresja: Jadę sam 402 km wzdłuż wybrzeża, by nikt w depresji nie musiał być sam!”. To hasło tegorocznej wyprawy pana Macieja oraz zbiórki pieniędzy, którą założył na pomagam.pl. Tegoroczna wyprawa to jednak jego nie pierwsze przedsięwzięcie. „Z dołka na sam szczyt” to nazwa wyprawy, którą zrealizował już w zeszłym roku.

Z depresji na sam szczyt

– Któregoś pięknego dnia poszedłem do kolegi, z którym pracuję, że chciałbym przejechać od najniższego punktu w Polsce, czyli z depresji na Kopiec Kościuszki w Krakowie. Kolega zgodził się i pojechaliśmy – mówi zapalony rowerzysta Maciej Nowaczyk.

– Dlaczego był to mój pomysł i moja inicjatywa? Parę lat temu zdiagnozowano u mnie depresję, z którą do tej pory się borykam. Żyję sobie z nią, mam nową koleżankę, znajomą – śmieje się pan Maciej, który od kilku lat współpracuje z Fundacją „Twarze Depresji”.

– Staram się raz do roku brać udział w akcjach zbiórkowych i to w różnej formie. Na początku było to bieganie, ale w zeszłym roku właśnie wpadł pomysł z rowerem – tłumaczy pan Maciej.

Jego zdaniem w tegorocznym wyzwaniu ważne są nie tylko pieniądze, które uda się zebrać. Chodzi o nagłośnienie problemu męskiej walki z depresją. Uważa, że nadal jest ona trochę tematem tabu.

– My mężczyźni mamy to do siebie, że lubimy chować, nie przyznawać się do słabości. Jesteśmy nauczeni, że mamy być twardzi – wyjaśnia zmagający się z depresją, ale i z nią aktywnie walczący rowerzysta.

Już nie boi się o niej mówić

– Ale Pan mówi o depresji w sposób otwarty. Jak do tego doszło? – dopytuję.

– Jestem na troszkę innym etapie niż byłem te trzy, cztery lata temu. Decyzja o wybraniu się do specjalisty nie była łatwa. Pojawiły się pewne dodatkowe problemy uzależnień behawioralnych, które okazały się związane właśnie z depresją, którą posiadam – tłumaczy pan Maciej i zwraca uwagę na bardzo ważną rolę rodziny i żony. Zwłaszcza na pierwszym etapie.

– To właśnie żona mnie zaciągnęła do pierwszego psychiatry i psychologa i ogólnie na terapię. Pamiętam jednak ten strach, obawę. Zastanawiałem się, jak ludzie będą na to patrzeć? Czy będą mnie oceniać? – mówi o swoich rozterkach pan Maciej. Obawiał się tego, bo doskonale wiedział, że ludzie „lubią gadać”.

– Bałem się nawet tego, że ktoś w pracy się dowie, a przez to może w jeszcze większy dołek wpadnę. Jednak gdy pomyślałem o rodzinie, wówczas wszystko inne stało się po prostu nieważne. Teraz jestem na innym poziomie i myślę, by pomagać tym, którzy tego potrzebują, bo w naszym kraju brakuje środków na walkę z depresją u mężczyzn – stwierdza pan Maciej.

Panowie, posłuchajcie!

– A co by Pan powiedział innym facetom, którzy po prostu być może zmagają się z tym samym problemem, ale nie są tego świadomi? Na co powinni zwrócić uwagę? Kiedy warto pójść właśnie do specjalisty, zamiast samemu zmagać się z problemem? – pytam.

Zdaniem pana Macieja najważniejsze jest, by przestać się bać.

– Trzeba iść do psychiatry i do psychologa. Oni nie gryzą i są całkiem w porządku. Należy sobie zdać sprawę z tego, że jako mężczyźni też mamy prawo się bać, mamy prawo płakać i potrzebować pomocy. Warto zwrócić uwagę na takie symptomy, które utrzymują się przez dłuższy czas jak swego rodzaju przyduszenie, problem ze snem. Czułem też niechęć do życia. To właśnie moment, w którym każdy powinien pomyśleć i pójść do specjalisty. Trzeba go zapytać, czy to jest depresja, czy jeszcze nie – zachęca pan Maciej, by jak mówi „nie czekać na nie wiadomo co”.

– Trzeba działać, nawet jeśli wydaje się to trudne – zachęca i zwraca uwagę, że jego wyprawa rowerowa jest również elementem terapii.

– Psychiatra, farmakologia, rodzina – to bardzo ważne, ale aktywność fizyczna również jest tym elementem, który pomaga. Nie tylko więc jeżdżę na rowerze, ale raz w tygodniu zawożę córkę na zajęcia, a przy okazji wskakuję na siłownię. To jest brzydko mówiąc i kolokwialnie zaje…ste. Tam zostawia się wszystko, co złe po całym dniu czy tygodniu – przekonuje.

Od Świnoujścia aż po Hel

Maciej Nowaczyk ruszy w trasę w sobotę, 9 maja w Świnoujściu. Przed nim cztery dni jazdy. Zamierza dojechać do Helu, by stamtąd przeprawić się do Gdyni, do biura firmy, w której pracuje.

– Samotna jazda wybrzeżem to mój fizyczny wysiłek i symbol walki z chorobą. Z kolei wielki finał w biurze, wśród ludzi, ma być dowodem na najważniejsze przesłanie tej akcji, które mówi, że z depresją nie musisz być sam, a na końcu drogi do zdrowienia zawsze czeka wsparcie – wyjaśnia w opisie swej zbiórki na pomagam.pl.

Całą trasę pan Maciej będzie relacjonował na Facebooku na profilu Tour De Presja.

Warto też kliknąć pomagam.pl/tourdepresja i wesprzeć inicjatywę pana Macieja.

– Każda złotówka wspomaga mężczyzn, którzy stoją w kolejce po pomoc. Zróbmy to wspólnie. Statystyki są druzgocące: każdego roku ponad 4 tysiące mężczyzn w Polsce popełnia samobójstwo, a na dziesięciu Polaków, którzy odbierają sobie życie, aż ośmiu to mężczyźni. Zbyt wielu z nas ukrywa emocje i cierpi w samotności z powodu krzywdzących stereotypów. Prosząc o pomoc, nie okazujesz słabości – okazujesz ogromną siłę – tłumaczy pod swą zbiórką Maciej Nowaczyk.

Zebrane pieniądze sfinansują dodatkowe godziny darmowej pomocy psychologicznej.

Czytaj także: Pieniądze zebrane przez Łatowganga już „działają” i to w Poznaniu

Marek Jerzak
Zdarzyło się coś ważnego? Wyślij zdjęcie, film, pisz na kontakt@wpoznaniu.pl